Koniec z drobnym drukiem w reklamach banków? Ministerstwo Finansów ma dość takich zagrywek

Realny koszt kredytu już wkrótce może być eksponowany w reklamach równie mocno, jak symboliczne oprocentowanie lub brak prowizji. Jak informuje Bankier.pl, Ministerstwo Finansów chce nałożyć taki obowiązek na banki i firmy pożyczkowe.

W reklamach produktów kredytowych informacje, którymi banki chcą bombardować potencjalnych klientów, mieszają się z takimi, do których umieszczenia zobowiązuje je prawo. Te pierwsze są mocno eksponowane, zaś drugie - schowane tak bardzo, jak to tylko możliwe. Zdarza się, że aby odczytać napisy drobnym drukiem, telewizyjną reklamę trzeba nagrać i obejrzeć w zwolnionym tempie lub wręcz zatrzymać obraz. Jednak możliwości ukrywania tego co niewygodne zostaną drastycznie ograniczone, jeśli wejdzie w życie Ustawa o kredycie hipotecznym, której projekt przygotowało Ministerstwo Finansów. Zawarte w niej przepisy dotyczące reklam będą dotyczyły także innych kredytów udzielanych konsumentom.

Co dokładnie ma się zmienić w zasadach reklamowania kredytów i pożyczek? Po pierwsze, jeśli bank lub firma pożyczkowa zechcą pochwalić się niską stawką oprocentowania lub prowizji, to będzie zobowiązane do tego, by w sposób "co najmniej tak samo widoczny, czytelny i słyszalny" podać obowiązkowe dane dotyczące kredytu, w tym rzeczywistą roczną stopę oprocentowania dla przykładu reprezentatywnego. A więc obok napisu "oprocentowanie już od 3,99%" będzie musiał się znaleźć drugi, nie mniej widoczny: "RRSO wynosi 17,34%". Natomiast w reklamach, które nie podają stawek oprocentowania czy prowizji, RRSO będzie musiała być zaprezentowana "w sposób co najmniej tak samo widoczny, czytelny i słyszalny", jak pozostałe informacje zawarte w komunikacie.

PieniądzePieniądze fot. Gazeta.pl

To duża zmiana w porównaniu z aktualnie obowiązującym stanem prawnym. Dziś przepisy jasno określają, jakie informacje powinny się znaleźć w reklamie produktu kredytowego, a dodatkowo nakazują, by były one jednoznaczne, zrozumiałe i widoczne. Taki nieostry zapis zostawia jednak pole do nadużyć. Jak czytamy w uzasadnieniu do projektu ustawy, dochodzi do nich zwłaszcza w reklamach telewizyjnych. Obowiązkowe informacje często są prezentowane małą czcionką, niekiedy słabo odróżniającą się od tła i zbyt krótko, by odbiorca reklamy mógł się z nimi zapoznać. Dodatkowo ich przyswojenie utrudnia skomplikowany język, jakim są formułowane.

W ten sposób instytucje finansowe naruszają nie tylko dobre obyczaje, ale też prawo. Tylko w tym roku prezes UOKiK wydał pięć decyzji dotyczących niewystarczająco czytelnych przekazów reklamowych instytucji finansowych. Stwierdził w nich, że banki i firmy pożyczkowe w swoich reklamach naruszały zbiorowe interesy konsumentów poprzez informowanie o istotnych parametrach kredytu w sposób uniemożliwiający odczytanie tych informacji z uwagi na wielkość czcionki oraz zbyt krótki czas ich prezentacji. Wszystkie te decyzje dotyczyły kampanii reklamowych prowadzonych w roku 2014. Na liście ukaranych znalazły się Alior Bank, BGŻ BNP Paribas (za kampanię firmowaną jeszcze przez Bank BGŻ), Credit Agricole, Euro Bank i Provident Polska. Każda z tych instytucji została zobowiązana, by wykupić czas reklamowy w TVP 1 i poinformować w nim o stosowaniu niedozwolonych praktyk. Prezes UOKiK nakazał też bankom, które dopuściły się nadużyć, umieszczenie takich wyjaśnień na swoich stronach internetowych.