Rosja nie chce polskich jabłek? Kupią je Chińczycy. Choć na początku niewiele

Produkują kilkanaście razy więcej jabłek niż Polska, a i tak chcą je kupować w naszym kraju. Jednak wcześniej chińscy inspektorzy muszą skontrolować warunki w polskich sadach i pakowalniach

W październiku do Polski przyjadą na tydzień przedstawiciele Generalnej Administracji ds. Nadzoru Jakości, Inspekcji i Kwarantanny Chińskiej Republiki Ludowej. Sprawdzą tu, w jakich warunkach są hodowane i pakowane jabłka. To warunek niezbędny, by polskie owoce mogły trafić na ten dalekowschodni rynek. Oba kraje w czerwcu podpisały protokół, umożliwiający sprzedaż polskich jabłek do Chin, o ile spełnią one tamtejsze wymogi fitosanitarne.

Początkowo będą to niewielkie ilości. Prezes Związku Sadowników RP, Mirosław Maliszewski, ocenia, że jeśli wszystkie zainteresowane gospodarstwa przejdą kontrolę, to łącznie do Chin może trafić 20-30 tys. ton owoców.

100 tys. ton jabłek

Maliszewski szacuje też, że Chińczycy byliby skłonni kupić nawet 100 tys. ton owoców. A to byłoby już znaczącą pozycją w polskim eksporcie. W sezonie 2015/16 Polska sprzedała za granicę 860 tys. ton jabłek. Natomiast całość produkcji tych owoców w 2015 r. to 3,2 mln ton. W tym roku zbiory powinny być jeszcze większe – GUS szacuje je na 3,5 mln ton. Z kolei produkcja Chin to nawet 40 mln ton rocznie.

Wstępne zainteresowanie eksportem do Chin zgłosiło ponad 900 krajowych sadowników i około 160 pakowalni. Jednak część z nich wycofała się, głównie ze względu na koszty, sięgające kilkuset złotych za hektar gospodarstwa. Kolejni producenci będą mogą dołączyć do programu od przyszłego sezonu.

Więcej o: