MacBook Air - test subiektywno-obiektywny

Do redakcji trafiło wreszcie najmłodsze dziecko Apple - MacBook Air. Obejrzeliśmy go ze wszystkich stron, przetestowaliśmy, oceniliśmy. Sprawdziliśmy szybkość pracy komputera w sieciach Wi-Fi 802.11n oraz porównaliśmy szybkość pracy komputera z Leopardem i Vistą.

Uczciwie przyznajemy: sprzęt prezentuje się wystrzałowo, ale jego wyposażenie nie zachwyca. Wydajność jest świetna jak na urządzenie o tej wadze, ale jeden port USB i brak napędu optycznego czynią ten komputer raczej gadżetem niż pełnoprawnym notebookiem.

Początkowo planowaliśmy przede wszystkim zbadanie, jak nowoczesne chipsety Wi-Fi Intela dają sobie radę ze starszymi (802.11b/g) i nowszymi (Draft 2.0 802.11n) sieciami bezprzewodowymi. Jednak jako że autor przez półtora roku pracował na "ultraprzenośnym" tablecie IBM ThinkPad X41 (Pentium M 775, 1,5 GB RAM; Windows XP + Windows Vista), a od niemal dwóch lat korzysta z czarnego MacBooka (Core Duo T2500, 2 GB RAM; Mac OS X + Windows Vista), uznaliśmy, że powinien podzielić się z czytelnikami swoimi doświadczeniami z czasu, gdy mógł korzystać z MacBooka Air (Mac OS X + Windows Vista).

Podczas lektury artykułu należy pamiętać, że o ile zaprezentowane wyniki (liczby) są obiektywne - to znaczy w pełni weryfikowalne i powtarzalne na tej platformie - o tyle wnioski wynikają po części z doświadczeń autora, a zatem należy uznać je za subiektywne. Przed wydaniem kilku tysięcy złotych - czy to na notebook, czy na cokolwiek innego - warto zapoznać się z więcej niż jedną opinią.

MacBook Air z zewnątrz

Z MacBookami jest trochę jak z samochodami: czarne prezentują się bardzo okazale, a nadgryzione jabłko na obudowie świetnie kontrastuje i w dzień, i w nocy, ale - niestety - natychmiast widać na nich kurz i odciski palców. Na białych znowu kurzu nie widać, osadza się natomiast brud. W Europie białe auta i białe notebooki traktowane są z pewną rezerwą - chociaż za oceanem stanowią normę.

Z punktu widzenia estetyki MacBook Air ma kolor idealny, bo srebrny. Żeby go w widoczny sposób zabrudzić, trzeba się naprawdę postarać. Komputer jest ponadto niezwykle przyjemny w dotyku: anodyzowana aluminiowa obudowa wywołuje drżenie, kiedy delikatnie przesunąć po niej palcem, co oznacza, że sprzęt raczej nie wyśliźnie się z dłoni. Miły jest również jej chłód. Plastik przewodzi ciepło dużo słabiej niż aluminium, więc wyłączony Air zawsze będzie wydawał się zimniejszy niż wyłączony notebook w "opakowaniu" z tworzywa sztucznego.

-- procesor Core 2 Duo P7500, 1,6 GHz,

-- 2 GB pamięci RAM,

-- Wi-Fi 802.11b/g/n (Broadcom),

-- dysk twardy 80 GB 1,8",

-- matryca 13,3 cala o rozdzielczości 1280x800, podświetlana diodami LED,

-- dodatkowa karta Apple USB Ethernet,

-- dodatkowy napęd DVD Apple USB,

MacBook (czarny):

-- procesor Core Duo T2500 2 GHz,

-- 2 GB RAM,

-- dysk twardy 80 GB 2,5",

-- matryca 13,3 cala o rozdzielczości 1280x800 podświetlana świetlówkami,

-- Wi-Fi 802.11b/g/g+ (Atheros),

-- Ethernet 10/100/1000 (Marvell),

-- wbudowana nagrywarka DVD.

Aira testowaliśmy w systemie Mac OS X 10.5.2 oraz Windows Vista SP1. MacBooka w systemie Windows Vista SP1.

Air jest rzeczywiście bardzo lekki. Niestety, materiały reklamowe wprowadzają nas w błąd. Otrzymany przez nas model ważył dokładnie 1,362 kilograma, ale bez zasilacza i wszystkich raczej potrzebnych elementów. A wiadomo, że tylko zapominalscy wybierają się w dłuższą podróż bez zewnętrznego źródła zasilania...

Razem z zasilaczem MacBook Air waży 1,554 kg, razem z kartą sieciową mieliśmy już 1,576 kg, a razem z napędem DVD - 1,894 kg. Oczywiście to ciągle bardzo mało. Porównywany przez nas MacBook (czarny) ważył z zasilaczem 2,59 kg, czyli 0,7 kg więcej.

Niewielka grubość = spora wada

Apple uczyniło z grubości MacBooka Air element kampanii reklamowej - notebook jest niezwykle cienki. Jednak użytkownik, który będzie miał możliwość pracy z Airem, szybko przekona się, że to raczej wada niż zaleta urządzenia. Owszem, doskonale prezentuje się ono na zdjęciach i filmach ("Ultrathin!", "Ultraportable!"), ale nikt przecież nie nosi notebooka między kartkami zeszytu.

Sprzęt jest tak cienki, że gniazdo zasilania i porty (1x microDVI, 1x USB, 1x wyjście słuchawkowe) ukryto 5-10 milimetrów od krawędzi. Konia z rzędem temu, kto bez zaglądania pod notebook - albo bez podnoszenia go na wysokość oczu - podłączy kartę sieciową i wtyczkę zasilania. W swym profesjonalizmie i zamiłowaniu do innowacyjności, Apple mogłoby wpaść choćby na jakąś prostą strzałkę, która pokazywałaby granice portu USB.

MacBook Air po uruchomieniu

Sprzęt pracuje pod kontrolą systemu operacyjnego Mac OS X 10.5 Leopard, zasługującego na osobne omówienie. Co ciekawe, próba zainstalowania pudełkowiej wersji Leoparda może zakończyć się porażką - system ma problemy z obsługą podświetlenia matrycy. Trzeba ją doświetlać z boku albo od tyłu, żeby cokolwiek zobaczyć na ekranie. Oczywiście Mac OS X dostarczany wraz z komputerem instaluje się nienagannie.

Jeszcze większe problemy mieliśmy z Vistą. Mimo wykonywania wszystkich kroków, jakie zasugerował nam BootCamp, sterowniki do urządzeń znajdujących się w MacBooku nie zainstalowały się automatycznie. Próba wyłączania i włączania sprzętów doprowadziła wręcz do absurdalnej sytuacji, gdy Vista poprosiła nas o włożenie płyty ze sterownikami do... napędu DVD.

Sam sprzęt działa nienagannie, choć musimy potwierdzić doniesienia niektórych użytkowników: niesamowicie się grzeje. O ile MacBookiem można było się poparzyć po kilku godzinach trzymania go na kolanach, o tyle w wypadku Aira powinna wystarczyć godzina defragmentacji, by na nogach pojawiły się czerwone plamy od oparzeń.

Zaskoczyło nas co innego: poprzedni "ultraprzenośny" notebook autora (X41 Tablet PC) był niezwykle wolny. Słaba wydajność dysku twardego (1,8") oraz procesor zaprojektowany specjalnie z myślą o oszczędzaniu energii sprawiał, że system uruchamiał się nawet 3-4 minuty. Air też należy do linii "ultraprzenośnych" notebooków, ale bez problemu ściga się on z naprawdę wydajnym, mającym zaledwie dwa lata notebookiem Apple, którego nawet dziś trudno uznać za staruszka!

Zaintrygował nas też czas uruchamiania komputera, który wyraźnie świadczy o tym, że Leopard rozrósł się znacząco w porównaniu do Tigera. Od momentu wybrania odpowiedniej opcji w menu aż do chwili, gdy komputer nadawał się do użytkowania, w przypadku Mac OS X 10.5.2 mijały 63 sekundy. Na tym samym sprzęcie Vista na załadowanie potrzebowała zaledwie 55 sekund!

Obydwa systemy na świeżo po instalacji i aktualizacji (Mac OS X 10.5.2 i Vista SP1), bez defragmentacji (dotyczy Windows).

Czas pracy na baterii

Okazało się, że ocena Aira pod kątem czasu pracy na baterii to nietrywialne zadanie. Z jednej strony w komputerze nie ma żadnych elementów, które w innych maszynach zawsze pobierają moc, nawet przełączone w tryb uśpienia - jak moduł ethernetowy - z drugiej próba odtwarzania filmu DVD wiąże się z koniecznością podłączenia zewnętrznego napędu, który oczywiście potrzebuje więcej mocy niż sprzęt wpięty bezpośrednio do kontrolera IDE/ATA.

Uzyskiwane przez nas wyniki różniły się bardzo mocno w porównaniu do wartości, które publikowane są na innych stronach internetowych (in minus), dlatego postanowiliśmy chwilowo ich nie publikować.

Wydajność

Benchmarki przeprowadzaliśmy w systemie Windows Vista SP1 PL w dwóch kategoriach. W pierwszej badaliśmy surową wydajność komputera za pomocą programów testujących (PCMark05, 3DMark06), w drugiej przyglądaliśmy się funkcjonowaniu sieci Ethernet i Wi-Fi. Za każdym razem wyniki porównywaliśmy do MacBooka, którego parametry podane są w pierwszej tabelce oraz w ramce.

Bardziej zaawansowane benchmarki potwierdzają wyniki, które zaprezentowała nam Vista: sprzęt oferuje wydajność zbliżoną do poprzedniej generacji MacBooków (z procesorami Core Duo). Nie jest to może sprzęt do grania, ale w Quake 3 i starsze strzelaniny 3D (o Diablo II nie wspominając) spokojnie na nim pogramy.

Sieć Wi-Fi

Zacznijmy od informacji, co i jak testowaliśmy. Otóż w miejscu, w którym dostrzegalne są dwie-trzy lokalne sieci Wi-Fi (co, naszym zdaniem, odzwierciedla warunki panujące na polskich osiedlach), uruchamialiśmy router i podłączaliśmy do niego wszystkie niezbędne urządzenia, w tym również modem kablowy umożliwiający dostęp do Internetu (więcej o Wi-Fi i najczęściej występujących problemach w sieciach bezprzewodowych znajdziesz w artykule "Wi-Fi w pigułce").

Testowany komputer i router znajdowały się na podobnej, zawsze tej samej wysokości. Odległość wynosiła 1 metr, przestrzeń między routerem Wi-Fi i notebookiem była czysta, tj. nic nie przeszkadzało falom w podróżowaniu. Kable Ethernet były zgodne z kat. 6 i miały długość 1 m.

Badanie wykonaliśmy przesyłając plik ISO na dysk sieciowy i z powrotem. Dla każdego systemu operacyjnego badanie powtarzaliśmy 5 razy w różnych porach doby. Prezentowane w tabelce dane to wartość średnia z tych pomiarów.

Wyniki należy uznać za frapujące. Oto, co wynika z tabeli:

-- MacBook Air z układem Broadcoma zgodnym z 802.11n dużo lepiej potrafi wykorzystać routery 802.11n niż zwykły MacBook wyposażony w moduł 802.11b/g/g+ (co zrozumiałe),

-- MacBook Air równie dobrze sprawdza się w Windows Viście SP1 i w Mac OS X 10.5.2,

-- przepustowość adaptera Ethernet-USB firmy Apple jest zbliżona do wydajności modułu Wi-Fi 802.11n i nie może się równać z przepustowością osiąganą dzięki "prawdziwej" karcie 10/100/1000 Mb/s.

Widać ponadto, że sieci Wi-Fi zbudowane z wykorzystaniem urządzeń Draft N 1.1 i 2.0 zbliżają się pod względem przepustowości do starszych urządzeń Ethernet (kablowych) 10/100. Zgodnie z ostatnimi deklaracjami IEEE 802.11n będzie miało spore problemy z osiągnięciem prawdziwej przepustowości przewodów.

Podczas długich i obciążających transferów Air potrzebował sporo mocy, co prowadziło do szybkiego nagrzewania się komputera. Microsoft się tym nie chwali, ale Viście istnieje sztuczka, która pozwala na wydłużenie czasu pracy na baterii przez obniżenie szybkości pracy Wi-Fi.

Podsumowanie

MacBook Air nas zaskoczył. Komputer pracuje świetnie nie tylko w systemie Mac OS X, ale również w Viście. Jego niewielka grubość to racze marketingowy bełkot niż istotna zaleta - ze względu na ostre krawdędzie sprzęt "kłuje" w przeguby. Sprzęt uzyskuje doskonałą wydajność w sieciach Wi-Fi zgodnych z 802.11n, znacznie gorszą - choć akceptowalną - w sieciach przewodowych.

Niestety, komputer ma też wady: 1 port USB to za mało. Nie jest wygodnie wypinać kartę sieciową, żeby podłączyć płytę, na której jest... sterownik do karty sieciowej. Jeszcze mniej wygodnie jest odłączać ładujący się właśnie telefon, żeby zrzucić pliki z pendrive. Za kilka lat, gdy Wi-Fi i Bluetooth będzie we wszystkich drukarkach i telefonach - a problem bezprzewodowego ładowania urządzeń przestanie być problemem - w porządku, Air będzie świetny. Teraz Apple zdecydowanie się pospieszyło.

Nie potrafimy również wybaczyć Cupertino braku zintegrowanego napędu DVD. Wygląda na to, że wyrzucono go poza obudowę na siłę, tylko po to, by można było się chwalić wyjątkowo cienką obudową i niską wagą. Z doświadczeń autora wynika, że wystarczy, by użytkownik raz na trzy miesiące odczuł brak zintegrowanego napędu, by 1) zapakować go na zawsze do torby i nosić (a zatem niska masa jest ułudą), 2) pozbyć się tak wybrakowanego komputera.

No i ta cena. Biały MacBook w wiosennej promocji kosztuje zaledwie 3200 złotych. Za Aira zapłacimy przynajmniej 1800 dolarów - być może to jeden z powodów, dla którego psioczyli na niego japońscy inżynierowie. I nie tylko oni. Za tę cenę nawet wbudowany czujnik natężenia światła regulujący jasność matrycy i podświetlenia klawiatury - to za mało...

Łukasz Bigo