Nie masz czasu? Nic dziwnego. O to, żeby ci go zabrać walczą naprawdę duże firmy i nazywają to rynkiem

Rynek czasu relaksu. Tak miejsce, w którym funkcjonuje opisuje firma Netflix. Mamy więc nowy dowód na to, że faktycznie czas to pieniądz.

Netflix podał właśnie wyniki finansowe za pierwszy kwartał, które oczywiście są świetne, rosnące i napiszemy o nich na końcu. Bo w raporcie Netflixa jest coś znacznie ciekawszego. Chodzi o ten fragment:

Zarząd Netflixa pisze o swoich konkurentach. Okazuje się, że pojęcie konkurenta traktuje bardzo szeroko. Konkurencją dla Netflixa jest wszystko to, co jego klient robi wtedy kiedy nie ogląda filmu na Netflixie. Dosłownie wszystko. Granie w grę video, oglądanie telewizji, czytanie książki itd. Pewnie również zwykłe rozmawianie z ludźmi, z którymi się mieszka (chociaż akurat o tym Netflix nie wspomina).

Chodzi o nasz czas wolny. Nie ma go zbyt dużo i raczej nie ma szans na to, żeby było go więcej. Jeśli poświęcamy go na konsumowanie produkcji jakiejś firmy, ta firma ma z tego pieniądze. Dlatego walka o nasz czas robi się coraz bardziej profesjonalna, coraz bardziej zacięta i nieustanna. Nasz czas znajduje się teraz w miejscu zwanym „market for relaxation time”.

Im bardziej światowe koncerny o to walczą, tym częściej masz wrażenie, że masz za mało czasu. To dlatego.

A co do wyników Netflixa, to w pierwszym kwartale 2016 spółka miała 1,81 mld USD przychodów od 81,5 mln użytkowników. Zarobiła na tym netto 28 mln USD. Bo czas to pieniądz. Czas jest nasz, a pieniądz ich.