Elektrowstrząsy przeprogramowują mózg

W prestiżowym magazynie "PNAS" opublikowano właśnie długo oczekiwane wyjaśnienie, jak działa terapia elektrowstrząsami. Medycyna wciąż nie zna lepszego sposobu na ciężką depresję niż ta owiana złą sławą metoda

Stosowane w psychiatrii od 1938 roku elektrowstrząsy polegają na przepuszczeniu przez mózg pacjenta prądu o napięciu do 450 V i natężeniu do 0,9 A. Lekarze najpierw stosowali je bardzo chętnie, kilkadziesiąt lat temu niemal z nich zrezygnowali, ale od lat 80. obserwuje się stopniowy powrót do tej terapii - jako ostatniej deski ratunku dla chorych nie reagujących już na inne formy leczenia.

Co ciekawe, przez ponad siedem dekad badań, nie ustalono, jak właściwie działa terapia elektrowstrząsowa.

Zespół brytyjskich naukowców znalazł wreszcie wyjaśnienie. Badacze przeskanowali mózgi grupy pacjentów poddawanych elektrowstrząsom za pomocą funkcjonalnego rezonansu magnretycznego (fMRI) i odkryli tajemniczy mechanizm.

- Nasze wyniki pokazują, że terapia elektrowstrząsowa daje trwałe efekty w postaci zmian funkcjonalnej architektury mózgu - podkreśla dr Jennifer S. Perrin z Uniwersytetu Aberdeen.

Porównanie skanów wykonanych przed i po zabiegach ujawniło, że elektrowstrząsy zmniejszają nadmierną liczbę połączeń w obszarach mózgu odpowiedzialnych za zaburzenia nastroju. To właśnie chorobliwy nadmiar połączeń jest uważany przez lekarzy za przyczynę depresji. Badania Brytyjczyków wspierają tę hipotezę.

Dziś zabieg przeprowadzany jest pod narkozą i na lekach zwiotczających. Pierwotnie pacjenci byli przytomni, pamiętali całą nieprzyjemną procedurę, a bolesne drgawki pobudzonych prądem mięśni groziły np. uszkodzeniami kręgosłupa. Nawet bez tych najdrastyczniejszych problemów, to terapia wciąż bardzo kontrowersyjna i obarczona ryzykiem poważnych powikłań. Chorym zagrażają np. problemy z sercem lub padaczka.

Autorzy odkrycia sądzą, że dzięki zrozumieniu mechanizmu działania elektrowstrząsów, uda się jeszcze bardziej ucywilizować tą brutalną metodę ingerencji w mózg.

Więcej o: