Skany mózgu są przereklamowane?

Naukowcy narzekają, że biznes już chce zarabiać na technologiach skanowania mózgu, choć cała dziedzina jest bardzo młoda

Z felietonu prof. Oliviera Oulliera opublikowanego na łamach „Nature” dowiedziałem się o dość dziwnej ustawie obowiązującej we Francji. Otóż tamtejszy parlament uchwalił w zeszłym roku poprawkę prawa bioetycznego, stwierdzając, że metody skanowania mózgu mogą być stosowane wyłącznie na potrzeby badań medycznych i naukowych. Francja dopuszcza dodatkowo zastosowanie technologii typu fMRI na potrzeby procesów sądowych.

Innymi słowy, francuskie prawo zakazało praktyk tzw. neuromarketingu, albo komercyjnego wykorzystywania technologii wspomagających uczenie lub wykrywanie kłamstw. Wielu naukowców (o firmach zarabiających na neuromarketingu nie wspominając) oprotestowało ten zakaz. Profesor Oullier uważa natomiast, że banicja neurobiznesu poza granice Francji była słuszna, a pomysł używania skanów mózgu przez wymiar sprawiedliwości jest przedwczesny.

Zdaniem naukowca (i prezydenckiego doradcy), te metody badawcze są wciąż w powijakach. To obiecująca dziedzina odkrywająca sekrety naszego mózgu, ale wyniki skanów są nadinterpretowane.

Jak twierdzi prof. Oullier, komercyjne stosowanie skanerów na potrzeby produkcji wyjątkowo skutecznych reklam nie zagrażają społeczeństwu, tylko budżetom firm, które na takie skany dają się nabrać. Do podobnych nadinterpretacji może dochodzić w sądach. Nie znający się na mózgu prawnicy mogą zbyt łatwo zawierzyć dowodom ze skanera.

- Chociaż neuroskany mogą nam pomóc w zrozumieniu, jak ludzie podejmują decyzje, nie wolno ich sprzedawać jako coś, co przewidzi albo osądzi ludzkie zachowanie - podkreśla uczony. - Mózg sam z siebie niczego nam nie powie.

Argumentacja eksperta przeciwko przedwczesnej neuronaukowej rewolucji w sądownictwie w pełni do mnie przemawia. Francuska nowelizacja zdaje się zachęcać wymiar sprawiedliwości do użycia tych niesprawdzonych jeszcze technik w sposób zupełnie nieuprawniony. Przypadki z innych krajów, gdzie sądy wydają na takiej podstawie wyroki o winie lub niewinności, są dość kontrowersyjne.

Jednak ochrona francuskich prezesów przed przepłacaniem za usługi neuromarketingowe to chyba przesada. Jeśli neuromarketing nie działa, rynek powinien to zweryfikować. Ustawodawcy - także w Polsce - powinni się raczej zastanowić, nad ochroną konsumentów. Na wypadek, gdyby neuromarketing jednak działał.

Ale nie musi z tego wyniknąć ogólnoeuropejski zakaz komercyjnego skanowania mózgów! Nie ma wyraźnych granic między medycyną, nauką a działalnością zarobkową. Niech prywatne instytuty badawcze, małe, prężne start-upy i działy R&D bogatych korporacji spokojnie pracują nad rozwojem tych technologii. Nie oszukujmy się, że akurat profesorowie państwowych uczelni i lekarze zapewniają jakieś jakościowo odmienne standardy etyczne. Zamiast zakazywać, zachęcajmy biznes do uczciwej gry i promujmy kodeksy dobrych praktyk w tak fascynujących (poznawczo) nowych branżach jak neuromarketing.

Więcej o: