Wytłumaczę ci w 60 sekund: jak działa telewizor plazmowy?

Bitwę o rynek przegrały. Ale odchodzą w glorii chwały. Jeśli spytać ekspertów branży RTV o najlepszy obraz telewizyjny, większość odpowie bez wahania: plazma

A niektórzy dodadzą - Kuro. Ich zdaniem, to właśnie te telewizory Pioneera wciąż dają najbardziej naturalny obraz. Choć nie ma ich na rynku od dwóch lat. Z produkcji plazm wycofały się też Philips, Sony i Toshiba. Kto został? LG, Panasonic i Samsung. Powód? Ekrany plazmowe muszą być duże, a ich produkcja jest skomplikowana i droga. Jak są zbudowane? I dlaczego aż tak dobre?

Gdybyśmy byli muchą chodzącą po włączonym ekranie

łatwiej byłoby nam uwierzyć, że tworzy go ponad sześć milionów gęsto stłoczonych komórek, które przypominają maleńkie świetlówki. Każda taka świetlówka, podobnie jak te na suficie, ma w środku gaz szlachetny, dwie elektrody i podobną zasadę działania. Przede wszystkim wymaga prądu o wysokim napięciu.

Prąd trafia do elektrod i zamienia gaz w plazmę, czyli materię przypominającą gaz, lecz obfitującą w jony dodatnie i swobodne elektrony. Jedne i drugie lecą do elektrod - jony do ujemnej (katody), elektrony do dodatniej (anody). A skoro lecą w przeciwne strony, zderzają się. By zderzały się jak najczęściej, anoda co chwila staje się katodą i na odwrót (zasługa prądu zmiennego). W efekcie tych zderzeń powstaje promieniowanie ultrafioletowe. Ponieważ takie promieniowanie jest niewidzialne dla człowieka, dno i ścianki takiej miniświetlówki producent pokrył luminoforem zawierającym m.in. fosfor i barwnik. Fosfor zamienia niewidzialne promieniowanie UV na światło widzialne, a barwnik nadaje mu barwę czerwoną, zieloną lub niebieską. Trzy sąsiadujące miniświetlówki tworzą piksel, czyli niewielki punkcik na ekranie. Każdy piksel pracuje zero-jedynkowo - może być albo zapalony, albo zgaszony. I już. Od strony optycznej to wszystko.

Skoro tak, to jak te trzy kolory podstawowe i dwa stany pikseli przekładają się na bogactwo barw i odcieni, z których słyną plazmy?

Przeczytaj także:

Jak działa OLED?

To już kwestia elektroniki. A ściślej - złożonego układu sterowania, który na przemian zapala i gasi piksele (każdy musi mieć swój adres zawierający współrzędne), tworząc barwy pośrednie. Odbywa się to błyskawicznie, dzięki czemu np. lecąca piłka tenisowa nie smuży jak na telewizorach LCD, ale bywa okupione migotaniem jaśniejszych partii obrazu.

Plazmy mają też inne konstrukcyjne skazy: nie da się zrobić ekranu mniejszego niż 32-calowy (trudno bardziej zmniejszyć miniświetlówki), luminofor nieco się zużywa (nie należy długo wyświetlać stałego obrazu), no i promieniują tak jak tradycyjne telewizory kineskopowe (spacerowanie po ekranie nie wyszłoby musze na dobre).

Poza tym niektóre delikatnie buczą (z winy zasilacza i dużego poboru prądu), a wszystkie trzeba przenosić pionowo (ekran jest wrażliwy na uszkodzenia i praktycznie nienaprawialny). Ale te wady bledną w obliczu zalet, a są to: możliwość oglądania pod dużym kątem, wzorowej reprodukcji barw, wyśmienitego kontrastu, no i głębokiej czerni. Jednym słowem tego, co jest istotą telewizora: obrazu.

60 sekund - cykl dla ciekawych lecz niecierpliwych. Czyli dla ciebie. I wyzwanie dla nas. Bo wyjaśniać złożoną technologię długo i zawile to żadna sztuka. Sztuką jest zrobić to tak krótko i prosto, by każdy zrozumiał w minutę. Czas start! * Wytłumaczę Ci w 60 sekund to cykl dla ciekawych, lecz niecierpliwych. Czyli dla ciebie. I wyzwanie dla nas. Bo wyjaśniać złożoną technologię długo i zawile to żadna sztuka. Sztuką jest zrobić to tak krótko i prosto, by każdy zrozumiał w minutę. Czas start!