Silny złoty w żagle eBay

W 2004 r. zakupy w sieci robiło 790 tys. Polaków, teraz - już prawie 6 mln. Silny złoty zachęcił zwłaszcza do zakupów za granicą na niespotykaną wcześniej skalę.

Wartość towarów kupowanych za granicą przez Polaków na aukcjach eBay wzrosła w ciągu paru miesięcy o kilkadziesiąt procent. Amerykańska korporacja nie zdradza swoich wyników w poszczególnych krajach, w których działa. Ale według naszych nieoficjalnych informacji polscy użytkownicy eBay kupili w ubiegłym roku na serwisach aukcyjnych grupy towary o wartości 300-500 mln zł. W każdym przypadku czyni to z grupy eBay gracza numer dwa na polskim rynku e-commerce po Allegro.pl (największe polskie e-sklepy osiągają obroty rzędu 100 mln zł). A w tym roku polski oddział eBay liczy na dalszy wzrost tej obrotów o około 80 proc.

To może zaskakiwać. Od ponad trzech lat - czyli od czasów bardzo wyczekiwanego przez internautów, ale kompletnie nieudanego wejścia eBay do Polski - amerykański serwis jest flagowym przykładem tego, jak boleśnie mogą nadziać się globalne korporacje internetowe, próbując ekspansji na polski rynek.

Polaków zarejestrowanych na eBay jest około 900 tys. (w tym są ci, którzy rejestrowali się na zagranicznych serwisach grupy, jeszcze zanim pojawiła się polska witryna eBay). Jednak eBay.pl nie tylko nie zagroził ani przez chwilę dominującemu na polskim rynku aukcyjnym Allegro.pl, ale pod względem liczby prowadzonych na witrynie aukcji (ok. 65 tys.) przegrywa konkurencję nawet z niewielkimi serwisami Swistak.pl i Subasta.pl. Jedna z najważniejszych internetowych marek na świecie ograna przez lokalnego Świstaka - to może budzić większe politowanie niż występ polskich piłkarzy na Euro 2008.

- To nie tak, zupełnie nie tak - przekonuje Łukasz Jadachowski, od niedawna szef polskiego eBay. - Zgoda, tak może to wyglądać, jeśli patrzymy wyłącznie na rynek krajowy. Ale my dzięki sieci serwisów eBay w innych krajach staliśmy się przede wszystkim platformą, przez którą Polacy kupują towary z aukcji zagranicznych - mówi Jadachowski.

Z danych firmy wynika, że w ubiegłym roku tylko 2 proc. zakupów polskich użytkowników eBay stanowiły zakupy krajowe. Reszta - 98 proc. - to import. Tylko od ostatniego sierpnia do marca wartość zakupów, które Polacy zrobili w USA przez portale eBay, zwiększyła się o ponad 130 proc. Poprzedniczkę Jadachowskiego na stanowisku szefa polskiego oddziału korporacja awansowała kilka miesięcy temu na wyższe stanowisko w regionie, co może świadczyć, że polskie osiągnięcia wzbudziły w firmie zadowolenie.

- Polacy kupują głównie na aukcjach w Niemczech, USA i Wielkiej Brytanii - mówi Jadachowski. Kupują przede wszystkim pojazdy - prawie 30 proc. wartości zakupów zagranicznych to samochody, kolejne 9 proc. to motocykle, niewiele mniejszy udział mają części samochodowe. Po kilka procent wartości zakupów stanowią ubrania, zegarki i biżuteria czy sprzęt fotograficzny.

Polacy na aukcjach także sprzedają za granicę. Ale wartość internetowego eksportu jest wielokrotnie niższa i rośnie znacznie wolniej - zaledwie w tempie kilkunastu procent.

Boom zagranicznych e-zakupów jest przede wszystkim zasługą silnego złotego - sprawił on, że polscy internauci, którzy w sieci kupują coraz liczniej, zainteresowali się relatywnie tanimi towarami z importu i zwrócili uwagę na eBay, na którego platformach aukcyjnych na świecie toczy się w każdej chwili ok. 100 mln licytacji. Na to nałożył się ogólny wzrost detalicznego e-commerce'u - według luźnych szacunków jego wartość w zeszłym roku sięgnęła już w Polsce ponad 8 mld zł. Dzięki temu wszystkiemu firma uchodząca w Polsce za synonim porażki dostała nagle swoją drugą szansę.

Co będzie dalej? Według Rafała Agnieszczaka z serwisu Świstak zakupy internetowe za granicą nie będą miały długotrwałego wpływu na polski rynek e-handlu. - To będzie rosnąć tak długo, jak długo ceny za granicą będą atrakcyjne, bo to tak naprawdę jedyny powód do takich zakupów. Obniżenie cen w polskich e-sklepach i na aukcjach lub bardziej rygorystyczne egzekwowanie ceł i podatków w przypadku zakupów za granicą może spowodować wyhamowanie tego trendu - przewiduje Agnieszczak. Jego zdaniem rynek masowy nie jest szczególnie zainteresowany zakupami za granicą. - W grę wchodzi bariera językowa, koszty przesyłki, większa rezerwa do tego typu zakupów itd - mówi.

Angielska spółka Tradus, do której należy Allegro.pl, prowadzi siostrzane serwisy aukcyjne na kilkunastu mniejszych rynkach w Europie (m.in. w Szwajcarii, Danii, Norwegii, Czechach czy na Węgrzech). Ze statystyk wynika, że sześć procent osób odwiedzających Allegro to internauci z zagranicy - najczęściej z Wielkiej Brytanii, Niemiec, USA i Irlandii. Są to jednak zapewne głównie Polacy, którzy wyjechali tam w poszukiwaniu pracy. - Widzimy potencjał w transgranicznym e-handlu. Ale w tej chwili skupiamy się na rozwoju poszczególnych rynków regionalnych i umacnianiu naszej pozycji w Europie Środkowo-Wschodniej - mówi Patryk Tryzubiak, rzecznik Allegro.pl. Tłumacząc język marketingu na język potoczny: Allegro handlem zagranicznym raczej się nie interesuje, co specjalnie nie dziwi, biorąc pod uwagę jego pozycję hegemona na rynku krajowym.

eBay podchodzi do tego inaczej. Można odnieść wrażenie, że firma z kolei odpuściła walkę o rynek krajowy. Po wprowadzeniu w lutym tego roku opłat za samo wystawienie towaru na aukcję oraz prowizji od sprzedaży liczba wystawianych przedmiotów na eBay.pl spadła kilkakrotnie. U konkurencji (z wyjątkiem Allegro.pl) internauci wciąż mogą korzystać z darmowych usług. - Dla nas absolutny priorytet to rozwój zakupów zagranicznych - mówi Jadachowski. - Polskich ofert sprzedaży mamy na naszych aukcjach faktycznie niewiele. Ale jeśli obroty będą rosły i użytkownicy zorientują się, że jest tu popyt, to pojawią się też krajowi sprzedawcy.