Google+: nowy szeryf w mieście?

Google+ to 5 milionów użytkowników w ciągu 12 dni i pozytywne reakcje testerów. Google twierdzi, że "nauczył się już" czym jest społeczność i jak się nią zarządza. Czy Facebook powinien zacząć się bać?

Od uruchomienia Google+ minęło 12 dni. W tym czasie z serwisu zaczęło korzystać 5 milionów osób , jak czytamy na jednej z nieoficjalnych stron fanowskich na Facebooku . To bardzo dobry wynik. Jeśli chodzi o statystyki polskie, to szacuje się, że z Google+ korzysta już ok. 170 tysięcy Polaków. Dynamika wzrostu jest ogromna, ale tłumaczyć należy ją między innymi świeżością serwisu, tym, że pochodzi "od Google'a", jak również tym, że jak na razie jest wciąż elitarny.

To jednak ma się zmienić - koncern zapowiada, że 31 lipca Google+ wyjdzie z zamkniętej wersji beta i będą już mogli skorzystać z niego wszyscy zainteresowani.

Google+: początki

Google Google  

Etapy rozwoju każdego serwisu internetowego przebiegają tak samo. Socjologowie już dawno zdefiniowali to zjawisko, nazywając je dyfuzją innowacji lub upowszechnianiem. Wskazują oni, że kolonizację rozpoczynają "innowatorzy " - osoby ciekawe nowinek z danej dziedziny; zaraz za nimi postępują wcześni naśladowcy , kształtujący opinie innych. Dalej następuje wczesna większość (kupuje produkt lub usługę bazując na opiniach pierwszych testerów) i późna większość (sceptycy, upewniają się że warto inwestować czas). Ostatnia grupa to maruderzy - przekonują się do czegoś dopiero wówczas, gdy produkt jest w powszechnym użyciu albo staje się standardem.

Na Google+ znajdują się już innowatorzy i wcześni naśladowcy. Facebook to produkt dojrzały (przynajmniej, jeśli spojrzymy na niego globalnie; w Polsce wchodzi w wiek dojrzewania).

Powiew świeżości

Osoby, które już testują Google+ entuzjastycznie podchodzą do nowego serwisu. Google+ nie musi być nawet "lepszy" od Facebooka (bo lepszy jeszcze nie jest); wystarczy jednak, że jest, że jest "inny". Jak bardzo brakowało odmiany świadczyć mogą gify (animowane obrazki), na których "awatar" Google+ pokonuje awatara Facebooka, które masowo zaczęły pojawiać się we wpisach zamieszczanych na serwisie Google'a. Oprócz tego koncern scentralizował część swoich usług i zapowiada kolejne kroki w tym kierunku. Dzięki temu powiadomienia z Google+ dostępne są z poziomu każdej usługi koncernu - Gmaila, Picasy, Czytnika, itd. Obecnie na Google+ znajdują się głównie geeki - blogerzy piszący o technologiach, technologiczni dziennikarze, ludzie związani z branżą internetową. Wszyscy oni podpadają pod zamieszczoną wyżej definicję innowatorów oraz wczesnych naśladowców.

Ciekawostką jest fakt, że największe zainteresowanie na Google+ budzi... właśnie Google+. Plusy i minusy serwisu, wtyczki do niego i porównania do Facebooka. Chyba najlepiej obrazuje to poniższy film:

 

Nie do końca jest jednak tak, że "Google+ jest jak Facebook, ale od Google'a". Podstawową różnicą jest sposób zarządzania znajomymi i relacje asymetryczne. Na czym polegają?

W największym skrócie na tym, że nie trzeba akceptować próśb o dodanie do listy znajomych. W praktyce - mogę obserwować publiczne wpisy kogokolwiek na Google+, a on nie musi obserwować moich. Trzeba tutaj podkreślić, że w ten sposób można obserwować tylko i wyłącznie wpisy publiczne. Problemem pozostaje za to weryfikowalność poszczególnych profili. W tej chwili znaleźć można na przykład 9 kont należących do Marka Zuckerberga. Tego Marka Zuckerberga.

Fot. GoogleFot. Google To który jest prawdziwy? Fot. Google

Czy to nowe funkcje Google+ sprawią, że zostawimy Facebooka i przejdziemy na nową, świeżą jakość? Już wielokrotnie udowadnialiśmy, że to nie innowacyjne opcje serwisów sprawiają, że płynnie migrujemy między jednym a drugim .

Nocne kluby

Dr Jeffrey Cole od lat zajmuje się badaniami preferencji i nawyków internautów w ramach projektu World Internet Project. Od lat obserwuje trendy sieciowe, czy upadki i wzloty serwisów internetowych.

Twierdzi on, że jeśli chodzi o przyczyny powodzenia lub porażki danego projektu społecznościowego decydująca jest... moda . Z serwisów odchodzimy, bo przestajemy je uważać za wystarczająco cool. W rozmowie z Gazetą Wyborczą stwierdził, że

(...) serwisy społecznościowe są jak nocne kluby. A one nigdy nie pozostają popularne zbyt długo. Pierwsi użytkownicy są cool, jest też pewien magnes w tym, że mogą polecić klub znajomym. Ale kiedy wokół zaczyna się pojawiać zbyt wiele nieciekawych osób, robi się zbyt tłoczno, wychodzą na poszukiwanie nowego miejsca.,

Brzmi znajomo? To właśnie spotkało MySpace, który z nafajniejszego klubu w mieście przeistoczył się w "lekko zaniedbaną" osiedlową piwiarnię. Ten sam proces przechodzi serwis Nasza Klasa, kiedyś ulubieniec mediów i główny temat korytarzowych plotek, aktualnie coraz częściej atakowany jest za "komerchę" i "skok na naszą kasę". Czy Facebook jest odporny? Czy 750 milionów użytkowników pozostanie przy swoim niebieskim "F"?

Amerykańskie nastolatki (czyli osoby bardzo "czułe" na trendy) już rok temu wskazywały , że Facebook powoli staje się... po prostu nudny. A do tego trafiają na niego nasi rodzice. Dr Cole także wskazuje na ten powód jako jeden z możliwych, tłumaczących zmianę serwisu społecznościowego:

Założę się, że w ciągu pięciu lat nie zobaczymy w serwisie [Facebooku - przyp. red.] zbyt wiele młodzieży. Z konta nie zrezygnują, ale nie będą już aktywni. Znajdą nowy klub. Będą szukali, bo w serwisy społecznościowe wchodzi nie tylko młodzież. A dla nich największy dziś koszmar to dostać od ojca czy matki zaproszenie: "Dodaj do znajomych". Zabawa się kończy, bo kto chciałby chodzić z rodzicami do nocnego klubu?

Google w "społecznościach" - podejście czwarte

Co jednak sprawiło, że czwarty z kolei społecznościowy projekt Google'a wreszcie ma szanse odnieść sukces? Tak, czwarty, bo wcześniej był już Orkut, Buzz, oraz Wave. Każdy z nich był na swój sposób ciekawy i każdy okazał się być porażką.

Zapytajmy może inaczej - co z popularnych narzędzi Google'owi się dotąd udało? Wyszukiwarka (oczywiście), Gmail, Mapy, może jeszcze Dokumenty i kilka innych. Co mają one ze sobą wspólnego? Użyteczność. Prostotę obsługi. Oraz to, że nie stanowią punktu docelowego, a są jedynie narzędziami. A przecież, jak słusznie zauważa serwis I find karma , tworzenie społeczności to całkowicie inny punkt widzenia - to zatrzymywanie użytkownika możliwie długo w jednym miejscu i zapewnianie mu "pełni doznań". Komu się to udaje? Facebookowi.

Z takim podejściem zgadza się Michael T. Jones, Chief Technology Advocate Google. W rozmowie z Piotrem Stanisławskim z Gazeta.pl (przeprowadzonej jeszcze przed uruchomieniem Google+) przyznał, że Google przez lata nie radził sobie z ideą Web 2.0

Dlaczego Google tak długo nie potrafił odnaleźć się w serwisach społecznościowych? W końcu mało która firma ma tak wielką bazę użytkowników, o których sieciowej aktywności wie niemal wszystko, a Wave i Buzz okazały się porażkami.

Sądzę, że te przedsięwzięcia były sukcesami z technicznego punktu widzenia, zawiodło natomiast nasze podejście do tego, co to znaczy "społecznościowy". Przez długi czas byliśmy przeciwni temu, by Google był miejscem, w którym będziesz przesiadywał. Większość serwisów działa na zasadzie "przyjdź i zostań", my wybraliśmy metodę "przyjdź i idź dalej". Przychodzisz, szukasz i rozstajemy się aż do następnego razu. Serwisy społecznościowe takie jak Facebook czy MySpace działają jak gazety - masz tu wiadomości, wyniki finansowe, pogodę. Poruszasz się po różnych działach, ale pozostajesz w tej samej gazecie. My nie myśleliśmy w ten sposób.

No a YouTube?

Tak, YouTube to miejsce, w którym zostajesz. Ale YouTube nie został wynaleziony przez Google. Zresztą spodziewaliśmy się, że użytkownik wejdzie, obejrzy film i pójdzie dalej. Tymczasem okazało się, że ludzie oglądają kolejny film i kolejny i jeszcze jeden. Te powiązania i rządzące nimi mechanizmy to rzeczy, których nauczyliśmy się właśnie z YouTube'a. Podobne doświadczenia sprawiają, że staramy się rozszerzać mechanizmy społecznościowe na całą sieć. Tak, by nie tworzyć tylko zamkniętego serwisu, ale by elementy społecznościowe pojawiały się wszędzie, dokądkolwiek pójdziesz. To rozszerzenie naszej zasady, by nie pozostawać w jednym miejscu. Dziś każdy serwis chciałby być tym jedynym, najważniejszym, tym w którego społeczności pozostaniesz. Nasz pomysł polega na tym, by elementy, mechanizmy społecznościowe podążały za tobą z miejsca na miejsce. I to jest kierunek, w którym chcemy rozwijać społeczność w Google.

Google+ to ewolucja, a nie rewolucja

Fot. Google

Czy to znaczy, że Google wreszcie nauczył się, co to znaczy "społecznościowy" i zdołał przygotować serwis, który pozwoli mu odzyskać utraconą dawno temu pozycję firmy nowatorskiej? Jedno jest pewne - Google+ nie jest serwisem rewolucyjnym, nie stawia dotychczasowych zasad na głowie i nie ma za zadanie zmieniać przyzwyczajeń użytkowników. Takie cele stawiał sobie Wave. I była to piękna katastrofa.

Google+ chce być lepszym Facebookiem - czystym, wygodnym i dbającym o prywatność. Piękne plany, ale czy realne? Wiele wskazuje na to, że tym razem Google odrobił lekcję i że wreszcie może stać się jednym z najważniejszych graczy w "social media".

Czy mu się to uda? Przekonamy się pewnie już za kilka tygodni.

Czy Google+ pokona Facebooka?
Więcej o: