Debata publiczna o energii atomowej - relacja

W piątek, 18 marca w Centrum Kultury Nowy Wspaniały Świat miała miejsce debata zatytułowana "Co nas grzeje? Energia, demokracja i przyszłość Polski". Debata Nie była specjalnie szeroko rozreklamowana, ale jako osoba zainteresowana zarówno ekologią jak i rozwojem technologii produkcji energii postanowiłem udać się na miejsce i zobaczyć, co ciekawego do przedstawienia mają paneliści oraz czy odbędzie się jakaś sensowna dyskusja.

Zaplanowana na dwie godziny debata z przyczyn lokalowych została skrócona do półtorej godziny i w praktyce okazała się tak naprawdę być bardziej przedstawieniem poglądów trzech prelegentów antyatomowych, z dwudziestominutową sekcją na debatę z publicznością. Na samym początku słuchacze dowiedzieli się, że debata została zaplanowana jeszcze przed trzęsieniem ziemi i tsunami w Japonii, więc miała skoncentrować się nie na bezpieczeństwie energii atomowej, ale omówić raczej jej nieopłacalność . Jest tylko jeden problem - gdyby technologia atomowa była nieopłacalna to nikt by jej nie używał . Energia atomowa może być mniej lub bardziej opłacalna w stosunku do innych źródeł energii, ale mówienie "będziemy rozmawiać o nieopłacalności energii atomowej" jest sztuczką erystyczną, na które nie powinno być miejsca w racjonalnej debacie.

Dalej, niestety, wywód prowadzony był po dokładnie tych samych liniach, czyli sporo demagogii i retoryki ale mało twardych statystyk i sensownych alternatywnych propozycji rozwoju energetyki. Od Radosława Gawlika ze stowarzyszenia Eko-Unia można się było dowiedzieć o tym, jak niebezpieczne są reaktory jądrowe, oraz że cały czas dochodzi w nich do sytuacji zagrożenia katastrofą. Jest to w pewien sposób prawdą, jednak nie jestem przekonany, czy sytuacja "była awaria i tylko dzięki działaniom personelu technicznego zapobiegnięto katastrofie" może być liczona jako przykład zagrożenia ze strony energii jądrowej. Złożone technologie wymagają personelu technicznego nadzorującego jej działanie , po to właśnie w elektrowniach jądrowych, węglowych czy w zakładach przemysłowych znajduje się personel techniczny, żeby reagować. O bezpieczeństwie różnych źródeł energii wypowiadał się również prof. dr hab. inż. Maciej Nowicki, były Minister Środowiska, który jako bezpieczną i ekonomiczną alternatywę dla elektrowni jądrowych przedstawiał biogaz oraz energię słoneczną (twierdząc, iż panele słoneczne nie wymagają konserwacji), natomiast dr. Ewa Charkiewicz mówiła o tym, że na rękach francuskiego koncernu AREVA znajduje się krew wynikająca z wydobywania kopalni uranu w Nigrze - prawda, tak samo jak fakt, że na rękach osób korzystających z takich gadżetów jak telefony komórkowe znajduje się krew wynikająca z wydobywania tantalu, cyny, wolframu i złota w Kongu . Niestety, dalej twierdzenia dr Charkiewicz trochę odeszły od rzeczywistości, kiedy stwierdziła, że we wszystkich kopalniach uranu na świecie panują takie warunki jak w Nigrze. Podejrzewam, że mogło by to być pewnym zaskoczeniem dla górników z Kanady, Australii czy USA.

Prezentacja zeszła potem na stwierdzanie, że scentralizowana energia atomowa umacnia scentralizowaną władzę państwa, stąd lepiej promować niewielkie, lokalne elektrownie stymulujące lokalną ekonomię. Ponadto padła sugestia, że gdyby w Japonii zamiast kilku wielkich elektrowni atomowych mieli dużo małych lokalnych elektrowni, to nie mieliby takich problemów. Niestety, fakty są takie, że elektrownie atomowe były jednymi ze struktur, które najlepiej oparły się tsunami i wiele z nich służy teraz za czasowe schronienia dla osób pozbawionych domów, podczas gdy zniszczone przez dziesięciometrową falę zakłady chemiczne, rurociągi, samochody itd. uwolniły do środowiska więcej substancji rakotwórczych niż krótkotrwale promieniotwórcza para wodna wydobywająca się z uszkodzonej elektrowni w Fukushimie. Jednak nikt nie postuluje, aby zaprzestać budowania zakładów przemysłu chemicznego tylko dlatego, że może trafić je tsunami.

Sama debata z udziałem publiczności trwała tylko 20 minut i nie było podczas niej dość czasu na merytoryczną dyskusję. Prelegenci zapytani o to, czy wiedzą, jaka katastrofa elektrowni na świecie spowodowała najwięcej ofiar nie wiedzieli, że nie był to Czernobyl, tylko pęknięcie zapory Bangsiao i wylanie zbiornika Shimantan , które spowodowało śmierć 26 tysięcy ludzi od razu i 145 tysięcy później w wyniku epidemii i głodu. Statystyki pokazujące liczbę śmierci na terawatogodzinę powodowanych przez cały łańcuch dostaw oraz wszystkie efekty danej elektrowni zostały zupełnie zignorowana przez panelistów, według których stwierdzenie, iż energia atomowa jest bezpieczniejsza od innych rodzajów energii jest po prostu kłamstwem.

Tymczasem kiedy spojrzy się na statystyki tego, ile ludzi musi zginąć w wyniku wyprodukowania 1 terawatogodziny energii elektrycznej energia atomowa zapewnia poziom bezpieczeństwa trudny do uzyskania przez jakąkolwiek inną metodę wytwarzania prądu - 0,04 zgonu na TWh (produkuje bardzo dużo prądu a wypadków jest naprawdę niewiele) . Dla porównania, najbardziej mordercza jest produkcja prądu z węgla w Chinach, gdzie na 1 TWh ginie 278 ludzi , zaczynając od górników umierających w kopalniach, a kończąc na ludziach umierających wskutek chorób górnego układu oddechowego spowodowanych przez zanieczyszczenie powietrza (z pewnością nie tak spektakularne, jak promieniotwórczość, ale równie skuteczne w zabijaniu). Europejskie badanie ExternE pokazuje, że dla krajów Unii Europejskiej wyprodukowanie 1 terawatogodziny zabija 25 osób dla węgla, 35 osób dla oleju, 4 osoby dla gazu i 12 osób dla spalania biomasy , tak promowanego przez prelegentów. Nawet energia wiatrowa czy słoneczna zabijają ludzi (chociaż niewiele więcej niż energia jądrowa), bo prace na wysokościach są jednym z niebezpieczniejszych zawodów świata i zdarzają się podczas nich śmiertelne wypadki. A że ogniwa słoneczne (wbrew twierdzeniom prof. Nowickiego) niestety jak najbardziej wymagają konserwacji - brudne ogniwa są mniej wydajne, elektronika też im się potrafi czasami zepsuć - to i one powodują swoją liczbę zgonów. Ogniwa słoneczne są dość obiecującą i interesującą technologią, ale chwilowo energia atomowa stanowi jedyną ekonomicznie opłacalną i relatywnie niegroźną dla środowiska alternatywę dla węgla.

Dachowe panele słoneczne.Dachowe panele słoneczne. Fot. Chris Muenzer [(CC) BY muenzer / flickr.com]

Ale o takich statystykach niestety nie rozmawiano. Większość dyskusji była poświęcona demokracji, centralizacji i wolnemu rynkowi, a nie bezpieczeństwu czy temu, kto będzie skłonny płacić dwa razy więcej za prąd z gazu naturalnego i wiatru czy pięć razy więcej za prąd z paneli fotowoltaicznych niż za prąd z węgla lub atomu (porównywalne cenowo, przynajmniej dopóki ignoruje się zgony powodowane przez energetykę węglową). W dużej mierze wynika to z pewnością z formuły spotkania - prezentacji poglądów, a potem krótkiej dyskusji. Mam nadzieję, że w przyszłych spotkaniach tego typu będzie więcej merytorycznej debaty.

Jedyny przekonywujący argument przeciwko energii atomowej, jaki usłyszałem podczas debaty padł ze strony publiczności - w Japonii mają tereny sejsmiczne, a w Polsce mamy paskudną mentalność, więc procedur będziemy przestrzegać tak jak w Smoleńsku. Tylko że w polskim lotnictwie cywilnym jakoś katastrof w rodzaju Smoleńska nie ma.

Leszek Karlik

[Informacja o debacie: Zielone Wiadomości ; źródła: Next Big Future , GreenEcon , Nuclear Fissionary , ExternE ]

Więcej o: