Te 4 rzeczy musisz wiedzieć, jeśli chcesz otworzyć własny biznes. Radzi: Jarek Kuźniar

Rafał Hirsch
Kuźniara na początek Nexta wymyśliliśmy dawno temu. Bo wszyscy go znają, bo robi biznes, ale nie jest klasycznym biznesmenem. Jest prezesem Goforworld.com, ale nie „panem prezesem”.

Goforworld.com to start-up dla pasjonatów podróży. Jego zespół zajmuje się organizowaniem wypraw w niezwykłe zakątki świata, prowadzeniem spotkań z podróżnikami, publikowaniem reportaży i wywiadów. Nad wszystkim czuwa Jarosław Kuźniar. 

Ciekawe, jak taki gwiazdor z telewizji sobie radzi w trudnych, zupełnie nietelewizyjnych sytuacjach, które zna każdy przedsiębiorca. A może on takich sytuacji nie ma, bo przecież jest z telewizji?

Wpada do kawiarni, gdzie czekamy. Z laptopem, smartfonem, prawie w biegu i mówi, że już zaraz porozmawiamy, tylko coś tam w tym laptopie musi zrobić. I robi. I czekamy. Myślę sobie - faktycznie biznesmen. Strasznie zarobiony. Dwie minuty później jest gotowy, więc wyciąga smartfona i mówi, że musi mnie wrzucić na swojego Snapchata. Wrzuca. Za 20 minut, po rozmowie wrzucimy się jeszcze na Twittera. Takie czasy.

1. KSIĘGOWOŚCI SAM NIE OGARNIESZ

Rafał Hirsch: Snapchat i Twitter dla biznesmena mogą być trudne. Ale na pewno nie tak trudne jak księgi rachunkowe.

Jarosław Kuźniar: Nie. Wiadomo, że dzisiaj na każdym rogu ktoś ci oferuje pomoc księgową. Masz aplikację, gdzie możesz wrzucać wszystkie swoje faktury i ktoś ci to z automatu rozlicza. Można na sto tysięcy sposobów znaleźć sobie kogoś takiego.

RH: I tu po uspokajającym wstępie Kuźniar przechodzi do sprawy kluczowej.

JK: Ale przy pewnej skali (albo marzeniu o pewnej skali) musisz mieć ludzi zaufanych. Takich, do których jesteś w stanie w każdej chwili zadzwonić i zapytać, czy kiedy wysyłamy komuś produkt ze sklepu, mamy na fakturze wpisać też transport. Albo jak ma być nazwana jakaś tam czynność, żeby faktura została rozliczona.

Albo taka sytuacja: jadę do Urugwaju, wchodzę do zapyziałego hostelu i mówię do faceta, że poproszę od niego fakturę. On mówi : „A gdzie będziesz to pokazywał?”. Ja do niego, że w Polsce. "Aaaa w Polsce, to ja ci mogę napisać, że tutaj było tysiąc pięćset osób, zrobisz sobie kosztów na 2 lata". Ale nikt ci potem w Polsce tego nie rozliczy, bo tak. Bo kierowca cię wiózł i dałeś mu dolary do ręki, tutaj każdy żąda papieru.

Po ostatniej wyprawie do Ameryki Południowej nauczyłem się, że prowadzenie księgowości to cholernie odpowiedzialne zajęcie. Zawieźć ludzi gdzieś to w ogóle nie jest żaden problem. Ale później pilnować tej księgowości... Księgowa mówi ci jak prokurator: „nie ma, nie ma, nie ma”. I ty nagle musisz dzwonić gdzieś na koniec świata i mówić: „Przepraszam bardzo, to że mi to pan wysłał w jpegu, pdfie, mnie to nie interesuje, poproszę o prawdziwą fakturę wysłaną normalnie, listem poleconym." Daty jest ktoś w stanie ogarnąć, ale najtrudniejsze w tym, żeby się po prostu nie pogubić w tysiącu różnych faktur i fakturek, to jest trudne.

2. OSZUSTWA SIĘ ZDARZAJĄ

RH: Od księgowości można mieć zaufanych ludzi, ale skąd wziąć zaufanie? Polacy generalnie mają spory problem z zaufaniem do siebie nawzajem, a w biznesie pewnie zwłaszcza, prawda?

JK: Biznesowo oszukali mnie Amerykanie. Szukaliśmy domu, w którym kilku młodych tenisistów będzie mogło mieszkać przez miesiąc. Znaleźliśmy go na znanym amerykańskim portalu do wynajmu domów, tenisiści zaakceptowali. Zapłaciliśmy 15 tysięcy złotych. Później się okazało, że dom zniknął, właściciel zniknął, przelew szlag trafił. Powiedzmy, że to była jakaś nauczka dla mnie - to bezcenne.

Później jednak pomyślałem: zrobię wszystko, by to odzyskać, bo ktoś mnie po prostu oszukał. Ale gdy policzyłem koszty obsługi prawnej w Polsce, w Hiszpanii (bo się okazało że ta spółka była zarejestrowana w Hiszpanii), to stwierdziłem, że wywieszam białą flagę, to nie ma sensu. Z drugiej strony, gdy dostajesz takiego kopniaka w tyłek, to jesteś bardziej ostrożny w następnych swoich krokach. Drogie bo drogie, ale warto było.

3. NA POCZĄTKU WSZYSTKIEGO PILNUJESZ SAM

RH: Taka wpadka to jedno, ale zupełnie czymś innym są relacje ze swoimi własnymi pracownikami, którzy też mogą coś zepsuć. Ale żeby prowadzić swój biznes pracownikom też przecież trzeba ufać

JK: Nasz zespół jest bardzo mały, to tylko trzy osoby. Jedna pomaga mi w logistyce, druga ogarnia teksty, a trzecia, najmłodsza w zespole, zajmuje się sklepem. Czasem wysyłam kogoś, kto pilnuje grupy. On jest wtedy logistykiem, organizatorem itd. Natomiast wszystkie możliwe rozliczenia są na mojej głowie. 

Nie zdarzyło mi się jeszcze, żeby ktoś nie wykonał zadania tak, jak powinien, bo się nie znał, ale bał się powiedzieć. Jestem też taką cholerą, która ciągnie za wszystkie sznurki. 

RH: Ciągniesz za wszystkie sznurki, czyli masz problem z delegowaniem?

JK: Nie wiem, czy to jest problem. Teraz jest moment, kiedy mój biznes się rozwija i muszę tego pilnować po swojemu. Oczywiście, będzie to trwać tylko do pewnego momentu.

Fajnie jest mieć mądrych partnerów do biznesu. Ja jeszcze nie mam partnera, więc ogarniam go sam i uczę się go z każdym dniem coraz bardziej.

4. W BIZNESIE NIEUSTANNIE ROZMAWIASZ Z LUDŹMI

RH: Słyszałem kiedyś, że prowadzenie biznesu to nieustanne rozmowy z ludźmi wszędzie, gdzie się da. Nie można odnieść sukcesu w biznesie, będąc samotnikiem lubiącym siedzieć w domu?

JK: Dla wielu osób to może mieć znaczenie, że jestem "gębą z telewizora". Ale innym muszę udowodnić, że potrafię robić coś innego niż tylko gadać w telewizji. Dzwonisz do klienta, który mówi: „Chcę ruszyć z wami do Gruzji, ale potrzebuję odpowiedzi na kilka pytań”. I nagle okazuje się, że z roli prezesa spółki wchodzisz w rolę sprzedawcy. Jesteś nagle swoim sales managerem. Nie chodzi tu o to, że permanentnie prowadzę akcję marketingową, to jest po prostu pilnowanie relacji biznesowych.

Dzisiaj na przykład widzę, że na Twitterze pojawił się człowiek, który niedawno zakładał Alior Bank. Pisze do mnie: „Cześć Kuźniar, podobno jesteś gościem, który ogarnia Twittera, powiedz mi, jak cię naśladować.” Odpowiadam mu, że nie ma co naśladować, tylko trzeba być sobą.

A później czytam w jego opisie, że on właśnie ma jakiś fundusz venture capital. Piszę więc, że z przyjemnością polecam mu się także w relacji z inwestorem. Bo jeżeli on się tym zajmuje, a ja będę za chwilę potrzebował inwestora, to dlaczego mielibyśmy się nie spotkać? I nagle okazuje się, że z takiej pierdółki być może masz biznesowy kontakt. Dzisiaj nie da się chować.

Kuźniar na pewno się nie chowa. Zapewne więc mu się uda. Ale po rozmowie z nim wiem lepiej niż wcześniej, że nie wszyscy do biznesu się nadają. Z pewnością nie każdy lubi i potrafi rozmawiać ze wszystkimi, mieć zaufanie do współpracowników a jednocześnie nie tracić kontroli nad tym, co się dzieje w jego firmie. A na tym właśnie polega bycie biznesmenem.

Więcej o: