Czy jedzie z nami kierowca?

Mają być bezpieczne, ekologiczne i wygodne, a nawet same się prowadzić. Samochody przyszłości to samochody dla ludzi starych.

Co by było, gdyby samochody prowadziły się same? Bez kierowcy odwoziłyby nam pewnie dzieci do szkoły, starszą ciocię na badania do przychodni, a nas do domu po zakrapianej imprezie. Może raz na zawsze moglibyśmy zapomnieć o stresie związanym z egzaminem na prawo jazdy. Bo po co nam ono, skoro i tak wszędzie, bez naszego udziału czy pomocy, zawiezie nas inteligentny samochód? I pewnie spadłyby nam koszty pracy, bo może i ciężarówki z owocami nie wyślemy bez człowieka, ale na trasie nie będzie już musiał robić tak częstych przerw na odpoczynek.

Zobacz infografikę:

Dziś pytanie o samoprowadzące się auto nie jest wcale zagadnieniem kategorii science fiction. Już od wielu lat naukowcy, inżynierowie i informatycy pracują nad samochodem, który zawiezie nas bezpiecznie i dokładnie tam, gdzie chcemy.

- Z różnymi skutkami - przyznaje dr Tomasz Boratyński z Instytutu Technologii Maszyn i Automatyzacji Politechniki Wrocławskiej.

Aleją Gwiazd bez jednej stłuczki

- Przed sześcioma laty - opowiada dr Boratyński - amerykańska agencja DARPA, zajmująca się zaawansowanymi technologiami, zorganizowała wyścig samochodów bez kierowcy, sterowanych jedynie przez komputery. Żaden nie dojechał do mety. Wpadały na siebie, zderzały się, gubiły kierunek. Nie wyglądało to najlepiej.

Wyścig DARPA (pol. Agencji Zaawansowanych Obronnych Projektów Badawczych) odbywa się każdego roku. Z biegiem lat samoprowadzące się samochody radzą sobie w nim coraz lepiej.

W październiku ubiegłego roku nastąpił przełom - wyposażona w najnowsze instalacje Toyota Prius dojechała bez kierowcy z biura Google z Mountain View w Dolinie Krzemowej do biura w Santa Monica, jadąc m.in. Hollywood Boulevard (to tam znajduje się słynna Hollywoodzka Aleja Gwiazd), mostem Golden Gate, a nawet okrążając jezioro Tahoe. Po wielu testach auto ma już na liczniku ponad 140 tys.mil.

- Nasz automatyczny samochód wykorzystuje w czasie podróży kamery, czujniki radarowe i laser wykrywający odległość do innych pojazdów - pisze na oficjalnym blogu Google inż. Sebastian Thrun. - Korzysta także ze szczegółowych map, które powstają na podstawie danych zbieranych przez tradycyjnie prowadzone samochody. Wszystko to nie byłoby możliwe, gdyby nie centra danych Google, które gromadzą ogromne ilości informacji.

Google ocenia, że jego samochód jest w pełni bezpieczny. Na wszelki wypadek zawsze wewnątrz auta jest jednak ktoś, kto może łatwo przejąć kontrolę nad pojazdem.

Czy was też nawigacja wywiodła kiedyś w pole?

- Według Światowej Organizacji Zdrowia każdego roku w wypadkach drogowych ginie ponad 1,2 mln ludzi. Wierzymy, że nasza technologia pozwoli zmniejszyć tę liczbę nawet o połowę - podkreśla Thrun.

Google i Toyota liczą też, że samoprowadzące się auta będą jeździły oszczędniej.

Dr Boratyński jest jednak daleki od wiary, że możemy zdać się ślepo na inteligencję samochodów. - Z każdym urządzeniem jest tak, że w 99 proc. przypadków działa bez zarzutu, ale w tym 1 proc. coś może zaszwankować. Wszyscy znamy historie z nawigacją satelitarną, która wywiozła kogoś w szczere pole albo w rzekę, mimo że na co dzień działa dobrze. Żaden komputer nie jest w stanie przewidzieć wszystkiego.

Może więc przyszłość nie należy do samochodów, które kierowcę zastąpią zupełnie, ale do takich, które skupią się, by maksymalnie mu ułatwić życie.

W ub.r. Intel zaprezentował koncepcję samochodu przyszłości. Ma on przede wszystkim komunikować się z otoczeniem. Kierowca będzie mógł np. używając netbooka, smartfona czy innego przenośnego komputera, włączyć w nim silnik, sprawdzić obraz z kamer wewnątrz i na zewnątrz samochodu, a nawet włączyć klimatyzację, by w aucie było chłodno, gdy już do niego wsiądzie. Do tego będzie miało czujniki wykrywające bliskość innych pojazdów, które już dzisiaj są instalowane w niektórych samochodach. Te urządzenia będą nam mogły uratować kieszeń w przypadku stłuczki lub wypadku. Mają bowiem zbierać informacje na temat prędkości, z jaką jechaliśmy naszym samochodem, i manewrów, które nim wykonaliśmy. Jeśli wydarzy się coś niespodziewanego, wyślą zebrane dane na policyjny komisariat i do naszego ubezpieczyciela. Auto będzie zresztą takim sytuacjom zapobiegać. Jak? Dzięki czujnikom oceniającym odległość naszego samochodu od innych i obecność obiektów w tzw. martwej strefie, czyli obszarze niewidocznym dla kierowcy w bocznych lusterkach. Jeśli samochód wykryje jakiekolwiek niebezpieczeństwo, powiadomi o tym kierowcę.

Halo, mamy wiadomość, że stuknął pan w drzewo

Część rozwiązań, jakie w samochodzie przyszłości przewiduje Intel, już dziś w swoich autach wprowadzają w różnych formach koncerny motoryzacyjne.

Konstruktorzy samochodów skupiają się dzisiaj przede wszystkim na trzech kwestiach: zmniejszeniu zużycia paliwa, redukcji wydzielanego dwutlenku węgla, a ostatnio także poprawie bezpieczeństwa. Te najlepsze, podnoszące bezpieczeństwo jazdy, nagradza niezależna organizacja Euro NCAP (European New Car Assessment Programme). Wśród wyróżnionych przez nią rozwiązań jest m.in. asystent automatycznego alarmowania o wypadku instalowany w samochodach BMW. System wysyła do centrum wypadkowego bardzo szczegółowe dane, m.in. gdzie dokładnie doszło to stłuczki lub zderzenia, ile osób jest w aucie, jakie mogą mieć obrażenia i czy rozłożyły się poduszki powietrzne. Uruchamia też połączenie telefoniczne z pracownikami centrum wypadkowego, by sprawdzili, czy pasażerowie są przytomni i czy mogą z nimi porozmawiać.

Z kolei Opel wypuścił na rynek "widzący" samochód. Wyposażone w funkcję Opel Eye auto ma kamerę, która śledzi pojawiające się na trasie znaki drogowe, a następnie wyświetla na desce rozdzielczej samochodu informacje o ograniczeniach prędkości albo zakazie wyprzedzania. Gdyby kierowca przysnął, opel obudzi go dźwiękiem, jeśli samochód zacznie nagle zmieniać pas ruchu bez zaznaczenia tego np. kierunkowskazem.

Coraz więcej jest także rozwiązań automatycznego awaryjnego hamowania. Honda zainstalowała w swoich samochodach radar do wykrywania obiektów znajdujących się do 100 m od auta. Jeśli system stwierdzi, że możliwe jest zderzenie, najpierw zaalarmuje kierowcę, potem trzykrotnie napnie mu pas bezpieczeństwa, a jeśli ten nadal nie będzie reagował, samochód zacznie zwalniać. Jeśli zderzenia nie da się uniknąć, honda maksymalnie zacieśni pasy bezpieczeństwa i będzie awaryjnie hamować.

Samochód przyszłości zatrzyma się bez interwencji kierowcy.

- Takie rozwiązania coraz szybciej trafiają z luksusowych aut do samochodów, na które może sobie pozwolić zwykły Kowalski - podkreśla Wojciech Kaczałek, ekspert motoryzacyjnego portalu Moto24.tv. - Na przykład odpowiednik znanego z mercedesów systemu Attention Assist, który monitoruje aż 70 parametrów zachowania kierowcy, sprawdzając czy przypadkiem nie zasypia za kółkiem, znaleźć już można w najnowszym fordzie focusie. Układy kontroli pasa ruchu i monitorowania martwego pola w lusterku też stają się teraz standardem w kompaktach. Za 70-80 tys. zł można kupić auto, które samo zaparkuje i będzie automatycznie utrzymywać bezpieczną odległość od pojazdu przed nim.

Jak trafić poduszką w pieszego

W ubiegłym roku Komisja Europejska ogłosiła start programu Intelligent Car Initative, który ma wspierać badania naukowe związane z podnoszeniem bezpieczeństwa w transporcie i promować sprzedaż samochodów wyposażonych w nowe technologie.

Czekamy np. na powstanie systemu ochrony pieszych, który m.in. zapobiegnie potrąceniu człowieka, a gdyby już doszło do zderzenia, to uruchomi poduszki powietrzne w zderzaku i siłownik podnoszący maskę samochodu. Trwają prace nad tzw. Wireless Local Danger Warning (z ang. bezprzewodowy system ostrzegania o niebezpieczeństwie w okolicy), który zawiadomi kierowcę, że na trasie są bardzo wolne samochody albo pędząca karetka pogotowia, droga jest śliska, zła pogoda utrudnia widoczność, a za kilka kilometrów zaczynają się duże roboty budowlane.

Główną troską Komisji jest liczba wypadków na drogach naszego kontynentu. Rocznie dochodzi do około 1,3 mln. Ginie w nich aż 43 tys. ludzi (to tak jakby nagle z mapy Polski zniknęło Kutno), a około 1,7 mln ludzi odnosi obrażenia.

Kierowcy jeżdżą zbyt szybko, często pod wpływem alkoholu lub narkotyków, nierzadko po prostu zmęczeni i bez pasów bezpieczeństwa.

Może choć części wypadków zapobiegłby samochód nieco inteligentniejszy od kierowcy?

Ale wypadki to nie wszystko.

- Starzejemy się! - podkreśla dr Boratyński. - Za kilkadziesiąt lat wiele europejskich społeczeństw będzie społeczeństwami ludzi w podeszłym wieku, którym trudniej będzie prowadzić samochód. Będą więc szukać takiego, który da im poczucie bezpieczeństwa.

 

Podyskutuj o samochodach przyszłości: facebook.com/madrzejszy.swiat