"Koniec ery monopoli na rynku gazu". Unia doczekała się prawa dla Nord Stream 2

Europosłowie zatwierdzili zmiany w dyrektywie wymierzonej w Nord Stream 2. Jego przeciwnicy początkowo liczyli, że zablokują budowę. Ale wersja kompromisowa może ją zaledwie opóźnić i skomplikować pod względem prawnym.

Parlament Europejski przyjął w czwartek (4.04.2019) reformę dyrektywy gazowej większością 465 głosów za, przy 95 przeciwnych. 68 europosłów wstrzymało się od głosu. Jest tekstem kompromisowym już wynegocjowany z Radą UE (przedstawiciele krajów członkowskich). To Oznacza, że po rychłym sformalizowaniu go przez Radę UE (już bez debaty) zostanie opublikowany i wejdzie w życie najpewniej około czerwca, a kraje Unii - w tym kluczowe dla tej dyrektywy Niemcy - będą mieć do marca 2020 r. czas na przełożenie jej na przepisy krajowe.

- To koniec ery monopoli na naszym rynku gazu. Ale dużo będzie zależeć od sposobu wdrażania tej reformy przez Komisję Europejską oraz od orzeczeń TSUE, jeśli Komisja nie będzie działać dość skutecznie. Europarlament będzie to kontrolować - powiedział podczas debaty europoselskiej Jerzy Buzek (PO), który pilotował ten projekt w europarlamencie. Także niemiecka zielona Rebecca Harms apelowała do Komisji Europejskiej o pieczołowite wdrażanie nowych przepisów. Wdała się w potyczkę z Wernerem Langenem (CDU) przekonującym, że reforma jest mało potrzebna. A dotychczasowym zakłóceniom dostaw gazu do UE była winna - jak twierdził ku zgorszeniu Harms - nie Rosja, lecz Ukraina. Manfred Weber, kandydat unijnej centroprawicy na szefa Komisji Europejskiej, to jeden z nielicznych niemieckich chadeków w Brukseli, którzy głośno występują przeciw Nord Stream 2.

Podczas debaty Zdzisław Krasnodębski (PiS) gratulował Buzkowi, ale i podkreślał słabości reformy. - Przyjęty tekst prawny zamyka lukę prawną i w tym sensie to sukces. Ale końcowy rezultat jest jednak rozczarowujący z powodu rozmycia tekstu w Radzie UE - powiedział Krasnodębski. Z kolei Jadwiga Wiśniewska (PiS) uznała, że z pierwotnego projektu reformy ostała się "wydmuszka".

Czytaj więcej: Nowe przepisy Parlamentu Europejskiego mogą utrudnić budowę Nord Stream 2

Od blokowania do legalizowania NS2

Projekt zmian dyrektywy gazowej istotnie przeszedł bardzo długą drogę od dokumentu grożącego wręcz zatrzymaniem budowy NS2 (takie były nadzieje Polski i obawy Niemiec) po kompromis, który częściowo wpisze nowy rurociąg w unijne reguły prawne i skomplikuje jego budowę, ale go nie zablokuje. - Chciałbym zaapelować do pani kanclerz Angeli Merkel, by zakończyła pani inwestycję sprzeczną z interesem Unii - powiedział Krasnodębski, przyznając, że budowy NS2 nie zakończy znowelizowana dyrektywa gazowa.

Komisja Europejska już jesienią 2017 r. zaproponowała reformę rozszerzającą wewnątrzunijne przepisy gazowe na rurociągi wiodące do UE z krajów ościennych. Urzędnicza poprawność kazała mówić o wszystkich rurach łącznikowych spoza Unii, ale plan reformy - co otwarcie przyznawali europosłowie oraz politycy z Niemiec czy Polski - był wymierzony w jeden projekt, czyli w NS2. W finansowaniu tej rury Gazpromu uczestniczą niemieckie koncerny Uniper i Wintershall oraz francuski Engie, austriacki OMV i brytyjsko-holenderski Royal Dutch Shell. I zdaniem krytyków NS2 taka struktura inwestorska miała odzwierciedlenie w Radzie UE, w - opartej na Niemczech, Francji, Austrii, Holandii i Belgii - mniejszości blokującej wobec reformy.

Projekt przez cały 2018 r. tkwił w zamrażarce, bo Bułgaria i Austria, które sprawowały wówczas prezydencje w Radzie UE, po prostu pozorowały lub w ogóle nie podejmowały prac w jego sprawie. To zmieniło się w styczniu br. wraz z początkiem rumuńskiej prezydencji, ale prawdziwym przełomem stała się w lutym zapowiedź Paryża, że wyłamuje się z mniejszości blokującej.

Unijni dyplomaci, z którymi rozmawialiśmy w Brukseli, do dziś podają niespójne wyjaśnienia co do różnych - choć niekoniecznie wykluczających się - motywów Francuzów. To wersje od "bardziej strategicznego spojrzenia" Emmanuela Macrona na ryzyko uzależnienia od Rosji, po sfinalizowane sukcesem targowanie się Paryża z Berlinem (tę hipotezę opisał także "FAZ") - "poprzyjcie dyrektywę o prawach autorskich w internecie, a my wrócimy do współpracy w kwestii dyrektywy gazowej". Natomiast hipotezie, że niemiecko-francuski spór o dyrektywę gazową był tylko ukartowaną grą negocjacyjna, by przepchnąć kompromis korzystny dla Nord Stream 2 zdają się zaprzeczać - ponoć dość nerwowe kontakty Berlina z rumuńską prezydencją, a także rozmowy z francuskimi dyplomatami.

- Przeczy temu też fakt, że choć końcowa wersja jest znośna dla nowego gazociągu to trwanie Francji w mniejszości blokującej, czyli zupełny brak reformy, byłby jeszcze korzystniejszy. A tak się nie stało - tłumaczy nam urzędnik UE zaangażowany w sprawy energetyczne.

Francusko-niemieckie rozwodnienie

Francusko-niemiecki kompromis, który - wobec alternatywy "nasz tekst albo brak jakiejkolwiek reformy" - reszta Rady UE (włącznie z Polską) poparła niemal jednomyślnie, stał się podstawą dla ostatecznej wersji, którą w czwartek zatwierdzili europosłowie. W rezultacie rozszerzenie przepisów gazowych UE w przypadku Nord Stream 2 jest limitowane do niemieckich wód terytorialnych (a nie do całego odcinka morskiego, jak było w pierwotnym projekcie). A sprawy konfliktu przepisów unijnych i rosyjskich pozostawia do rozstrzygnięcia w ewentualnych negocjacjach rosyjsko-niemieckich.

Ponadto NS2, którego budowa jest wciąż na wiele przed półmetkiem, będzie mógł ubiegać się o wyłączenia spod - zwalczanych przez Gazprom - przepisów UE co do rozdzielenia roli dostawcy gazu i operatora rurociągu (przesyłem musiałby zajmować się firma inna niż Gazprom), udostępnienia obcym firmom części zdolności przesyłowych i przejrzystości taryf. Jednak ewentualne decyzje niemieckiego regulatora co do wyłączeń dla Gazpromu będą podlegać zatwierdzeniu przez Komisję Europejską - stąd apele części europosłów, by ta nie była pobłażliwa dla Nord Stream 2. Rosyjskie media donoszą o przymiarkach, by odcinek rury na niemieckich wodach terytorialnych przekazać do osobnej firmy - i tylko ona podlegałaby zreformowanej dyrektywie gazowej.

Artykuł pochodzi z serwisu ''Deutsche Welle''