Miedwiediew szczery do bólu: Pieniędzy nie ma, ale... trzymajcie się jakoś

Krym sprawia Rosji coraz więcej kłopotów. Na anektowane terytorium Ukrainy przyjechał niedawno Dmitrij Miedwiediew i musiał się tłumaczyć zdenerwowanym emerytom. Krymianie nie chcą zaakceptować, że że dostają od państwa tylko około 100 euro miesięcznie.

Wypowiedź premiera została zarejestrowana kamerą i opublikowana w internecie. Zaczęło się od tego, że jedna z kobiet uczestniczących w spotkaniu oświadczyła, że dostaje zaledwie 8 tys. rubli, czyli 100 euro miesięcznie. - To nie wystarcza na życie, a ceny są szalone, obrażacie nas - wykrzyczała.

Miedwiediew odparł w stylu wręcz rozbrajającym, że kłopoty są w całej Rosji i po prostu nie ma pieniędzy na indeksację emerytur. - Pieniędzy nie ma. Jeśli je znajdziemy, to zrobimy indeksację, a na razie trzymajcie się jakoś. Wszystkiego najlepszego, dobrego samopoczucia i zdrowia.

Sprawa spotkania Krymian z Miedwiediewem pokazuje, że - choć oficjalnie Rosja stale tworzy obraz stabilnego i pokojowego życia na półwyspie - sytuacja nie jest różowa. Mieszkańcy Krymu od dawna narzekają na znaczący wzrost cen podstawowych towarów, wysokie bezrobocie i korupcję. Nastroje pogarsza militaryzacja i nasilenie represji politycznych oraz to, że pod nowymi rządami na półwyspie najlepiej sytuowaną grupą są pracownicy policji, wojska i urzędów państwowych.

Ceny galopują

Dla przykładu ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrastają na Krymie o wiele szybciej niż w Rosji. Według Rosstatu (Urzędu Statystycznego Federacji Rosyjskiej) stopa inflacji w 2015 r. przekraczała 44 proc. Odpowiedni wskaźnik dla Rosji wyniósł 15,5 proc. W 2015 r. na Krymie szczególnie szybko drożały artykuły żywnościowe.

Krymowi brakuje bowiem przede wszystkim tanich dostaw towarów. Szybko się to zresztą nie poprawi. Most nad Cieśninę Kerczeńską o długości 19 km - budowany za 3,5 mld dol. od połowy 2015 r. - będzie skończony dopiero w 2019 r.

Turystyka ratunkiem

Krymianom bardzo pomogłoby zyski z turystyki, z której żyli, nim nadmorskie kurorty przejęli Rosjanie - organizacja tejże jest jednak, wskutek sankcji UE, zakazana. A że popyt jest pokazuje, że co i rusz ktoś próbuje zachodnie sankcje naruszać lub obchodzić. Np., nie dalej jak we wtorek, dowiedzieliśmy się, że rosyjski touroperator Intourist, który w 75 proc. należy do brytyjskiego potentata Thomas Cook Group, przelał znaczące pieniądze krymskim hotelom.

- To program z naszymi partnerskimi hotelami. Wspomagamy je pieniędzmi przed sezonem, żeby mogły podnieść poziom i jakość oferowanych usług - powiedział RIA Novosti dyrektor zarządzający w Intourist - Thomas Cook Czewdar Stojanow.

Prawnicy wskazują, że - mimo iż Intourist nie rezerwuje pokoi - i tak sprawa budzi wątpliwości i może oznaczać kłopoty dla spółki-matki, czyli brytyjskiego biura podróży.

Sezon wakacyjny na Krymie rozpoczął się 1 maja.