CC: Witajcie w przyszłości

Przyszłość nie jest taka jak kiedyś.

Rok 2012. Pamiętam, kiedy ta data wydawała mi się czymś niesamowicie odległym - i tyle się miało  wydarzyć. Orbitalne hotele, księżycowe bazy i loty załogowe do odległych planet układu słonecznego. Latające samochody. Wirtualna rzeczywistość. Nanotechnologia pozwalająca na replikowanie materii. Sztuczna inteligencja. Wideofony. Miasta w chmurach.

Ale te światłe wynalazki i plany podboju kosmosu były tylko częścią wizji. Inne były znaczniej ponure. Świat miał upaść na kolana, mieliśmy sprowadzić na siebie zagładę. Przyszłość zasłaniał cień bomby atomowej; szaleństwo ludzkości miało doprowadzić do nieodwracalnej katastrofy. Degradacja środowiska miała zmienić Ziemię w martwą planetę. Promienie słoneczne miały stać się mordercze za sprawą dziury ozonowej.

Te czarne proroctwa się na szczęście nie spełniły, choć niektóre z damoklesowych mieczów wciąż wiszą nad naszymi głowami. Ale udało ich się uniknąć właśnie dzięki temu, że znalazł się ktoś, kto zabrał głos i przedstawił kasandryczną opowieść. Nie byłoby przyszłości, gdyby nie hasło "no future" i moment opamiętania. I chociaż jako rasa ludzka wciąż nie mamy powodów, by być z siebie zadowolonym, choć świat wciąż zna przemoc, głód i choroby, to fakt, że Ziemia wciąż się kręci i żyje w roku 2012 należy uznać za spore osiągnięcie. Akurat, żeby się lekko poklepać po plecach.

Niebo jest wciąż niebieskie.

Lepiej niż by się zdawało

Wszystkie wizje przyszłości - zarówno te pełne nadziei, jak i przerażenia - to w gruncie rzeczy wyraz odwiecznych pragnień i lęków. Lewitujące samochody jako ziszczenie snu o lataniu. Marzenie o stworzeniu sztucznego człowieka. Strach przed tym, że niebo spadnie nam na głowy.

To co kiedyś było odważną wizją zamieniło się w szarą codzienność. Rzeczywistość zrewidowała bombastyczne pomysły cybernetycznych poetów, odpowiadając banalną prozą. Tak łatwo przywyknąć do elektrycznych cudów. A przecież w ciągu kilkunastu lat postęp  sprawił, że w kieszeniach przeciętnych konsumentów znajdują się potężne komputery, o jakich kilkadziesiąt lat temu nawet nie śniono. I ta moc służy takim drobnym i prozaicznym sprawom, jak ciskanie ptactwem w prosięta czy przerabianie nudnych fotografii na nudne efekciarskie fotki. Sztuczna inteligencja nie przynosi nam śniadania do łóżka, ale już potrafi rozpoznawać mowę i znajdywać kawiarnie na mapie.

Niby nic. Ale miejsce na wielkie kroki ludzkości jest na Księżycu, tu na Ziemi poruszamy się małymi kroczkami. Ale ciągle do przodu.

Pisząc ten cykl felietonów poświęconych dawnym wizjom przyszłości i temu, jak (i czy!) spełniły się w naszym nowoczesnym świecie, doszedłem do jednego wniosku - wszystko poszło znacznie lepiej niż się spodziewaliśmy.

Jak tu ujęła Krysta Now, bohaterka filmu Koniec świata - "Naukowcy twierdzą, że przyszłość będzie znacznie bardziej futurystyczna niż wcześniej przewidywali". Przywitajmy ją z otwartymi umysłami, całą mocą nieograniczonej niczym wyobraźni.

Autor, Michał R. Wiśniewski , jest publicystą i blogerem specjalizującym się w fantastyce oraz japońskiej popkulturze.

Więcej o: