Sąd: Ten kredyt frankowy wcale nie jest kredytem. Klientka nie będzie musiała oddać bankowi pożyczonych pieniędzy?

Sąd Okręgowy w Warszawie uznał konstrukcję kredytu indeksowanego do franka, na którą poskarżyła się klientka Banku Millennium, za jedynie "zbliżoną do kredytu". Umowa jest nieważna. Strony powinny zwrócić sobie to, co dostały. Ale możliwe, że klientka wcale nie odda bankowi pożyczonej kwoty. Wyrok jest nieprawomocny.

Sąd Okręgowy w Warszawie pod koniec sierpnia nakazał Bankowi Milllennium zwrot frankowiczowi ponad 100 tys. zł. To najwyższa kwota zasądzona dotychczas w sprawach frankowych. Pisaliśmy o tym w tym miejscu. Teraz poznaliśmy szczegóły wyroku i jego uzasadnienie.

Umowa zawierała klauzulę indeksacyjną (zapis określający sposób przeliczania kwoty kredytu między frankami a złotymi), którą już wcześniej zakwestionował Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Warszawski Sąd Okręgowy uznał, że jest związany tym wyrokiem SOKiK i wskazał, że kwestionowany w sprawie zapis jest niedozwolony i należy go usunąć z umowy.

Warto zaznaczyć, że powodem zakwestionowania przez SOKiK klauzuli było wyłącznie niedoprecyzowanie sposobu ustalania kursów do przeliczeń przy rozliczaniu kredytu. Nie chodziło natomiast o sam fakt zastosowania indeksacji (cytat za SOKiK: "Oczywistym jest, że zawierając umowę kredytu indeksowanego w walucie obcej konsument jest świadomy, a przynajmniej powinien być świadomy, ryzyka, jakie się z tym wiąże").

Klauzuli abuzywnej (niedozwolonej) sąd nie może zmodyfikować czy wprowadzić innego zapisu w jej miejsce. Może uznać, że umowa dalej jest "sensowna" bez zakwestionowanego zapisu i można ją kontynuować, albo, że brak tej klauzuli uniemożliwia prawidłowe wykonanie umowy.

Warszawski Sąd Okręgowy orzekł, że skoro klauzula indeksacyjna nie wiąże, to nie ma kursu, po którym mogłaby się dokonać indeksacja. Nie da się więc określić świadczenia głównego stron w walucie indeksacyjnej. A to doprowadziło do upadku umowy od początku. Umowa jest po prostu nieważna.

Wyrok inny niż w maju

Sąd wskazał przy tym, że umowa kredytu indeksowanego jest umową nienazwaną, jedynie "zbliżoną do umowy kredytu bankowego". To „rodzaj umowy stanowiący produkt ewolucji produktów finansowych" - choć, jak wskazał sąd, celem tego produktu było "ułatwienie kredytobiorcom dostępu do korzystniejszych warunków pozyskiwania kapitału w walucie obcej, w zamian za przyjęcie ryzyka kursowego".

Warto zaznaczyć, że gdyby umowa była dalej kontynuowana z wykluczeniem klauzuli indeksacyjnej, to kredyt okazałby się "standardowym" kredytem złotowym, ale oprocentowanym jak kredyt walutowy. Sąd uznał jednak, że takie rozwiązanie "byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego jako niesprawiedliwe wobec tych kredytobiorców, którzy zawarli umowę zwykłego (nie indeksowanego) kredytu i w związku z tym ponosili znacznie wyższe koszty kredytu".  To o tyle ciekawe, że w maju w sprawie kredytu w mBanku zapadł dokładnie właśnie taki wyrok - sąd zdecydował, że kredyt ma być spłacany jak złotowy, ale przy niskim oprocentowaniu jak dla kredytu we frankach. To pokazuje, że linia orzecznicza w sprawach frankowych dopiero się kształtuje.

Co teraz?

Wyrok jest nieprawomocny. Co jednak, gdyby się uprawomocnił i faktycznie wszedł w życie?

Technicznie strony powinny sobie zwrócić to, co sobie świadczyły na podstawie nieważnej umowy - czyli bank klientowi pobrane odsetki czy prowizje, a klient bankowi kwotę kredytu (plus ewentualne wynagrodzenie dla banku za to, że korzystało się  z kapitału bez wynagrodzenia). - Zasadniczo jeśli umowa jest nieważna, to mamy nienależne świadczenie. Termin przedawnienia dla takiego świadczenia to 10 lat - w przypadku kredytów ten czas liczy się od dnia wypłaty kredytu. Jednak roszczenia z tytułu działalności gospodarczej (a taką wszak prowadzi bank) przedawniają się już po 3 latach - komentuje jednak Barbara Garlacz, radca prawny który wygrał tę sprawę.

To oznacza, że bank może nie odzyskać pieniędzy, które pożyczył klientce w 2008 r. Szykuje się naprawdę interesujący ciąg dalszy tego sporu.

KOMENTARZ BANKU MILLENNIUM

"Wyrok w sprawie nie jest prawomocny. Bank zamierza złożyć apelację" - mówi Iwona Jarzębska, Rzecznik Prasowy Banku Millennium S.A.

Dotychczas nie zapadł przeciwko Bankowi Millennium żaden prawomocny wyrok, w którym zakwestionowano by ważność umów kredytów walutowych indeksowanych zawieranych przez Bank z Klientami. Bank nie został również prawomocnie zobowiązany do zwrotu rat kredytu poddanych indeksacji w jakiejkolwiek części.W ocenie Banku dominujące orzecznictwo zarówno Trybunału Sprawiedliwości UE, Sądu Najwyższego jak i sądów okręgowych potwierdza co do zasady ważność umów kredytów walutowych indeksowanych i denominowanych do franków szwajcarskich oraz istnienie i zasadność wierzytelności banków z ich tytułu.

Więcej o:
Komentarze (109)
Sąd: Ten kredyt frankowy wcale nie jest kredytem. Klientka nie będzie musiała oddać bankowi pożyczonych pieniędzy?
Zaloguj się
  • kamila3345

    Oceniono 1 raz 1

    Po co robić ludzimo nadzieję, bieg przedawnienia rozpoczyna się od momentu powstania nalezności czyli od uniewaznienia umowy.

  • bob_59

    Oceniono 4 razy -2

    W zasadzie ten bankowy pomysł "frankowych" kredytów można by twórczo rozwinąć i zastosować do wszystkich osób odwiedzających Polskę. Mianowicie przy wjeździe mieli by oni obowiązek wymiany całej posiadanej waluty na PLN (po kursie kupna oczywiście), zaś przy wyjeździe prawo odkupienia "zdeponowanej" waluty po kursie sprzedaży. Tabele kursowe walut z kursami sprawiedliwymi publikowała by codziennie kancelaria PAD-a.
    Środki na 500+ zapewnione...

  • Jan Osik

    0

    MPM?
    no zajebista firma ...
    tyle, że ja wolę kupić jakiś markowy sprzęt i to bez solorzowego rabatu .....

  • ks666

    0

    Istotne to jest to, że to nie kredyt, a hybryda kredytu z instrumentem finansowym,
    Banki więc oszukiwały twierdząc, że to co udzielały w frankach to kredyt.
    Faktycznie więc kredyt ten to kredyt złotówkowy z oprocentowaniem mniejszym niż wówczas na rynku.

  • 162tony

    Oceniono 8 razy 4

    DRODZY PAŃSTWO!
    Jest 100% sposób na pozbycie się tzw "Kredytu Frankowego". Musicie udowodnić w sądzie że w momencie podpisywania umowy byliście niepoczytalni. Jest to proste do udowodnienia bo jeśli ktoś podpisuje umowę o mniej więcej takiej treści:
    - biorę 350 tysięcy złotych kredytu ale we frankach przeliczając kurs z dnia wzięcia kredytu
    - kwotę we frankach dzielę na ilość miesięcy do spłaty
    - będę oddawać ileś franków miesięcznie ale w złotówkach
    - nie znam kursu franka ale może to być 1zł albo 5zł
    - spred ustala bank i ustala jak chce...

    No to jeśli ktoś podpisuje taką umowę - TO JEST NIEPOCZYTALNY!

  • tygrys102

    Oceniono 7 razy -3

    stwierdzam, że sędziowie nie mają bladego pojęcia o finansach, gospodarce, kredytach...wielu to leniwe patalachy

  • Oceniono 2 razy -2

    rata kredytu jest okresowa i pożytki z niej ( odsetki ) natomiast kredyt nie jest okresowym . Jest jednorazowo postawianiem do dyspozycji klienta świadczeniem. Pani mecenas się myli . I tak oto powódka chcąc odzyskać nadmierne odsetki

  • mcguirre

    Oceniono 4 razy -2

    A czy ta klauzula podczas podpisywania umowy tej pani przeszkadzała czy nie ? Skoro podpisała umowę to chyba nie, prawda ?

  • udno

    Oceniono 2 razy 2

    Problem tylko taki, że tego typu wyrok większości ludzi nic nie daje. Po prostu. Zgodnie z jego sentencją należy zwrócić bankowi pożyczone pieniądze (jak rozumiem w PLN). Czyli trzeba wziąć nowy kredyt na dzisiejszych złotówkowych warunkach bo mało kto ma ot tak 200-500 tys PLN w kieszeni. Czyli rata będzie porównywalna a za chwilę, po wzroście WIBOR wyższa niż obecna rata frankowa. Jedyny plus, że nominalna kwota kredytu spadnie. Ale jako, że sam brałem kredyt 10 lat temu i kolejny parę miesięcy temu. Oba w PLN to doświadczyłem tego, że uzyskanie zdolności wtedy to był pikuś w porównaniu z tym co jest dzisiaj. Z jednej strony moje dochody wielokrotnie wzrosły. Ale z drugiej strony do układanki doszły dzieci i bardzo radykalne zacieśnienie polityki kredytowej przez banki co skutkowało tym, że zdolność miałem z bardzo niewielkim zapasem a spodziewałem się, że nie będzie najmniejszego problemu. Jak do tego dojdą jeszcze mieszkania z lat 2007-2008 która mają dziś niższą wartość niż wtedy, konieczność wyłożenia 15 a za chwilę 20% wkładu własnego i jeszcze łatka ryzykowanego klienta bo jest duża szansa, że w historii były jakieś problemy ze spłatą (inaczej nie byłoby pewnie sprawy sądowej) to kredyt może być nieosiągalny. Szczególnie, że aktualne marże w PLN to około 2-2,1% podczas gdy w tamtych latach było to zwykle poniżej 1% zarówno dla franka jak i dla PLN. Tutaj po części możemy podziękować PiS bo jeszcze pod koniec tamtego roku było to około 1,6-1,7%. Dlatego akurat takie rozstrzygnięcie sprawy jest korzystne tylko dla jednostek które mają w zanadrzu pieniądze na spłatę tego pierwotnego kredytu. Gdyby to zastosować systemowo to wpuściłoby całą masę frankowiczów w jeszcze większy kanał niż są dzisiaj a banki puściło z torbami bo większość frankowiczów nie miała by dzisiaj szans na uzyskanie finansowania nawet na połowę kwoty która dostali wtedy i banki zostałyby z tysiącami niesprzedawalnych zamieszkanych mieszkań.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX