Rubin wiecznie żywy?

Legendarny radziecki kineskopowiec marki Rubin, odziany w fornirowaną skrzynię był w Polsce w latach 70tych powiewem mieszczańskiego luksusu. Tak wspominają go ówcześni... Po co zanudzamy czytelników tą technologiczną archeologią? Ponieważ Rubin wrócił.

Na rosyjskiej witrynie Rubin-tv.ru dowiemy się, że radziecka legenda nie tyle zmartwychwstała w sensie symbolicznym, ale i całkiem konkretnie. W ofercie producenta znalazły się 3 modele LCD, aż 12 płaskich, podświetlanych diodami odbiorników i kolejne 11 telewizorów kineskopowych.

Niestety, przyglądając się Rubinom z bliska dostrzeżemy niewyobrażalnie szerokie ramki, wyświetlacze HD Ready i maksymalna przekątna na poziomie 32 cali. Te dane mówią same za siebie. Jeśli dodamy jeszcze, że oprócz telewizorów producent oferuje też mikrofalówki, przenośne odtwarzacze DVD i wiatraki pokojowe pozostaje już tylko nadzieja, że marka wpadła w ręce niewybrednego importera sprzętu z Chin.

Dopiero lektura działu prasowego wyjaśnia sprawę. Ostatnie nagłówki opatrzone datą 2005 "goda" sugerują, że w tym piecu nikt już nie pali, a czerwona gwiazda marki znów wygasła. Pytanie tylko, czy tym razem już definitywnie.

Przypadek Rubina, mimo wszystko, obudził pewne wspomnienia i wywołał duchy z dawno zamkniętego strychu. Czy naprawdę jesteśmy aż tak kosmopolityczni i obojętni wobec sprzętu którego używamy na co dzień? Jaką markę z przeszłości chcielibyście reanimować?

Więcej o: