Oko dla latającego drona

Specjalna kamera oceniająca odległości pozwoli maszynom sprawnie nawigować w powietrzu nad miastem

Siły porządkowe i centra zarządzania kryzysowego dużych miast coraz chętniej stosują tańsze od helikopterów latające roboty z kamerami. Stado dronów bardzo się przyda do analizy ruchu samochodów lub pieszych i optymalizowania nowych ciągów komunikacyjnych, albo np. do inspekcji odśnieżenia dachów. Setki kamer w powietrzu będą też nie od rzeczy w czasie zamieszek i imprez masowych.

Roboty muszą mieć pewną autonomię i w miarę samodzielnie nawigować wśród budynków, słupów i kabli. Nie mogą też zderzać się ze sobą nawzajem. Jak zadbać o dobrą orientację w przestrzeni u takiej maszyny?

Matryca CMOS opracowana przez inżynierów z Instytut Fraunhofera w Duisburgu to serce systemu antykolizyjnego. Kamera robi ocenia odległość dzięki oświetlaniu otoczenia przez krótkie impulsy świetlne. Dzięki nanosekundowej migawce i zdjęciom porównawczym udało się opracować urządzenie, które rzeczywiście widzi głębię.

- Nasz sensor może mierzyć odległości w trzech wymiarach bardzo wydajnie - zachwala szef zespołu, który opracował matrycę, Werner Brockherde. - Przede wszystkim, każdy piksel ma przypisaną wartość odległości.

Dzięki takiemu rozwiązaniu, maszyna może łatwo ocenić swoją pozycję względem innych przedmiotów dookoła. Radar nie jest alternatywą, bo przy małych odległościach nie jest wystarczająco dokładny. Dzięki nowej matrycy latający robot może identyfikować obiekty kilkunastocentymetrowe z odległości ponad 7 metrów.

Co więcej, transmisja danych sięga 12 klatek na sekundę, więc komputer pokładowy będzie miał dość informacji, by uniknąć zderzenia z latarnią, innym dronem lub ptakiem.