Jeden z największych hipermarketów rozbudowuje sklep internetowy. Kupisz w nim wszystko oprócz... żywności

Na wirtualnych półkach sklepu internetowego Carrefour Polska uruchomionego cztery miesiące temu pojawiło się właśnie kilkaset nowych produktów. To nadal jednak nie jest sklep spożywczy.

Guillaume de Colonges, prezes Carrefour Polska intensywnie próbuje nadrobić zaległości w sprzedaży internetowej, które ma jego sieć. W grudniu Francuzi odpalili nad Wisłą sklep w sieci. Pod koniec marca de Colonges zapowiedział, że internetowa placówka zostanie rozbudowana. Teraz pojawiło się w niej kilkaset nowych produktów.

Nadal jednak w sklepie internetowym jednej z największych sieci handlowych w Polsce nie kupimy bułek, warzyw, mięsa lub wody mineralnej. W ogóle nie ma w nim żywności, a więc tego z czym głównie kojarzą nam się sklepy osiedlowe należącego do Carrefoura lub jego hipermarkety.

Przemysłowych produktów za to przybywa. Do obecnej już wcześniej na wirtualnych półkach elektroniki domowej – telewizory, komputery, konsole – sprzętu fotograficznego i drobnego AGD w rodzaju żelazek doszedł teraz duży wolnostojący sprzęt AGD, a także produkty z asortymentu sezonowego: rowery, produkty z kategorii „dom i ogród” oraz artykuły zoologiczne. Można też kupić skutery. Wszystko – czym kusi eCarrefour.pl – dotrze do nas najpóźniej w 48 godzin w jednej cenie 9,99 zł i to nieważne gdzie w Polsce mieszkamy.

Konkurenci mają więcej

Po aktualizacji w ofercie sklepu eCarrefour.pl jest już ponad 1000 artykułów. Jak na sklep przemysłowy sporo, ale bez szaleństw. W porównaniu do tego co oferują bezpośredni konkurenci – czyli głównie Tesco – jest to jednak oferta skromna. Brytyjczycy sprzedają w polskim e-sklepie niemal wszystko – łącznie np. z dziczyzną - i do tego stworzyli aplikację pozwalającą dokonywać zakupów za pomocą smartfona. Carrefour ma więc jeszcze sporo do nadrobienia.

Jednak można być pewnym, że Francuzi przyspieszą z rozwojem sklepu internetowego. Podobnie będą robić inne duże sieci – Auchan być może  wyjdzie z internetowymi zakupami poza Warszawę.To pochodna z jednej strony naszych zmieniających się zwyczajów i oczekiwań, a z drugiej strony, nadchodzącego podatku od handlu. Ten – opracowywany z dużym trudem od kilku miesięcy w ministerstwie finansów i mocno krytykowany przez handlowców – nie obejmie sprzedaży internetowej. W piątek potwierdził to Paweł Szałamacha, minister finansów. - W kwietniu przedstawimy projekt. Jego forma będzie zbliżona do tej, którą wcześniej proponowaliśmy. Z podatku wyłączymy sprzedaż przez internet. Do rozstrzygnięcia zostają formy działalności, które będą opodatkowane, i poziom stawek - zarówno narastających wraz z wielkością obrotu, jak i specjalnej stawki weekendowej - powiedział Szałamacha w wywiadzie dla "Dziennika Gazety Prawnej".

Im więcej więc sieci sprzedadzą nam w internecie, tym mniejszy podatek zapłacą. Mają się o co bić.

Tekst pochodzi z blogu "Subiektywnie o giełdzie i gospodarce”

Więcej o: