9 porażek świata technologii. Nieudane produkty i przegapione okazje

Największe firmy chcą byśmy myśleli, że wszystko co wprowadziły na rynek było przejawem geniuszu. Niestety Apple, Nintendo, Amazon i inni giganci mają w swojej historii wiele porażek. Są one dowodem na to, że czasami nawet setki milionów dolarów wydane na jakiś produkt nie gwarantują, że użytkownik nie zareaguje na niego wzruszeniem ramionami.
Nintendo Virtual Boy Nintendo Virtual Boy Fot. jpmatth/Flickr.com (CC 2.0)

Nintendo Virtual Boy

Największe firmy technologiczne świata wolą byśmy myśleli, że wszystko co wprowadziły na rynek było przejawem geniuszu. Niestety Apple, Nintendo, Amazon i inni giganci mają w swojej historii wiele porażek. Są one dowodem na to, że czasami nawet setki milionów dolarów wydane na jakiś produkt nie gwarantują, że użytkownik nie zareaguje na niego wzruszeniem ramionami. Czasami też ktoś wprowadza na rynek produkt licząc, często skutecznie, na ludzką naiwność. Oto najbardziej spektakularne porażki firm technologicznych.

Wirtualna rzeczywistość A.D. 1995? W jaki sposób mogła działać, skoro dzisiejsza moc obliczeniowa smartfonów, hełmów i innych urządzeń nie wystarcza, by VR stało się powszechne? Nintendo, pomimo niezwykle skromnych możliwości sprzętowych postanowił spróbować. Zaprezentował konsolę do gier Virtual Boy.

Protoplasta dzisiejszej rewolucji wyświetlał stereoskopowy obraz 3D. I to była jedna z jego największych wad, bo już po kwadransie użytkownik czuł potrzebę zrobienia sobie krótkiej przerwy.  Sporą wadą był też monochromatyczny obraz uzyskiwany z kilkudziesięciu odcieni czerwieni.

Użytkownicy mieli też problemy z korzystanie z kontrolera. Pad nie był dość intuicyjny, by wszyscy umieli korzystać z niego nie widząc co robią. W przypadku normalnych gier nasz wzrok nawet jeśli skupia się na ekranie rejestruje pozycję naszych dłoni i ułatwia wypracowanie pamięci mięśniowej. W przypadku Virtual Boya było to mocno utrudnione.  

Sprzedaż urządzenia miała sięgnąć trzech milionów. Ostatecznie wyniosła zaledwie 770 tys. sztuk, z czego w Japonii zaledwie 140 tys.  

Twórcy Virtual Boya początkowo chcieli wykorzystać miniaturowe ekrany CRT, znane z klasycznych monitorów. Ostatecznie z uwagi na ich duże zapotrzebowanie na energię zdecydowano się ostatecznie na technologię LCD. Niestety częstotliwość odświeżania nie była imponująca i wynosiła zaledwie 50 Hz.  

Nintendo liczyło, że Virtual Boy powtórzy sukces Game Boya, jednak, podobnie jak dziś, okazało się, że wirtualna rzeczywistość i obraz 3D wymagają od użytkownika zbyt wiele poświęcenia. Bóle głowy i mdłości nie były warte spędzenia czasu w niezbyt przekonującym wirtualnym świecie.

No More Woof No More Woof No More Woof

Tłumacz psiego języka

Jednym z najbardziej absurdalnych produktów, które zaliczyły spektakularną porażkę był osobliwy tłumacz języka psiego na ludzki. No More Woof było urządzeniem, które założone na głowę psa miało analizować fale mózgowe, by przekazać właścicielowi zwierzaka co ten ma na myśli.

Urządzenie miało pozwalać rozumieć takie zwroty jak "Zostaw mnie w spokoju", "To jest wspaniałe", "Kim jesteś" czy "Dobranoc". Tymczasem zdaje się, że każdy właściciel psa potrafi zrozumieć te komunikaty bez angażowania nowoczesnej elektroniki.

Nikt nie uznałby tłumacza porażką, gdyby radził sobie z powierzonym zadaniem. Tymczasem światowe media okrzyknęły No More Woof niedziałającym i fikcyjnym.

Kodak Ektra Kodak Ektra źródło: Kodak.com

Kodak, wymyślić rewolucję cyfrową, by potem ją przespać

Polec na czymś, co samodzielnie się wymyśliło? Właśnie taka przewrotna kolej rzeczy spotkała firmę Kodak. I to dwa razy.  

Z dzisiejszej perspektywy jest jasne, że Kodak przespał początek cyfrowej rewolucji. Chociaż to właśnie inżynier Kodaka stworzył pierwszy prototyp cyfrowej kamery w roku 1975. Urządzenie, jak wyjaśnia portal HBR, miało rozmiar tostera i potrzebowało dwudziestu sekund na zarejestrowanie kiepskiej jakości obrazu. Mimo wszystko rewolucja sposobu zapisu obrazu była na wyciągnięcie ręki.

Być może kierownictwo firmy uznało, że ta niezbyt dobra jakość nie jest warta inwestowania. Co może równać się jakości i klasie tradycyjnej fotografii - można było zapewne na korytarzach firmy w tamtym czasie.  Ostatecznie Kodak nie poświęcił się rozwojowi cyfrowej fotografii.

Swoją szansę, by stać się jej liderem przegapił drugi raz. W 2001 roku Kodak miał drugi raz szansę zostać pionierem rynku. Kiedy fotografia cyfrowa i internet, który dzisiaj znamy, dopiero się rodziły, firma przejęła portal Ofoto. Służył do... wymiany zdjęć.  

Kodak nie potrafił odciąć się od swoich korzeni i inwestował w marketing tradycyjnej fotografii. Ostatecznie Ofoto sprzedano w roku 2012 za 25 milionów dolarów. W tym samym roku Kodak złożył wniosek o bankructwo. Tymczasem właśnie w 2012 roku Mark Zuckerberg zapłacił za serwis Instagram, założony w roku 2010, okrągły miliard dolarów.

Blackberry Playbook Blackberry Playbook Fot. Blackberry

BlackBerry PlayBook

W roku 2010 Research In Motion, legendarna firma znana dziś pod nazwą BlackBerry, zaprezentowała swój tablet. PlayBook wydawał się świetnym urządzeniem. 1GB pamięci RAM, siedmiocalowy ekran 1024x600 pikseli, dwurdzeniowy procesor siedem lat temu było wyceniane w Polsce na 999 złotych. Niewątpliwym atutem urządzenia była spora, nawet jak na dzisiejsze standardy, ilość miejsca na dane - 64 GB.  

Dlaczego zatem tak świetnie zapowiadający się produkt był jedną z głównych przyczyn ostatecznej porażki BlackBerry na rynku tabletów, a później również smartfonów. PlayBook miał sporo wad. Przede wszystkim system BlackBerry Tablet OS był dość ubogi w zewnętrzne aplikacje. Konsumenci woleli dostęp do sklepu Google Play, chociaż zwolennicy przekonywali, że kanadyjski tablet ma wszystko, czego potrzeba do szczęścia. Inną wadą produktu był brak możliwości odczytywania wiadomości bez połączenia ze smartfonem za pomocą Bluetooth. To co producenci uznali za 'funkcję bezpieczeństwa' u sporej części konsumentów wzbudziło frustrację.

Jakby tego było mało BlackBerry padł też ofiarą niecodziennej kradzieży - firmie skradziono 12 palet z tabletami. Pięć tysięcy urządzeń o wartości niespełna dwóch milionów dolarów rozpłynęło się w powietrzu. Kilka miesięcy później taki sam los spotkał kierownictwo spółki z prezesem na czele. Kanadyjczycy, pomimo wielu udanych prób, nigdy nie odzyskali dawnej formy, a przede wszystkim udziałów w rynku. Latami upierali się przy własnym systemie twierdząc, że przejście na Androida będzie oznaczało koniec wyjątkowości.

To smutne, bo produkty BlackBerry do dziś można ocenić jako zdecydowanie wyróżniające się pod względem jakości.

ADE 651 ADE 651 Fot. YouTube

ADE 651, wykrywacz bomb zrobiony z zabawki

Trudno uwierzyć, że można specjalistom ONZ i wojskowym ekspertom wcisnąć coś tak bezsensownego licząc sobie 40 000 dolarów za sztukę. ADE 651 miał zdalnie wykrywać narkotyki, bomby, zwłoki. Okazało się, że był genialnym w swej prostocie oszustwem opartym na sprytnym pomyśle.

James McCormick zapisał się w historii jako jeden z najbardziej cynicznych przedsiębiorców Wielkiej Brytanii. Ten były policjant, sprzedawca sprzętu łączności, wywiódł w pole ONZ, brytyjskich ekspertów, wojskowych z Iraku, Afganistanu i wielu innych krajów. Od 2008 sprzedawał po 40 tys. dol. za sztukę urządzenie o nazwie ADE 651 mające być wykrywaczem broni, narkotyków, kości słoniowej i zwłok. W rzeczywistości sprzedawał plastikowe atrapy wypełnione bezużyteczną elektroniką wartą kilkadziesiąt dolarów.

Wykrywacz cząstek i sprzedawca samochodów

ADE 651 nie jest pomysłem cynicznego Brytyjczyka. Pierwsze urządzenie mające 'wykrywać cząstki materiałów wybuchowych na odległość' zaprojektował Wade Quattlebaum, amerykański sprzedawca samochodów, kierowca i poszukiwacz skarbów w jednej osobie. Choć stworzony przez niego detektor 'potrafił' na początku niewiele - wykrywał... zagubione piłeczki golfowe. Dopiero później, kiedy twórca zauważył, że jego szamański wynalazek cieszy się olbrzymią popularnością, wykrywacz potrafił już odnaleźć kokainę, marihuanę, dynamit.

W jaki jednak sposób Quattlebaum sprzedawał swój wynalazek? Przekonał nabywców, że sercem urządzenia jest węglowo-krystaliczna karta elektroniczna połączona z anteną. To właśnie ta tajemnicza karta miała wykrywać 'częstotliwość molekularną' poszukiwanej substancji. Węglową kartę można było programować - wystarczyło zrobić zdjęcie poszukiwanego materiału, wykonać jego fotokopię, wyciąć i umieścić pomiędzy dwoma arkuszami plastiku. Quattlebaum twierdził, że w taki sam sposób jego urządzenie może wykrywać ludzi... Wystarczy kopia zdjęcia zalaminowana plastikiem.

Stek bzdur za 40 000 dolarów

Ten naukowy bełkot działał. Amerykanin sprzedawał swoje detektory w różnych wersjach w cenie od 395 do 8000 dol. Dla domorosłych detektywów też się coś znalazło - wykrywacz kosztujący 69 dol.

James McCormick został skazany w 2013 roku na 10 lat więzienia za  - jak podaje New York Times - defraudację 85 milionów funtów. Zdaniem wielu komentatorów ma krew na rękach, bo sprzedawane przez niego urządzenie pozwoliło przejść przez punkty kontrolne wielu zamachowcom. Wystarczy spojrzeć na poniższą mapę Bagdadu stworzoną przez Guardiana. Każdy czerwony punkt oznacza miejsce, w którym wybuchł samochód-pułapka.

Amazon Fire Phone Amazon Fire Phone AP/Ted S. Warren

Amazon Fire Phone, czyli Bezos chciał być jak Jobs

Urządzenie zapowiadane jako kompletna rewolucja w świecie smartfonów okazało się kompletnym niewypałem. Amazon Fire miał rzucić na kolana użytkowników wyświetlaczem 3D. Prasowe zapowiedzi przekonywały, że kamery wbudowane w urządzenie będą śledzić wzrok użytkownika i dostosowywać obraz ekranu głównego w taki sposób, by wywołać wrażenie trójwymiarowej głębi. Koniec końców wyświetlacz nie miał funkcji 3D, a coś co nazwano dynamiczną perspektywą. Konsumenci niemal nie zwrócili na nią uwagi.

Produkt, który miał udowodnić, że Jeff Bezos, założyciel Amazona, jest drugim Stevem Jobsem, znalazł jednak zaledwie kilkadziesiąt tysięcy nabywców. Większym sukcesem może pochwalić się dowolny polski importer smartfonów naklejający swoje logo na dzieło chińskich inżynierów.  

Fire Phone nie przekonał użytkowników funkcjami takimi jak rozpoznawanie produktów czy inteligentny asystent nie były dostatecznym atutem. Wadą okazał się ograniczony dostęp do aplikacji. Amazon przesadził też z ceną ustaloną na poziomie konkurencyjnych, znacznie bardziej funkcjonalnych flagowców. Nie pomogły promocje Fire Phone za 0.99 funta - Jeff Bezos stracił na swoim pomyśle równo 170 mln dol.  Co ciekawe w sklepie Amazon smartfon sygnowany marką sklepu zdobył... 2,5 gwiazdki na 5 możliwych.

Macintosh TV Macintosh TV Fot. Apple/Wikipedia

Macintosh TV

W roku 1993 firma założona przez Steve'a Jobsa postanowił przekonać konsumentów, że to czego potrzebują to hybryda komputera z telewizorem. Pomysł wydawał się świetny, bo przecież oglądanie telewizji podczas pracy na komputerze wydawało się na początku lat 90. czymś ekscytującym. Rzeczywistość okazała się jednak niezwykle trywialna. Korzystanie z Macintosh TV było po prostu niezwykle niewygodne. Użytkownik mógł jedynie przełączać się pomiędzy funkcją telewizor - komputer.  

Ostatecznie produkt Apple zakupiło zaledwie 10 tys. osób. A świat przekoanał się, nie po raz pierwszy, że urządzenie, które jest hybrydą ma ograniczone możliwości. Macintosh TV był równie kiepskim telewizorem co komputerem.  

Apple ma na koncie znacznie więcej porażek. Jedną z nich jest konsola Pippin. Efekt współpracy pomiędzy Apple i japońskim koncernem Bandai. Firma z Cupertino liczyła, że uda się jej zaistnieć na rynku gier wideo, który wówczas był niemal całkowicie zdominowany przez Nintendo i Segę. Niestety wielkie plany spaliły na panewce, a konsola zakończyła swój żywot zaledwie po roku, sprzedając się w liczbie 42 tysięcy egzemplarzy.

Sony P Sony P Fot. Sony/YouTube

Sony Tablet P

Do dziś nie doczekaliśmy się jeszcze tabletu czy smartfonu z elastycznym, zginanym ekranem. Tymczasem Sony zaprezentował tego typu urządzenie już w roku 2012. Niestety to co na pierwszy rzut oka wydaje się upragnionym, elastycznym ekranem tak naprawdę jest podwójnym wyświetlaczem przedzielonym podwójną, dość ordynarną jak na dzisiejsze standardy ramką.

Sony Pfot. Krzysztof Pielesiek

Pomimo dwóch ekranów urządzenie nie pozwalało na jednoczesne wyświetlanie dwóch aplikacji. A przewijanie strony internetowej na przedzielonym wyświetlaczu budziło mieszane uczucia.

W naszej relacji z targów pisaliśmy, że tablet P to urządzenie, które najbardziej spodoba się kobietom. Sprzęt wielkości lekko wypchanej kopertówki wykonany był bardzo solidnie. Otwierał się stawiając lekki opór,  potęgując wrażenie solidności konstrukcji. Rynek okazał się jednak niewzruszony, a z dzisiejszej perspektywy Sony P prezentuje się po prostu dziwacznie.

Telefon i satelita Iridium Telefon i satelita Iridium Fot. Cliff/Flickr/Wikipedia

Telefonia satelitarna Iridium

Twórcy systemu Iridium obiecywali, że klienci będą mogli połączyć się z dosłownie każdego miejsca na Ziemi za pomocą jednego urządzenia. To co miało okazać się rewolucją w telekomunikacji okazało się jednym z najgłośniejszych bankructw w historii USA.

Firma na rozpoczęcie działalności wydała pięć miliardów dolarów. W kosmos wystrzelono 66 satelitów mających zapewnić łączność. Na Ziemi zbudowano odpowiednią infrastrukturę. Już na starcie sieć miała 1,5 mld dol. straty i... niecałe 10 tys.  klientów. W roku 1998 przewidywano, że będzie ich miała pół miliona. Ceny okazały się jednak na tyle absurdalne, że nie znalazła się odpowiednia ilość milionerów nie dbających o to, że płacą 5 dolarów za minutę rozmowy. A im mniej popularna była usługa tym trudniej było zapewnić spadek cen i prawidłowe funkcjonowanie całego systemu. Ostatecznie z telefonów Iridium nie dało się rozmawiać podczas jazdy samochodem, wewnątrz budynków oraz w wielu zurbanizowanych obszarach. Twórcy firmy nie do końca przewidzieli też, że tradycyjni operatorzy oferujący roaming dla większości konsumentów są lepszym rozwiązaniem.

Ostatecznie sieć została przejęta w 1999 r. za ułamek wartości przez rząd USA. Jej satelity, i sama telefonia, działają.