Morawiecki: Emerytury mogą być wyższe o 2400 zł. Jak on to policzył?

Dzięki reformie systemu emerytalnego przyszłe świadczenie średnio zarabiającego pracownika może wzrosnąć nawet o 2400 zł miesięcznie - zapowiedział wicepremier Mateusz Morawiecki. Brzmi efektownie? Na pewno. Niestety większość z nas na tak znaczną podwyżkę nie ma szans.

W prezentacji przygotowanej przez Ministerstwo Rozwoju znalazła się nawet nieco wyższa kwota, bo aż 2446 złotych. Przeczytaliśmy uważnie ten dokument i sprawdziliśmy, skąd właściwie się wzięła oraz jakie warunki trzeba będzie spełnić, żeby tyle dostawać co miesiąc. Wyliczenia MR zostały przygotowane dla osoby zarabiającej średnią krajową, przy założeniu, że płaca będzie realnie rosła o 2 proc. rocznie, a fundusz zarządzający pieniędzmi będzie zarabiać 3 proc. rocznie. I te wartości wydają się rozsądne. Jest jednak jedno "ale".

Nie każdemu wystarczy lat pracy

Inwestycja z niewysoką roczną stopą zwrotu może dać gigantyczne zyski pod warunkiem, że potrwa odpowiednio długo. Na tym polega magia procentu składanego. Emerytura wyższa o 2446 zł? Tak, ale tylko wtedy, gdy oszczędzanie w nowym systemie potrwa aż 40 lat.

Taka szczęśliwa przyszłość może spotkać jedynie osoby, które dopiero wchodzą na rynek pracy. Ale już dzisiejszy 40-latek, któremu do emerytury zostało 25 lat, przy tych założeniach zdąży uzbierać kapitał zapewniający mu dodatkowe 1068 zł miesięcznie.

Podwyższenie emerytury o 2446 zł miesięcznie będzie też mało realne w przypadku kobiet, jeżeli w życie wejdzie kolejna zapowiadana reforma, czyli obniżenie ich wieku emerytalnego do 60 lat. Kobieta, która zacznie pracę zaraz po ukończeniu liceum albo technikum, raczej nie dostanie od razu średniej krajowej pensji. Natomiast kobieta, która zatrudni się po studiach, nie zdąży do sześćdziesiątki uzbierać 40 lat pracy.

Pracodawca musi dopłacić maksimum

Ministerstwo Rozwoju przedstawiło swoje wyliczenia w dwóch wariantach - przy założeniu składki na poziomie 4% i na poziomie 7%. Gdy i pracodawca, i pracownik wpłacą do systemu tylko wymagane minimum, składka wyniesie 4%. A wtedy możliwa podwyżka świadczenia to już nie 2446 zł, a tylko 1400 zł miesięcznie. Aby uzbierać 7%, obie strony musiałyby zdecydować się na dobrowolne wpłaty w maksymalnej wysokości. Ile firm i ilu pracowników zdecyduje się na to? Raczej nie będą to wielkie liczby - dziś dobrowolne formy oszczędzania na emeryturę nie cieszą się w Polsce szczególną popularnością.

Symulacja wysokości kapitału i świadczeńSymulacja wysokości kapitału i świadczeń Fot: Ministerstwo Rozwoju

Większość zatrudnionych nie zarabia średniej pensji

Trzeba też pamiętać, że średnia niewiele mówi o typowych zarobkach, bo bardzo zawyżają ją pensje osób zarabiających najlepiej. Znacznie lepszymi wskaźnikami są mediana (a więc kwota rozdzielająca krajową listę płac na dwie równe części; połowa zatrudnionych zarabia mniej niż mediana, a druga połowa - więcej) i dominanta (czyli najczęściej spotykane wynagrodzenie).

Dane na ich temat GUS publikuje z ogromnym opóźnieniem - najświeższe pochodzą z października 2014 r. Mediana wynagrodzeń odpowiadała wtedy 83% średniej, zaś dominanta - zaledwie 62% średniej. Przyjmijmy, że dziś te relacje są podobne. Wszystkie wyliczone przez Ministerstwo Rozwoju kwoty byłyby niższe o mniej więcej 1/6, gdyby resort posłużył się medianą, i o prawie 2/5, gdyby użył dominanty. W efekcie 2446 zł zmieniłoby się, odpowiednio, w 2023 zł i 1517 zł.

Ile będziemy zarabiać za 40 lat

Na koniec rzecz absolutnie kluczowa. Jak już wspominaliśmy, autorzy wyliczeń przyjęli założenie, że średnia płaca będzie rosła realnie o 2% rocznie. Dzięki temu w symulacji można przyjąć, że co roku na emerytalne konto będzie wpływała coraz wyższa składka.

Z drugiej strony też trzeba pamiętać, że taki wzrost w skali 40 lat mocno wywinduje średnią pensję. Wyliczone przez Ministerstwo Rozwoju 2446 zł to prawie 57% dzisiejszych średnich zarobków. Byłaby to zupełnie przyzwoita stopa zastąpienia.

Jednak te 2446 zł trzeba odnosić do przeciętnego wynagrodzenia za 40 lat. A to, przy założonym wzroście o 2% rocznie, podskoczy do... 9337 złotych. Przeciętnie zarabiająca osoba w momencie przejścia na emeryturę dostanie więc dodatkowo nie 57%, ale już tylko 26% swojej ostatniej pensji.

Zobacz też: To był jego priorytet. Teraz Andrzej Duda opóźnia decyzje ws. emerytur