Społeczność zaspokoi twoje potrzeby

Skąd takie szaleństwo w portalach społecznościowych jak MySpace, Facebook i Bebo? Eksperci uważają, że użytkownicy - zwłaszcza młodzi - znajdują w społecznościach internetowych potwierdzenie własnej wartości, szansę na zaprezentowanie swojej indywidualności, a równocześnie - poczucie wspólnoty i przynależności grupowej. Pole do manipulacji?

MySpace , Facebook i Bebo to najpopularniejsze dziś społeczności internetowe. Sieć w wydaniu Web 2.0 to mnóstwo wartościowych treści tworzonych przez samych użytkowników, którzy nierzadko wyrastają na sławy - znanych, opiniotwórczych blogerów, albo twórców filmowych przenoszących sukcesy YouTube na srebrny ekran. Obok miłości rozkwitającej w serwisach randkowych, pojawia się również cyberprzemoc i cyberterroryzm. Jest też biznes.

Potęga społeczności internetowych jest tak duża, że firmy zarabiające na nich zastanawiają się, jak to się stało. W poniedziałek opublikowano raport na temat biznesowych korzyści z budowania serwisów społecznościowych. Jego autorzy twierdzą, że najlepsze takie serwisy zaspokajają praktycznie wszystkie potrzeby społeczne użytkowników. Podkreślają, że firmy, którym uda się na nie odpowiedzieć, mają szansę stworzyć więzi emocjonalne głębsze niż w zwyczajnych relacjach firm i klientów.

Autorzy posłużyli się teorią hierarchii potrzeb Abrahama Maslowa. Ten uznany psycholog twierdził, że człowiek po zabezpieczeniu sobie podstawowych potrzeb fizjologicznych i potrzeb bezpieczeństwa, musi również dobrze czuć się wśród innych ludzi. Potrzebna jest przyjaźń, miłość, szacunek innych i radość z własnych osiągnięć. Cała ich lista jest drabiną do osiągnięcia najwyższych zdaniem amerykańskiego psychologa aspiracji, takich jak samorealizacja i sprawy duchowości. Autorzy raportu zajmują się sześcioma kategoriami potrzeb społecznych, które można zaspokajać w sieci.

Społeczność cię zaspokoi?

Pierwszą z wyróżnionych potrzeb jest ekspresja własnej indywidualności. W sieci można to osiągnąć prowadząc bloga, lub umieszczając własne filmy na YouTube. Społeczności internetowe umożliwiają to przede wszystkim dzięki profilom tworzonych przez użytkowników.

Ludzie mają także potrzebę budowania własnego statusu i wzmacniania samooceny. Osiągamy to przez chwalenie się swoimi sukcesami, a w internecie skutecznym narzędziem są znowu blogi i serwisy społecznościowe.

Kolejną grupą potrzeb jest chęć niesienia i otrzymywania pomocy. - Wzajemne pomaganie sobie w gronie obcych ludzi jest fenomenem, który jest możliwy praktycznie tylko w internecie - podkreślają autorzy raportu. Tu świetnie sprawdzają się tematyczne fora internetowe, ale raport wskazuje na grupę serwisów społecznościowych, które również dobrze się do tego nadają.

Poczucie przynależności do rozmaitych grup to potrzeba, którą trudno zaspokoić na zwyczajnym blogu. Serwisy z rozbudowanymi profilami użytkowników połączonych w grupy "przyjaciół" doskonale się wywiązują z tego zadania. - Internetowe społeczności stają się sposobem, w jaki ludzie znajdują i porozumiewają się z "takimi jak ja", z ludźmi, którzy podzielają nasz gust, wrażliwość, poglądy i zainteresowania - podkreślają badacze.

Natomiast poczucie wspólnoty to coś więcej. - Osiągnięcie prawdziwego poczucia wspólnoty wymaga długotrwałych dwustronnych relacji i wzajemnego zaangażowania w problemy społeczności jako całości - wyjaśnia raport. Zdaniem autorów tylko część społeczności internetowych może zapewnić użytkownikom poczucie wspólnoty. Lepiej radzą z tym sobie grupy dyskusyjne tworzone często przez grupy znające się z realnego świata.

Ostatnią z wyróżnionych potrzeb jest chęć potwierdzenia własnej wartości. - Szukamy dowodów, że to, co mówimy i robimy, ma znaczenie dla innych i wpływa na otaczający nas świat - wyjaśnia raport.

Sprzedawcy w natarciu

- Sprostanie tym sześciu społecznym potrzebom wymaga zwykle takiego poziomu intymności i takich środków, które są charakterystyczne dla mniejszych, zamkniętych społeczności internetowych - twierdzą autorzy. Nic dziwnego, skoro raport powstał dla firmy zajmującej się budowaniem małych serwisów dla konsumentów określonych marek.

Ten wywód ekonomistów i psychologów pokazuje jednak wyraźnie, jak potężnym narzędziem marketingowym jest dobrze zorganizowana i tętniąca życiem społeczność internetowa.

Największe społeczności, jak Myspace , Facebook i Bebo , dysponują doskonałą powierzchnią reklamową. Dzięki nagromadzeniu mnóstwa danych swoich użytkowników - także informacji bardzo intymnych - są to portale, które najlepiej mogą dostosować treść reklam do treści strony i dotrzeć do bardzo ściśle określonego odbiorcy. Czy taka reklama jest bardziej uciążliwa? A może wolimy oglądać tylko te ogłoszenia, które prawie na pewno nas zainteresują? W każdym razie, reklamodawcy mają bardzo skuteczne narzędzie do dyspozycji.

Dzieci są zagrożone?

Serwisy społecznościowe są szczególnie popularne wśród nastolatków. Poza manipulacją speców od marketingu, narażone są tam na napastowanie przez seksualnych maniaków, na cyberprzemoc , czyli uporczywe nękanie, niejednokrotnie doprowadzające do zaszczucia wrażliwej osoby przez kolegów ze szkoły bądź nieznajomych. W sieciach społecznościowych popularne są również zorganizowane kampanie nienawiści skierowane przeciwko znanym osobom. Czasem niewinne komentarze prowokują lawinę agresji kończącą się depresją i samobójstwem.

Problemy z sieci mogą przenieść się też do realnego życia, bo dzieci chętnie udostępniają w internecie swoje adresy, zdjęcia i mnóstwo szczegółów na swój temat. Chętnie też umawiają się (chociażby na randki) z poznanymi w sieci osobami, a to oznacza ryzyko oszustwa, zaaranżowanych napadów rabunkowych i aktów pedofilii. Czy trzeba odciąć nieletnich od społeczności internetowych? - Wręcz przeciwnie - przekonują eksperci.

- Edukacyjne i psychologiczne korzyści tej komunikacji daleko przewyższają potencjalne zagrożenia - twierdzi prof. Brendesha Tynes , psycholożka z Uniwersytetu Illinois w Urbana-Champaign.

Z jej badań wynika, że nękające amerykańskie szkoły problemy rasowe znajdują doskonałą przeciwwagę w serwisach społecznościowych. Niektóre nastolatki nie mają pojęcia o rasizmie, a inne doświadczają go na każdym kroku. Dzieci, które nie stykają się z tym w rzeczywistości (np. w wyniku skutecznej segregacji) mają szansę dowiedzieć się o tego rodzaju problemach w sieci. Równocześnie uczestnictwo w społecznościach internetowych nie jest do tego stopnia ograniczone majątkiem rodziców, przynależnością rasową bądź religią. (Choć podziały społeczne w sieci również znajdują odzwierciedlenie.)

Prof. Tynes przekonuje, że dzieci mogą samodzielnie nauczyć się bezpiecznego uczestnictwa w społecznościach internetowych, ćwicząc przy tym sztukę prowadzenia sporów i znajdując przyjaciół. Dorośli nie powinni im tego zabraniać, mogą jednak pokazać, jak obronić się przed internetową agresją.

- Nastolatki powinny wiedzieć, jak ostrzec albo zablokować osobę, która im grozi, a także jak wyplątać się z niewygodnych relacji - radzi psycholożka. Jej zdaniem rodzice i nauczyciele powinni dostrzegać zalety społeczności, w których młodzież socjalizuje się, siedząc bezpiecznie w domu.

I rzeczywiście, w ślad za nastolatkami do społeczności wkraczają policjanci i projekty edukacyjne dużych telewizji. Dzieci nie powinny być odcięte od sieci, ani pozostawione tam same.

W społecznościach internetowych...