Porażka Polski i Węgier. Tekst unijnej dyrektywy ws. pracowników delegowanych przyjęty. Los tysięcy osób może się wkrótce zmienić

Polscy pracownicy delegowani nie będą już tak konkurencyjni na europejskim rynku. Ambasadorowie UE przyjęli bowiem ostateczny tekst dyrektywy, która nakazuje "tę samą płacę za taką samą pracę".
Emmanuel Macron, prezydent Francji, najbardziej naciskał na zmiany dotyczące pracowników delegowanych Emmanuel Macron, prezydent Francji, najbardziej naciskał na zmiany dotyczące pracowników delegowanych Źródło: OFFICIAL LEWEB PHOTOS (CC 2.0, Flickr)

Polska obawiała się tej dyrektywy

Parlament Unii Europejskiej już w czerwcu może zdecydować o uchwaleniu przyjętego dziś tekstu dyrektywy, która na nowo reguluje status pracowników delegowanych. Sprawa jest istotna dla polskich przedsiębiorców, bo potencjalnie może ograniczyć konkurencyjność naszych firm na dwóch ważnych rynkach w UE - transportowym i budowlanym. De facto dotyczy jednak wszystkich firm - w tym motoryzacyjnych. 

Przepisy przyjęto przy sprzeciwie Polski i Węgier. Wielka Brytania, Litwa, Łotwa i Chorwacja wstrzymały się od głosu.

Zmian w sposobie rozliczania pracowników najdobitniej domagała się Francja. Prezydent Macron wielokrotnie podkreślał, że czas zacząć stosować unijną zasadę "równej płacy za tę samą pracę". W praktyce miałoby to oznaczać, że polskie firmy budowlane czy transportowe nie mogłyby płacić "polskich" stawek pracownikom, którzy czasowo są zatrudnieni za granicą. 

Zaostrzenie kursu wobec Polski jest pokierowane ochroną własnych rynków. Prezydent Macron, cytowany przez Financial Times, stwierdził, że jeśli polski pracownik pracuje we Francji, ale zarabia mniej niż Francuz dochodzi do "złamania europejskiego ducha".

Budowa II linii metra - zdjęcie ilustracyjne Budowa II linii metra - zdjęcie ilustracyjne Kuba Atys/ Agencja Wyborcza.pl

Katastrofy udało się uniknąć, ale zagrożenie istnieje

Jeszcze podczas prac nad rezolucją jasne stało się, że najgorszy z możliwych wariant nie wejdzie w życie. Przepisy złagodzono bowiem na tyle, że nie blokują dalszej możliwości pracy na dotychczasowych zasadach. Rozważano bowiem przepisy, które szczególnie mocno uderzyłyby w branżę budowlaną. Chciano zlikwidować bowiem możliwość przechodzenia pracowników z firmy do firmy, jeśli prace przez nich podejmowane dotyczą jednego miejsca. 

Co się zatem zmieniło na gorsze? Maksymalny czas delegowania pracownika skrócono z 24 do 12 miesięcy. W praktyce oznacza to, że ci, którzy regularnie wyjeżdżają do pracy za granicą, będą mogli być tam znacznie krócej. Skomplikują się więc losy ok. 400 tys. osób, bo właśnie tyle, jak podaje Rzeczpospolita, jest delegowanych z Polski do pracy w krajach Unii. 

Transportowcy czekają

Nowe przepisy o pracownikach delegowanych uderzą też w branże transportową - nasi kierowcy zawodowi stanowią bardzo liczbą grupę na europejskich drogach. Stanie się to jednak nieco później. Dlaczego? Początkowo Unia zakładała, że dyrektywa dotycząca pracowników delegowanych obejmie wszystkie branże jednocześnie. W przypadku transportu raczej się to jednak nie zdarzy. Europejskie władze pracują bowiem nad tzw. Pakietem Mobilności. To specjalna ustawa, która na nowo reguluje kwestie transportu. W niej mają znaleźć się przepisy, które będą miały wpływ na funkcjonowanie polskich firm transportowych w Europie, w nie mniejszym stopniu niż dyrektywa dotycząca pracowników delegowanych.

Dlatego też ostatecznie postanowiono, że nowe przepisy branżę transportową obejmę dopiero po tym, jak w życie wejdzie Pakiet Mobilności. Budowlanka oraz inne branże, z nowymi zasadami będą musiały zmagać się najprawdopodobniej od roku 2020. 

Czytaj też: Rosja w popłochu. Gospodarka otrzymuje cios za ciosem. 

***

Więcej o: