Panie Gates, pana fundacja nam bruździ...

Niektórzy pracownicy Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) narzekają na sposób działania Fundacji Gatesów. Ich zdaniem zdominowała ona środowiska zajmujące się badaniom poświęconym malarii, co spowodowało zawirowania w środowiskach naukowych.

Arata Kochi z WHO nie ukrywa irytacji: rośnie znaczenie Fundacji Billa i Melindy Gates podczas prac nad malarią (patrz: "Największe osobistości roku wg TIME: Gates, Bono, Gates").

Dotychczas naukowcy nie wahali się obiektywnie oceniać prac swoich kolegów. Teraz równowaga w środowisku została zaburzona: badacze wzajemnie popierają swoje programy, bo gdyby tego nie robili, narażaliby się kolegom po fachu. Mogłoby to doprowadzić do utraty grantów finansowych otrzymywanych od Fundacji i, w efekcie, śmierci programu badawczego.

Nie jest dobrze. Jest niedobrze!

WHO twierdzi, że taki deficyt niezależnych opinii jest wysoce niepożądany. Tymczasem Tadataka Yamada, dyrektor wykonawczy w Fundacji Gatesów, nie zgadza się z wnioskami - twierdzi nawet, że organizacja namawia do zewnętrznych opinii.

Sprawa jest delikatna. Fundacja łoży gigantyczne kwoty na badania dotyczące zdrowia: od 2000 roku na zagadnienia związane z malarią wydała 1,2 miliarda dolarów. Wcześniej organizacje rządowe i zdrowotne były w stanie wyasygnować maksymalnie 84 miliony dolarów rocznie.

Cały budżet WHO w ramach ONZ wynosi 4 miliardy dolarów.

Warto przeczytać: "WHO official complains about Gates Foundation's dominance in malaria fight" (w języku angielskim)

Łukasz Bigo