CC: Złoty człowiek

Lepiej być zdrowym i bogatym niż biednym i martwym.

Dziesięć lat temu przy okazji ogólnopolskiego konwentu Polcon odbyła się impreza towarzysząca pt. "Dzień Cyberpunka". Pisarze, redaktorzy i tłumacze razem z fanami dyskutowali o różnych zagadnieniach gatunku. Dobrze pamiętam pewną rozmowę - jeden z fanów opowiadał o cyborgach - ludziach udoskonalonych dzięki sztucznym częściom ciała. Uważał ich za nadludzi z powodu ich niezwykłej  siły czy wytrzymałości, co dawało przewagę w ulicznych starciach, a co za tym idzie (wedle nerdowskiej logiki opowieści o superbohaterach) - w życiu.

Choć wolę interpretację "cyborga" jako metafory człowieka żyjącego w świecie nasyconym mediami, pozostającego z nimi w symbiozie, warto też zastanowić się nad takim bardziej dosłownym odczytaniem tej figury. Udoskonalony homo sapiens, który jest lepszy i to wykorzystuje, przypomina mi opowiadanie Philipa K. Dicka Złoty człowiek. Tytułowy bohater jest mutantem, nowym stadium ewolucji, którego Dick zwyczajnie się bał, wbrew panującym trendom:

We wczesnych latach pięćdziesiątych znaczna część amerykańskiej science fiction poruszała problem mutantów oraz ich cudownych superwłaściwości i superzdolnosci, dzięki którym poprowadzą oni wkrótce ludzkość ku wyższym formom bytu, czyli ku swego rodzaju Ziemi Obiecanej. ( ) Pisząc "Złotego człowieka" miałem zamiar pokazać, że (...) mutanty mogą wcale nie być takie dobre, a przynajmniej nie dla nas, ludzi; (...) przeciętny mutant działa więcej na naszą szkodę niż korzyść.

Mutanty brały się z przypadku, cyborgiem zostać może każdy. Każdy, kogo na to stać.

Wielkie podzielenie

Pytanie, czy czynić ludzkość (jak mówi motto serialu Bioniczny człowiek) mocniejszą, szybszą, lepszą, silniejszą nie jest już tylko zabawą pisarzy science-fiction, ale prawdziwym problemem, z którym zmaga się bioetyka. W powieści Stan wyczerpania Greg Egan opisuje ekscentrycznego bogacza, który postanowił wypisać się z ludzkości i przepisać swoje DNA na inne aminokwasy, dzięki czemu np. nie chorowałby na żadną z ludzkich zaraz.

To fantastyczne przerysowanie, ale nasza rzeczywistość już tak wygląda. Bogate społeczeństwa pracują nad przedłużaniem życia czy bez problemu pokonują choroby panujące wciąż w biednych rejonach globu. Nikt też nie ma złudzeń, że ewentualne odkrycie wiecznej młodości stanie się udziałem tylko zamożnych. Taki pesymizm widać w filmie Wyścig z czasem (co wynika z rozumienia zasad działania współczesnego kapitalizmu, na który film jest satyrą), gdzie pokazano cały system wyzysku pozwalający na nieskończone życie klas wyższych, kosztem reszty (bo ktoś zawsze musi zapłacić), czy w książce Super smutna i prawdziwa historia miłosna Gary'ego Shteyngarta, której bohater nagle odkrywa, że jednak nie będzie go stać na nieśmiertelność.

Oto prawdziwi Złoci Ludzie, żadne tam podstępne mutanty z koszmarów Dicka. Stąd rodzi się pytanie, czym powinna zajmować się nauka - czy etycznym jest szukanie drogi do lepszej przyszłości dla garstki uprzywilejowanych? I jak tacy nadludzie będą traktować nieszczęsną resztę? A może byłoby lepiej, by w imię równości bogaci chorowali i umierali jak wszyscy?

Nie mam pojęcia.

Cyber Czwartek to cykl cotygodniowych felietonów poświęconych dawnym wizjom przyszłości i temu, jak (i czy!) spełniły się w naszym nowoczesnym świecie. Autor, Michał R. Wiśniewski, jest publicystą i blogerem specjalizującym się w fantastyce oraz japońskiej popkulturze.