Windows 7 ostatnią deską ratunku dla Microsoftu?

Po klapie Visty Microsoft szybko zaczął mówić o nowym systemie operacyjnym. Obiecał, że Windows 7 naprawi błędy i wypaczenia, powróci do korzeni i znowu będzie szybki. Czy kolejny OS uratuje giganta z Redmond?
Premierę Visty (czyli Windowsa NT 6.0) wielu użytkowników kojarzyło z rewolucją. Nowy system reklamowano hasłem "Clear, Confident, Connected" ("Przejrzysty, Pewny, Połączony"). Spodziewano się ładniejszego i jednocześnie bardziej wydajnego odpowiednika XP, który po zainstalowaniu Service Packa 2 stał się naprawdę niezłym OS-em.

Niestety Microsoft rozczarował. Udostępnił klientom system z bardzo estetycznym interfejsem (uwzględnił tym samym trendy rynkowe nakreślone przez Apple). Problem polegał na tym, że dobrze wyglądająca Vista miała spore wymagania sprzętowe - MS zalecał posiadanie 1 gigabajta RAM-u, karty graficznej z Pixel Shaderem 2.0 i 15 gigabajtów (!!!) miejsca na twardym dysku.

Vistę krytykowano za bezczelne kopiowanie wielu motywów stosowanych w Mac OS X oraz napisanie kluczowych elementów w oparciu o platformę .NET. Najpoważniejszy zarzut dotyczył jednak wbudowania mechanizmów ochrony praw autorskich (DRM - Vista może obniżyć jakość odtwarzania plików jeśli podejrzewa piractwo) oraz brak obsługi DirectX 10 w XP (co miało skłonić graczy do stopniowego przesiadania się na nowy OS).

Według serwisu marketshare.hitslink.com udział Visty w światowym rynku systemów operacyjnych osiągnął w maju 2008 roku 15 proc.. XP w tym samym czasie zgarniał 72 proc. tortu. Trudno się temu dziwić. W pewnym momencie sam Microsoft przyznał, że nowy OS nie jest finalnym produktem. W sieci pojawiła się akcja "Uratuj XP", zainicjowana przez amerykański serwis InfoWorld. MS częściowo ugiął się pod presją. Stary produkt będzie dostępny aż do 2010 roku, ale tylko dla producentów tanich komputerów.

Rację mieli więc sceptycy, którzy twierdzili, że Vista będzie czymś w rodzaju przejściowego stadium, mającego jedynie poprawić roczny raport finansowy spółki z Redmond. Informacje te potwierdziły doniesienia o następcy Visty czyli systemie Windows 7. Po raz pierwszy pojawiły się one w 2007 roku. Naprawdę głośno o "siódemce" zrobiło się jednak w maju 2008, kiedy podczas konferencji D6 pokazano takie otowideo prezentujące możliwości "rewolucyjnego", dotykowego interfejsu Windowsa 7:

Po prezentacji wśród zgromadzonych dziennikarzy dominowały dwa poglądy. Ci mniej doświadczeni i bardziej zapatrzeni w zarządzaną przez Steve'a Ballmera korporację cieszyli się, że MS wreszcie czymś ich nakarmił (choć były to tak naprawdę marne resztki - film trwa raptem 2 minuty). Ci sceptyczni zwracali uwagę, że Microsoft nie powiedział nic o bezpieczeństwie czy jądrze Windowsa 7. Pokazał tylko "twarz" kolejnego OS-u.

Trudno na podstawie jednej prezentacji ocenić, jak będzie wyglądała "siódemka". Ale nie można nie sformułować takiej oto prognozy: ekipa z Redmond pójdzie jeszcze dalej w kierunku Apple, ale oczywiście zrobi to na swój własny, zwulgaryzowany sposób. Za dwa - trzy lata użytkownicy otrzymają piękniejszą i wolniejszą wersję Visty, która będzie miała jeszcze większe problemy z kompatybilnością (powrócą czasy plug-and-pray :P?).

Drugi scenariusz zakłada prawdziwą rewolucję. "Siódemka" jest nie tylko estetyczna, ale także szybka, stabilna i bezpieczna - nawet przed wydaniem pierwszego Service Packa. Może pojawia się na rynku dopiero w 2011, jak przewidują niektórzy eksperci, ale stanowi sensowną alternatywę dla Mac OS-a czy Linuksa.

Czy użytkownicy XP zechcą tak długo czekać na kolejny, porządny system operacyjny? Tak, jeśli MS będzie w pełni wspierał stary produkt i przestanie na siłę promować Vistę (np. doda do XP obsługę DirectX 10 czy usunie z Visty wbudowane mechanizmy zarządzania prawami autorskimi). Niespełnienie tych warunków może spowodować, że wielu userów straci cierpliwość i w końcu przesiądzie się na Leoparda czy Ubuntu.

W takiej sytuacji nawet dopracowany i szybki Windows 7 nie pomoże Microsoftowi. Wejdzie na rynek za późno, aby mieć decydujący wpływ. W ten sposób firma z Redmond powtórzy błąd, który popełniła w przypadku przeglądarki Internet Explorer 7. Ten program nie był rewolucją, jedynie "doganiał" Firefoksa 2 (a to i tak nie w 100 proc.).

Teraz Mozilla wydała trzecią wersję swojego flagowego produktu, a prace nad IE8 (który wreszcie będzie zgodny ze wszystkimi sieciowymi standardami) nadal trwają. Jednocześnie MS ogłosił, że deweloperzy będą musieli dodać do swoich stron specjalny metatag, który zapewni bezproblemową pracę witryn napisanych pod "siódemkę" w nowym programie. Ręce opadają.