Minister Szyszko: geotermy uwolnią nas od smogu. Rząd znów uśmiecha się do o. Rydzyka i Lux Veritatis. A może geotermia ma sens?

Agata Kinasiewicz
- Każdy może posiadać w domu siekierę i wbić ją sobie w głowę. Ale nie może z nią biegać po ulicy. Nikt nie powinien mieć prawa emitować substancji, które są szkodliwe dla innych i zagrażają ich zdrowiu i życiu. A państwo powinno o to zadbać – tłumaczy profesor Świrski i dodaje, że to będzie nas kosztować. Wszystkich.

We wtorek rano minister ochrony środowiska Jan Szyszko opowiadał o swoich pomysłach na walkę z zanieczyszczeniem powietrza. - Podstawowym odnawialnym źródłem energii w dużych aglomeracjach w Polsce powinna być geotermia, a na terenach wiejskich biomasa - przekonywał

- Gdyby geotermia została uruchomiona w odpowiednim czasie, to od 8 lat nie byłoby emisji pyłów w takiej aglomeracji jak Toruń - mówił na konferencji i przekonywał, że to najlepszy sposób na ograniczenie tzw. niskiej emisji, która dziś najbardziej szkodzi mieszkańcom największych polskich miast i Podhala. Mowa o smogu, który od lat truje nas wszystkich i powoduje wzrost zachorowań m.in. na choroby układu oddechowego, alergie i nowotwory.

Smog w WarszawieSmog w Warszawie fot. Kuba Ociepa / Agencja Wyborcza.pl

Czy wobec tego rząd zamierza jakoś wspierać rozwój geotermii? Nie wiadomo, bo minister zaznaczył jedynie, że była już wspierana finansowo, gdy PiS był poprzednio u władzy. - Było specjalne subkonto i z tego subkonta skorzystała m.in. fundacja Lux Veritatis, a ta umowa później przez PO została zerwana. W tej chwili po ugodzie sądowej pieniądze zostały zwrócone fundacji Lux Veritatis - przywoływał sprawę toruńskich term.

Zostawmy jednak na chwilę Toruń i politykę. Czy właśnie w geotermię warto inwestować, żeby chronić środowisko i nasze zdrowie a z miast pozbyć się nieznośnego smogu? Rozmowa z prof. Konradem Świrskim, kierownikiem Zakładu Maszyn i Urządzeń Energetycznych na Politechnice Warszawskiej

Prof. Konrad ŚwirskiProf. Konrad Świrski MARCIN ONUFRYJUK

Agata Kinasiewicz: Zacznijmy od początku. Na czym polega geotermia?

Prof. Konrad Świrski: Sedno polega po prostu na tym, że wydobywamy ciepłą wodę z głębi Ziemi. Następnie wykorzystujemy ją albo do produkcji ciepła systemowego dla miasta, czyli do ogrzewania, albo czasami do produkcji energii elektrycznej.
W Polsce mamy źródła geotermalne o niskiej temperaturze. Jeśli zobaczyłaby pani mapę źródeł, to dominują te o temperaturze 100-120 st. Celsjusza lub jeszcze niższej. Mogą zapewnić ciepło, ale słabo nadają się do produkcji energii elektrycznej. Dlatego mówiąc o geotermii tak naprawdę mówimy o sposobie na ogrzewanie miast. Produkcja energii elektrycznej w polskich warunkach jest raczej wątpliwa: byłaby trudna i bardzo droga.

Więc geotermia nie pomoże nam oczyścić dużych miast ze smogu?

- W Krakowie czy na Podhalu, w mniejszych miastach, gdzie sytuacja jest bardzo zła, źródłem zanieczyszczenia, czyli tzw. niskiej emisji, jest głównie spalanie w przydomowych piecach paliwa niskiej jakości, a nawet śmieci bez jakiegokolwiek oczyszczania emitowanych spalin. I tu rzeczywiście widziałbym szansę dla geotermii. Przykład Podhala jest bardzo dobry, bo tam faktycznie znajdują się źródła geotermalne i od dawna należałoby o nich pomyśleć. Ale to rozwiązanie dla mniejszych miejscowości, gdzie należałoby zlikwidować przydomowe piece i zastąpić je tzw. ciepłem systemowym, czyli tym, które pochodzi z elektrowni, albo właśnie mogłoby pochodzić z geotermii.

Czyli to rozwiązanie dla mniejszych miejscowości?

- Przede wszystkim dla tych, gdzie takie źródła się znajdują, bo nie wszędzie są dostępne. Instalacje, które są budowane na świecie, raczej dostosowane są do potrzeb mniejszych miast, nie pokrywają zapotrzebowania na ciepło milionowych aglomeracji. Tam mogą ewentualnie być rozwiązaniem wspierającym. Powinny być stosowane przede wszystkim w miejscach, gdzie istnieje duża liczba indywidualnych pieców, które zanieczyszczają środowisko. Kiedy je zastąpią, poprawiają jakość powietrza.

A co z zanieczyszczeniami w dużych miastach? Energię mamy z elektrowni i ciepłowni a dziś rano Alarm Smogowy dla Warszawy znowu ostrzegał o przekroczonych normach pyłów zawieszonych PM10 i PM2.5 w powietrzu.

- W dużych aglomeracjach źródła zanieczyszczeń są głównie dwa: niska emisja z przydomowych pieców i transport publiczny. Tak naprawdę można to przełożyć na silniki diesla, bo one zanieczyszczają powietrze najbardziej. Jeśli chodzi o Warszawę, za większość zanieczyszczeń odpowiada właśnie transport. W takich miejscach trzeba oczywiście kompleksowo podchodzić do transportu publicznego. Myślę, że czekają nas ograniczenia we wjazdach do centrów miast i bardziej zaostrzone normy emisyjne dla pojazdów.


Ale głównym problemem w Polsce jest tzw. niska emisja. Wystarczy zimą pojechać na Podhale i popatrzeć, co się wydostaje z kominów chałup. Albo te piece muszą być zamienione na gaz i trzeba przekonać ludzi, że nie mogą palić byle czym, truć siebie i innych, albo dać im jakąś alternatywę w postaci ciepła systemowego, czyli wybudować elektrociepłownie i wraz z nimi system dystrybucji ciepła. Mogą być na gaz, na węgiel - bo wtedy oczyścimy spaliny znacznie lepiej niż piece przydomowe - albo mogą właśnie wykorzystywać zasoby geotermalne tam, gdzie jest to możliwe. Pomysł nie jest zły, ale wykorzystać możemy go tylko tam, gdzie są odpowiednie złoża. Na pewno nie pomoże to wszystkim miastom, ale niektórym może.

Podejrzewam, że wiele osób, które samodzielnie ogrzewają domy paląc w piecach, nie ma nic przeciwko ekologii. Problem jest jak zwykle jeden: cena.

- Podniesienie ceny generowania ciepła jest koniecznością. I wymiana pieców i geotermia kosztują. Tego nie unikniemy. Państwo powinno wziąć na siebie część kosztów, które będą musieli ponieść właściciele starych pieców ze względu na modernizację. Przykładem mogą być np. projekty dofinansowania wymiany pieców węglowych na gazowe. Konieczność eliminacji „niskiej emisji” jest nieunikniona. Palenie śmieci i najtańszego węgla nie są przecież optymalnymi formami ogrzewania.

Zawsze najtaniej będzie w domowym piecu palić śmieciami. Ale to też kosztuje, bo wytrujemy część populacji, będziemy płacić więcej za służbę zdrowia, będziemy chorować. Ludzie powinni to zrozumieć. Niestety, trzeba to wymusić procedurami: dając dotacje i wymuszając zmiany administracyjnie, nakładając mandaty. I to nie po 100 czy 200 zł. Gdyby ktoś musiał zapłacić 10 tys., zrozumiałby, że oszczędzanie kosztem zdrowia zupełnie się nie opłaca.

Jak w przypadku mandatów za parkowanie na miejscach dla niepełnosprawnych? Wprowadzono wyższe kary i od razu okazało się, że jednak gros kierowców może zaparkować 20 metrów dalej.

- Każdy może posiadać w domu siekierę i wbić ją sobie w głowę. Ale nie może z nią biegać po ulicy, a tak mniej więcej to wygląda. Nikt nie powinien mieć prawa emitować substancji, które są szkodliwe dla innych i zagrażają ich zdrowiu i życiu. A państwo powinno o to zadbać.

Więcej o: