Dlaczego Luc Besson użył tylko 10 procent swojego mózgu do napisania scenariusza "Lucy"?

"Przeciętny człowiek wykorzystuje 10% mózgu. Ona wykorzysta 100%". Tym hasłem reklamowany jest najnowszy film Luca Bessona. Aż żal i wstyd bierze, że ktoś jeszcze posługuje się tym starym, opartym na nieporozumieniu mitem. Choć z drugiej strony to kolejny przypadek, gdy mit ten pozwala zarobić komuś całkiem niezłe pieniądze.

Filmowa Lucy przewozi w żołądku tajemniczy narkotyk, który dostaje się do jej krwi. Odblokowuje to stopniowo rzekome 90% niewykorzystywanego mózgu. Daje to absolutnie fantastyczne możliwości: władzę nad grawitacją, materią i umysłami innych ludzi. Możliwość przenoszenia przedmiotów siłą umysłu. A, i jeszcze władzę nad czasem. Nieźle, prawda? Zresztą najlepiej zobaczyć to samemu:

Zobacz wideo

Tyle, że samo założenie jest błędne. Skąd więc wziął się kuriozalny z punktu widzenia nauki pomysł, że wykorzystujemy ledwie 1/10 naszego mózgu ? Prawdopodobnie to efekt swoistego naukowego "głuchego telefonu". Podejrzewa się, że cała sprawa zaczęła się jeszcze w latach 90. XIX stulecia, gdy William James i Boris Sidis prowadzili badania nad uważanym za cudowne dziecko Williamem Sidisem. Przykład człowieka, który mając osiem lat mówił ośmioma językami, a mając lat 16 ukończył Harvard sprawił, że William James (jeden z twórców współczesnej psychologii) zwykł mawiać podczas wykładów, że ludzie wykorzystują jedynie ułamek swoich możliwości umysłowych. Podobne twierdzenie znalazło się w jego pracy z 1907 roku , gdzie pisze:

Czynimy użytek jedynie z niewielkiej części naszych umysłowych i fizycznych zasobów.

To ogólne stwierdzenie można uznać za całkowicie prawdziwe. Jednak w 1936 roku amerykański pisarz Lowell Thomas we wstępie do książki innego autora napisał następujące zdanie:

Profesor William James z Harvardu zwykł mawiać, że przeciętny człowiek rozwija jedynie 10% ze swoich ukrytych możliwości umysłowych.

Skąd wziął tę liczbę - nie wiemy. Być może wypatrzył w którejś z pojawiających się w tych czasach książek o samodoskonaleniu. W każdym razie połączenie autorytetu nieżyjącego już wtedy naukowca z chwytliwą liczbą zrobiło odpowiednie wrażenie i utrwaliło mit.

Są jeszcze inne tropy mogące wyjaśniać owe "10%". Wczesne badania aktywności mózgu były bardzo niedoskonałe i wykrywały aktywność jedynie części neuronów. Być może ktoś uzyskał wtedy taki wynik i puścił w świat fałszywą informację.

Blog Neurobigos wskazuje też na:

nieprawidłowe interpretacje badań neurologicznych, w szczególności Wildera Penfielda. Przeprowadzał on efektowne demonstracje na otwartym mózgu, stymulując elektrycznie poszczególne jego części. Niektóre z nich prowadziły do dramatycznych efektów, jak na przykład halucynacje czy ruchy kończynami. Jednak niektóre ze stymulacji nie miały oczywistych efektów, co mogło dla osób postronnych sugerować brak konkretnych funkcji. Te części mózgu znane były jako "kora cicha" (silent cortex). Dziś wiemy jednak, jak wiele funkcji ta "cicha kora" spełnia. Podobnie zresztą, jak cała reszta mózgu.

Niestety głupi mit zamiast zginąć wraz z udoskonalaniem metod badawczych umocnił się z czasem. W latach 70. powoływał się na niego bułgarski psycholog Georgi Łozanow, który opracował własną metodę uczenia się zwaną sugestopedią. O metodzie od dawna nikt nie słyszał, ale 10% znowu wróciło.

Fot. Universal Pictures

Lata 70. to również czas rozwoju rozmaitych ideologii, które można określić wspólnym mianem "new age". Wiele z nich odwołuje się do tajemniczych mocy i zdolności, jakie kryje w sobie ludzki umysł i ciało. Mamy więc medytację, telepatię, postrzeganie pozazmysłowe, wychodzenie poza ciało, telekinezę i wiele innych. Skąd mogą się brać te niezwykłe zdolności? Z pewnością kryją się w niewykorzystanych 90% naszych mózgów! Wystarczyłoby uruchomić choć część tego potencjału...

I właśnie na uruchamianiu tej "reszty mózgu" oparto wiele kursów, książek i programów mających dać dostęp do nowych możliwości. Nawet jeśli nie chodziło o teleportację i telekinezę, to przynajmniej o szybsze uczenie się i radzenie sobie ze stresem. A, kursy nie były bezpłatne.

A ile mózgu TY wykorzystujesz?

Skoro już sobie podworowaliśmy z historii tego mitu, to czas wyjaśnić jak jest naprawdę. To proste. Każdy zdrowy człowiek używa 100% procent swojego mózgu. Skąd o tym wiemy? Dowody są rozmaite, bo nauka bardzo się zmieniła przez ostatnie 100 lat.

1. Obrazowanie mózgu za pomocą tomografii oraz funkcjonalnego rezonansu magnetycznego pokazuje, że mózg jest aktywny cały czas , nawet podczas snu. Jedne obszary są w danym momencie bardziej zaangażowane, inne mniej, ale stale pracuje cały nasz mózg.

2. Mózg to bardzo kosztowny organ. Choć stanowi około 2% masy ciała, to zużywa 20-25% całej jego energii. Gdyby aż 90% (czy choćby 20%) jego było niewykorzystywane, ewolucyjnie większe szanse mieliby ci, którzy pozbyliby się niepotrzebnego ciężaru . Selekcja naturalna szybko wypromowałaby ludzi o mniejszych mózgach.

3. Nawet niewielkie uszkodzenia dowolnego obszaru mózgu niemal zawsze powodują większe lub mniejsze zmiany w jego działaniu. Gdyby aktywne było tylko 10%, to większość osób strzelających sobie w głowę powinna wychodzić z tego bez większego szwanku .

Takich dowodów można podawać znacznie więcej. Ba, większość osób po chwili zastanowienia sama dostrzeże bezsensowność mitu o 10 procentach.

Fot. Universal Pictures

Ale przecież to tylko zabawa...

Tak, wiem, że Lucy to tylko film. Uwielbiam science fiction i pokrewne gatunki. I właśnie dlatego uważam za wyjątkowo głupie wykorzystanie jako punktu wyjścia do filmu owych nieszczęsnych 10%. Ciekawie jest eksplorować słabo znane obszary nauki i wyciągać z nich nawet całkiem cudaczne pomysły. Interesujące może być wykorzystanie krążących od dawna opowieści, które mają w sobie dozę tajemniczości - nawet naciąganie ich do granic absurdu (ukłon w stronę Dana Browna). Od tego jest w końcu fantazja.

Ale poważne traktowanie mitu, który można obalić po 2 minutach korzystania z Google'a jest dość żałosne. Zwłaszcza, gdy całość okrasza się "naukowymi" opowieściami wygłaszanymi w filmie przez Morgana Freemana (tego samego, który na kanale Discovery prowadzi "Zagadki Wszechświata") i teoriami o prenatalnych hormonach.

No chyba, że Luc Besson jest pierwszym z ludzi, którzy faktycznie wykorzystuje tylko 10% swojego mózgu...

Chcesz skontaktować się z autorem? @piotreks

Więcej o: