Więcej Hobbita, mniej klatek

Peter Jackson ogłosił niedawno, że jego dwuczęściowy Hobbit zamienia się w trylogię. Podobno nakręcono tyle materiału, że starczy spokojnie na trzeci film. W czasie produkcji nakręcono też o wiele więcej klatek 48, a nie jak zwykle 24, na sekundę. Problem w tym, że widzom się to nie spodobało.

O tym, że słynny reżyser z Nowej Zelandii chce pokazać Hobbita z prędkością 48 klatek na sekundę wiemy od dawna . Od dawna wiadomo było też, że nowa technologia wywoła mieszane uczucia.

Puryści filmowi będą krytykowali brak rozmycia, ale wielu z członków naszej ekipy, wśród których też jest sporo purystów, się nawróciło. Szybko przyzwyczajasz się do nowego obrazu i staje się on o wiele bardziej realistyczny i przyjemny w odbiorze

- powiedział Jackson na początku ubiegłego roku.

Osoby znające efekt powielania klatek z płaskich telewizorów LCD i PDP kręciły nosami. Laicy czekali na więcej. Koniec końców reżyserowi należał się bardzo duży kredyt zaufania. Wszak to artysta, który ma na koncie trzy statuetki Oscara, w tym jedną dla najlepszego reżysera. Jego filmy od lat pchają też do przodu kramik z efektami specjalnymi. "Drużyna Pierścienia", "Powrót Króla", "Dwie wieże" i "King Kong" dostały Oscary za efekty i przyczyniły się do rozwoju technologii motion capture. Przy okazji zrobiły też gwiazdę z Andy Serkisa.

 

W przypadku Hobbita, Jackson chciał zachwycić widzów czymś innym. 48 klatek na sekundę miało sprawić, że obraz byłby super płynny. Każda strzała wypuszczona z łuku elfa byłaby ostra, każdy włos brody krasnoluda wyraźny. Nawet w 3D. To właśnie przejście w trzeci wymiar zachęciło twórców do eksperymentowania z nową technologią. Dwie największe wady obrazu tego typu oglądanego w kinie, to mniejsza jasność obrazu i brak płynności. Jackson chciał poradzić sobie technicznie chociaż z jednym z nich. Mimo, że efekt byłby inny niż cokolwiek do czego przyzwyczaili się fani dziesiątej muzy.

Nikt się nie zatrzyma. Technologia będzie się rozwijać. Na początku efekt jest nietypowy, bo nigdy nie oglądałeś filmu w taki sposób. To dosłownie nowe przeżycie, ale to uczucie nie trwa przez cały film

- tłumaczył reżyser, zapewniając fanów, że po 10 minutach efekt staje się naturalny, a film wygląda rewelacyjnie.

Pojawił się tylko jeden problem - widzom się to po prostu nie spodobało. W kwietniu Jackson pokazał kilka minut filmu "Hobbit: Niezwykla podróż" podczas targów CinemaCon w Las Vegas. Film wyświetlano w 48 klatkach na sekundę. Reakcje widzów były mieszane, ale przeważały głosy krytyczne. Często bardzo ostre. Jedni nazywali efekt operą mydlaną inni porównywali go do nagrań z tanich, amatorskich kamer. I wszyscy mogli mieć rację. Ten efekt jest bardzo trudno do opisania słowami. Jeśli mieliście kiedyś okazję obejrzeć coś na telewizorze z funkcjami zwielokrotnienia klatek, to wiecie o co chodzi. Jeśli nie, to wyobraźcie sobie połączenie monumentalnych scen bitewnych trylogii Władcy Pierścieni, z charakterystycznym stylem nagrania znanym z Teatru Telewizji. Nadmierna płynność obrazu jest w kinie nienaturalna i sprawia, że nawet najdroższe kostiumy i scenografie wydają się tanie. Niemniej zalety są. I to spore. Więcej klatek, to większa płynność, a więc o wiele lepszy obraz 3D. Bez nieprzyjemnego efektu "rwania" obrazu przy ruchach kamery w pionie i poziomie. Właśnie na tym zależało twórcy.

 

W komentarzach po targach Jackson trzymał się więc swojej wersji i zapewniał, że efekt będzie znakomity.

Nie pojawię się na Comic-Con z dwunastoma minutami filmu, czekając na taką samą reakcję. Nie chcę by ludzie pisali o 48 klatkach. Będzie na to czas w grudniu. Gdy ludzie będą mieli okazję obejrzeć całość, wtedy mogą skupić się na 48 klatkach, bo to wersja, w której musisz zobaczyć ten film. Jeśli ją znienawidzisz, to znienawidzisz. Jeśli polubisz, to polubisz. Myślę, że większość ludzi polubi

- tłumaczył reżyser w rozmowie z Huffington Post po targach Comic-Con, na których nie pokazano już materiału w 48 fps.

Peter Jackson stał więc nadal pewnie za swoim wyborem. W każdym wywiadzie na ten temat podkreślał, że po kilkunastu minutach nieprzyjemny efekt teatralności przestaje przeszkadzać, a zalety płynnego obrazu się potęgują. Dla twórców była to po części sprawa honoru. Reżyser dobitnie wspominał, że jego zdaniem jest to przyszłość kina, a osoby krytykujące taki efekt po prostu są ślepo zakochane w przestarzałych technologiach z lat dwudziestych ubiegłego wieku.

Tyle artyzmu. Ostateczny głos mają jednak pieniądze. Wersję w 48 klatkach na sekundach miało pokazywać kilka tysięcy sal kinowych w Ameryce Północnej. W kwietniu Hollywood Reporter donosił o 4000 sal wyposażonych w przystosowane do tej technologii projektory Barco Series 2 oraz kolejnych 13 000, które będą gotowe na premierę dzięki aktualizacji oprogramowania sprzętu Sony. Wtedy wersja standardowa, w 24 klatkach na sekundę, była wymieniania jako dodatek. Dzisiaj wiadomo już, że będzie odwrotnie.

Barco Series 2Barco Series 2 Fot. Barco

Mimo odważnych planów Petera Jacksona i hucznych zapowiedzi rewolucji kina, pierwsza część nowej trylogii Jacksona będzie pokazywana głównie w standardowej wersji 24 fps. Warner Bros. jest podobno przekonany, że zwielokrotnienie klatek, to przyszłość, ale póki co planuje podejść do tematu zachowawczo. Dlatego też wersja "odpicowana" pojawi się tylko w wybranych kinach. Nie wiadomo nawet czy we wszystkich większych miastach USA.

Studio chce chronić ten format przez wprowadzenie go w limitowanej ilości, mając nadzieję na sprawdzenie rynku i poszerzenie oferty przy okazji drugiej i trzeciej części serii

- pisze David s. Cohen z Variety dodając, że nie ma jeszcze listy kin które będą przygotowane na nowinkę techniczną.

Takich miejsc nie zabraknie. W wielu przypadkach potrzebna jest tylko aktualizacja oprogramowania. Większym problemem może być zainteresowanie widzów. Część fanów "Władcy Pierścieni" wybierze się zapewne do kin kilka razy. Być może również na wersję 48 fps. Peter Jacson jest pewien, że po obejrzeniu całego filmu w takiej jakości będą zachwyceni. Jednak czy nie był tak samo pewien sukcesu szykując prezentację na CinemaCon?

Obecnie pewne jest tylko jedno. Zapowiada rewolucja technologii kinowej może i nadejdzie, ale nie bez walki. Jeśli Peter Jackson nadal stoi tak odważnie za swoim pomysłem, to będzie musiał nieustannie przekonywać do niego widzów, by przy drugiej i trzeciej części trylogii Hobbita chętnych na 48 klatek było więcej. Inna sprawa, że pierwsze reakcje fanów sugerują, że akurat ta nowinka po prostu za bardzo ich nie interesuje.

Szymon Adamus

Więcej o: