Możesz już skorzystać z narzędzia Google do bycia zapomnianym. Zobacz, jak to zrobić

Niedawno Google obiecało, że w przeciągu paru tygodni przygotuje narzędzie dla obywateli Unii, by mogli skorzystać z prawa do bycia zapomnianym. Dzisiaj ta strona jest już gotowa.

Jeśli uważasz, że w wynikach wyszukiwarki Google pojawiają się informacje na twój temat, które są krzywdzące lub nieprawdziwe możesz zgłosić do usunięcia linki korzystając z TEJ strony.

Proces zgłaszania linków do usunięcia z wyszukiwarki obsługującej 90% ruchu internetowego w Europie jest bardzo prosty. Wystarczy:

1. wybrać kraj, pod którego prawo podlegasz 2. podać swoje dane 3. podać adres URL, który chcesz usunąć 4. opisać powód zgłoszenia.

Dodatkowo trzeba też przesłać zdjęcie dowodu tożsamości ze zdjęciem, by firma miała pewność, że wysłane zgłoszenie dotyczy ciebie lub bliskiej ci osoby.

Na koniec zaznaczasz, że udzielone przez ciebie informacje są prawdziwe, składasz podpis i... wysyłasz.

fot. Google/LJ

Google obiecuje sprawdzić twoje zgłoszenie najszybciej, jak to możliwe. Niestety ze względu na trudną do oszacowania liczbę chętnych i jeszcze nieznane tempo analizy zgłoszenia, nie wiadomo, jak długo może to trwać.

Czy teraz każdy będzie mógł cenzurować internet?

Należy zaznaczyć, że nie każde zgłoszenie zostanie rozpatrzone pozytywnie. Prawo do usunięcia linków przysługuje wyłącznie, gdy pojawiają się one w wynikach podczas wyszukiwania naszego imienia i nazwiska. Do tego muszą one zawierać treść, która jest nieaktualna, nieprawdziwa lub nieproporcjonalnie krzywdząca.

Prawa do usunięcia informacji o sobie (w ostatniej wersji rozporządzenia zaakceptowanej przez Parlament Europejski nie pojawia się już sformułowanie "prawo do bycia zapomnianym") nie przysługuje, jeśli dane zawierają informacje istotne dla społeczeństwa. Na przykład nie zostaną usunięte linki dotyczące:

- oszustw finansowych - nadużyć stanowiska pracy - błędów lekarskich - wyroków skazujących - prywatnych skandali polityków i innych osób publicznych

To krok milowy w zakresie prywatności

Wiele osób zapomina, że Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w swoim rozstrzygnięciu odwołał się do zasady proporcjonalności, tak więc prawo do usunięcia danych ma być rozstrzygane dla każdego przypadku osobno. Tak samo wiele osób jest zdania, że dysponujący większymi środkami finansowymi będą w stanie łatwo wpływać na proces usuwania danych i fałszować swój obraz w sieci. Na ten zarzut odpowiedziała nam Zuzanna Warso z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka:

Na rynku już dzisiaj działają firmy, które zajmują się kreowaniem wizerunku swoich klientów w sieci. Takie działania uwzględniają także pozycjonowanie treści w wynikach wyszukiwania. Nikt nie ma wątpliwości, że osoby dysponujące odpowiednimi środkami finansowymi mają ułatwiony dostęp do tego typu usług. Umożliwienie indywidualnym użytkownikom interwencji u operatorów wyszukiwarek bez wątpienia zdemokratyzuje proces zarządzania reputacją w sieci.

Ostatecznie Google zostało uznane przez Trybunał Sprawiedliwości za administratora danych osobowych i ponosi odpowiedzialność za publikowane przez siebie treści. Ostatnio Larry Page, jeden z założycieli firmy, powiedział, że Google stara się być bardziej europejski i myśleć o kwestiach prywatności w europejskim kontekście.

Zuzanna Warso dodaje:

To krok milowy w zakresie ochrony prywatności w sieci.
Więcej o: