Największa firma górnicza świata zatrudnia 3 razy mniej ludzi niż JSW, a i tak bankrutuje

Amerykański koncern Peabody Energy, największy na świecie prywatny producent węgla, złożył w ubiegłym tygodniu wniosek o upadłość układową. To najlepszy dowód na to, w jak rozpaczliwej sytuacji znajduje się dzisiaj branża węglowa.

Peabody Energy to prawdziwy gigant. Sprzedaje węgiel do 25 krajów na sześciu kontynentach. Służy on do wyprodukowania 10 proc. energii elektrycznej zużywanej w USA i około 2 proc. energii wytwarzanej na świecie.

W 2014 roku koncern wydobył 249,8 mln ton węgla. Dla porównania Jastrzębska Spółka Węglowa (JSW) 13,9 mln ton. Aktywa Peabody Energy wyceniane są na nieco ponad 13 mld dol. Wartość księgowa JSW jest mniejsza niemal 13 razy.

Czy jest coś czym JSW bije Peabody Energy? Tak. Wielkością zatrudnienia. W JSW pracuje ponad 24 tys. pracowników. W Peabody Energy - w 26 kopalniach – około 8 tys. osób.

W JSW pracuje armia ludzi

Skąd tak ogromna różnica w zatrudnieniu? Peabody Energy wydobywa głównie węgiel techniką odkrywkową – bez konieczności budowy głębokich kopalń, w których muszą potem pracować setki osób. Spółka od lat gdzie tylko może sięga po nowoczesne rozwiązania techniczne, automatyzuje transport węgla, korzysta z ogromnych koparek i równie wielkich wywrotek.

Jednak to wszystko okazało się i tak za mało. Amerykański koncern poprosił właśnie sąd o ochronę przed wierzycielami. Musi teraz posprzedawać zbędne aktywa, dogadać się odnośnie spłaty długów, może przetrwa.

Peabody Energy w liście do sądu skrupulatnie wymienił listę nieszczęść, które spadły na amerykańskie górnictwo. To przede wszystkim dramatyczny spadek cen węgla koksowniczego – wykorzystywanego w hutnictwie i głównie produkowane przez JSW, spowodowany najpierw globalnym kryzysem a potem spowolnieniem w Chinach. To również dynamiczny rozwój sektora gazowego w USA z powodu rozwoju techniki pozyskiwania gazu z łupków.

Seria nieszczęść. Niemal co druga kopalnia upada

Swoje trzy grosze do upadku Peabody Energy dorzucili też politycy – węgiel traktowany jest jako jedno z najbrudniejszych i najbardziej szkodliwych dla środowiska źródeł energii. Władze więc tworzą przepisy, które mają zniechęcić do korzystania z niego.

Przypadek Peabody Energy nie jest odosobniony. Szacuje się, że w USA blisko 45 proc. wydobywanego obecnie węgla wyjeżdża z kopalń należących do spółek znajdujących się właśnie w trakcie upadłości.

Ale być może – dzięki gigantycznej pomocy państwa udzielanej w różnej formie, w tym w postaci dofinansowania ze strony sektora energetycznego – polskie kopalnie, przynajmniej w części, przeżyją.

Słabe światełko w ciemnym tunelu

Mniej więcej gdy Peabody Energy składała wniosek o upadłość układową do amerykańskiego sądu, Analitycy Domu Maklerskiego BZ WBK podnieśli rekomendację dla Jastrzębskiej Spółki Węglowej (JSW) do "kupuj" z "trzymaj", a cenę docelową akcji do 15,6 zł z 10 zł. Dlaczego? Bo cena węgla koksowniczego po czterech latach spadków zaczęła się stabilizować, a nawet lekko rosnąć. Poza tym w BZ WBK wierzą, że JSW przejdzie do końca poważną restrukturyzację – sprzeda zbędne aktywa, przeniesie kopalnie mniej dochodowego węgla energetycznego poza grupę. To pozwoli spółce węglowej w tym roku ponieść stratę w wysokości już tylko 648 mln zł. Zyski może pojawią się w przyszłości.

A co np. z resztą polskich kopalń? Będą potrzebowały górę pieniędzy. Minister energii, Krzysztof Tchórzewski powiedział kilka dni temu posłom w Sejmie, że szacuje się, że aby np. Polska Grupa Górnicza, w skład której ma wejść 11 śląskich kopalń, osiągnęła rentowność, konieczne jest zainwestowanie ponad 2 mld zł.

I te pieniądze – w różnej formie, np. w postaci wyższych rachunków za prąd, wyższych składek ZUS, wyższych podatków lub nawet konieczności rezygnacji z pewnych projektów społecznych lub rozwoju infrastruktury - zapłacą podatnicy, czyli my wszyscy. Minister Energii wyraźnie bowiem powiedział, iż nie są planowane żadne działania, których celem byłaby prywatyzacja jakiegokolwiek polskiego koncernu węglowego - KW, KHW, czy JSW. – dodał.

Tekst pochodzi z blogu „Subiektywnie o giełdzie i gospodarce”.