Zagraniczni inwestorzy nie kochają Polski. Liczba inwestycji spada niemal o połowę

Marcin Kaczmarczyk
Kto myśli, że Polska to raj dla zagranicznych inwestorów, ten się głęboko myli. Z najnowszego globalnego raportu o bezpośrednich inwestycjach zagranicznych wynika, że duży kapitał raczej nie podnieca się niskimi płacami w Polsce. Nie to jest dla niego najważniejsze.

 Profesor Leszek Balcerowicz we wtorek rano na Twitterze zasugerował, że narzekanie na zbyt dużą ilość kapitału zagranicznego w Polsce jest nieuzasadnione, skoro w ubiegłym roku napłynęło go do Polski bez porównania mniej niż np. do Irlandii i Holandii.

Balcerowicz tweetBalcerowicz tweet zrzut

Leszek Balcerowicz sięgnął tutaj po dane, które można znaleźć w opublikowanym kilka dni temu opracowaniu „World Investment Report 2016” przygotowanym przez UNCTAD - Konferencję Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju, jedną z agend ONZ. Znaleźć w nim można informacje o wielkości bezpośrednich inwestycji zagranicznych (FDI) zrealizowanych lub zatwierdzonych do realizacji w ubiegłym roku.

Wynika z niego, że od najlepszych dzielą nas lata świetlne. Ponadto z pewnością nie można powiedzieć, że nad Wisłą inwestycji zagranicznych jest za dużo. Wręcz przeciwnie.

Czytaj też: Plan Morawieckiego niemal w połowie ma opierać się na funduszach z Unii. To nierealne po Brexicie.

40 proc. mniej inwestycji niż w 2014 roku

Zacznijmy od tego, że ubiegły rok był pełen pracy dla inwestorów zagranicznych. Wartość wszystkich bezpośrednich inwestycji zagranicznych na świecie sięgnęła kwoty 1,76 bln dol. i była aż o 38 proc. większa niż w roku 2014. Do tego był to najlepszy wynik od czasów globalnego kryzysu, który wybuchł w 2008 roku.

Niestety w Polsce już tak pięknie nie było. Wartość FDI spadła w ubiegłym roku aż o 40 proc. do kwoty 7,49 mld dol. W tym samym czasie np. 2 mld dol. więcej zainwestowali zagraniczni inwestorzy na Malcie, około 1,2 mld dol. więcej w Angoli i około 1,8 więcej w Hiszpanii.

Trudno jest też porównać nasze osiągnięcia pod względem zdolności przyciągania kapitału z takimi krajami, jak Holandia, Irlandia, Szwajcaria czy nawet Francja i Niemcy. Twarde dane absolutnie nie pokazują, by drzwiami i oknami walili do nas inwestorzy z całego świata.

Wykres FDIWykres FDI zrzut ekranu

Zagraniczne inwestycje przyciąga nie tylko tani robotnik

Bardzo ciekawe są dane z raportu UNCTAD, które mówią o tych bezpośrednich inwestycjach zagranicznych, które dotyczą budowy od zera przeróżnych instalacji niezbędnych do prowadzenia biznesu – tzw. inwestycje greenfield. Tak na marginesie odpowiadają one za nieco mniej niż połowę wszystkich FDI – reszta to przejęcia i fuzje.

I tu okazuje się, że nad Wisłą w ubiegłym roku zadeklarowano 234 inwestycje greenfield o wartości 6,14 mld dol. Tak sobie w porównaniu np. do Niemiec, gdzie w budowę od zera infrastruktury dla biznesu – w tym zakładów przemysłowych – inwestorzy zdecydowali się włożyć 12,36 mld dol., we Francji 9,3 mld, a w Wielkiej Brytanii aż 57 mld dol. Gdyby prawdą było, że najważniejszą wartością dla inwestorów zagranicznych jest tani pracownik, nie budowaliby oni tak chętnie fabryk za naszą zachodnią granicą lub na Wyspach. Muszą liczyć się dla nich też inne rzeczy – być może system podatkowy, poziom infrastruktury drogowej i telekomunikacyjnej, stabilność polityczna, kultura organizacji lub wykształcenie pracowników.

Warto zbadać co dokładnie. Bo może dzięki temu przyciągniemy więcej inwestycji zagranicznych do Polski. Chyba warto, skoro po pieniądze z FDI schylają się wszyscy – nawet ci, którzy własnego kapitału mają bez porównania więcej od nas.

Tekst pochodzi z blogu "Subiektywnie o giełdzie i gospodarce"