Rząd chce superpodatku. Nie wszyscy na tym skorzystają. Kto zaoszczędzi, a kto zapłaci więcej?

Szczegółowe informacje na temat przygotowywanych przez rząd zmian w systemie podatkowym, w tym progi i stawki podatkowe, mamy poznać najpóźniej w połowie listopada. Jednak już dziś można próbować wskazać, które grupy prawdopodobnie stracą na tych zmianach, a które mogą zyskać.

 

Od początku roku 2018 płacone dotąd daniny na ZUS, NFZ i podatek dochodowy mają zostać zastąpione jednym superpodatkiem. Planowane jest wprowadzenie czterech lub pięciu stawek tego podatku. Ze wstępnych deklaracji wynika, że najniższa wyniesie 19,5 proc., najwyższa - około 40 proc. Zmiana ma być neutralna na budżetu, a to oznacza, że aby jedne grupy podatników mogły zyskać, inne będą musiały stracić.

Nowy podatek mniej dolegliwy niż dziś PIT i ZUS

Szczegółowe analizy będą uprawnione dopiero wtedy, gdy poznamy dokładne stawki podatku i progowe kwoty dochodów. Ale już dziś można zaryzykować twierdzenie, że na ich ogłoszenie mogą ze spokojem czekać pracownicy etatowi wpadający w drugi próg podatkowy (granicą jest kwota 85528 zł) którzy od całości dochodów płacą składki na ZUS. Jak przekonuje Henryk Kowalczyk, szef Stałego Komitetu Rady Ministrów, dziś realnie obciążenie ich dochodów może dochodzić nawet do 60 proc. Dlatego nawet gdyby po zmianach objął ich podatek liczony według najwyższej stawki, to i tak zaoszczędzą.

Trudniej oszacować, czy na reformie skorzystają czy stracą etatowcy zarabiający jeszcze lepiej. Choć prawdopodobnie zapłacą mniejsza daninę od części zarobków, to równocześnie stracą przywilej, jakim cieszą się dziś. Obecnie od dochodów przekraczających trzydziestokrotność podstawy wymiary składek ubezpieczeniowych nie płaci się już składek emerytalno-rentowych. Najlepiej zarabiający są więc zwalniani z tego obowiązku, gdy w ciągu roku zarobią ponad 121650 zł. Po zmianach jednolity superpodatek mają płacić od całości dochodu. Można oczekiwać, że osoby dziś nieznacznie przekraczające ten próg nieco skorzystają na zmianach, zaś zarabiający dwu- albo trzykrotność tej kwoty - raczej stracą.

Umowy cywilnoprawne przestaną się opłacać

Zmian powinny się też obawiać osoby, które dla obniżenia kosztów zrezygnowały z umów o pracę (lub zostały do takiej rezygnacji zmuszone) i zarabiają na podstawie umów cywilnoprawnych, a więc umów-zleceń i umów o dzieło. W obecnym stanie prawnym takie umowy pozwalają uniknąć płacenia składek na ZUS (dzieła) lub wyraźnie je zmniejszyć (zlecenia). Dodatkowym bonusem są wysokie, zryczałtowane koszty uzyskania przychodu, dzięki którym realna obniża się realna stawka podatku dochodowego. Tę furtkę rząd planuje zamknąć. System ma być zmieniony tak, by „nie było żadnego interesu w wyborze umów cywilnoprawnych zamiast umowy o pracę”. Trudno to interpretować inaczej, niż jako zapowiedź likwidacji tych ryczałtowych kosztów uzyskania przychodu. Zwłaszcza gdy zestawi się to z niezbyt jasnymi deklaracjami dotyczącymi kosztów odliczanych od przychodu przez etatowców.

Dla przedsiębiorców koniec z 19 proc. liniowym podatkiem

W zasadach opodatkowania przedsiębiorców szykują się przynajmniej dwie duże zmiany. Z dotychczasowych zapowiedzi wynika, że w trzecim roku prowadzenia działalności najmniejszym firmom zostanie oszczędzony "szok składkowy". Obecnie osoby prowadzące działalność gospodarczą przez dwa pierwsze lata oddają do ZUS 465,28 zł miesięcznie. Po tym czasie stawka skokowo rośnie, aż do 1121,52 zł miesięcznie. Jak wynika ze wstępnych jeszcze zapowiedzi, po zmianach obciążenie przedsiębiorców ma się zmniejszyć do około 500 zł miesięcznie. Tu w rządowych zapowiedziach wydać pewną niespójność. Choć nowy superpodatek ma być jednolity, progresywny i naliczany od kwoty dochodu, równocześnie zapowiadane jest pozostawienie "składkowego ryczałtu", przynajmniej dla najmniejszych firm.

Znacznie gorzej brzmi druga zapowiedź, o likwidacji 19 proc., liniowego podatku dla firm. Zmiana jest uzasadniana tym, by system był bardziej sprawiedliwy, ale też prostszy. Z deklaracji min. Kowalczyka wynika, że rząd chce opodatkować według jednolitych zasad wszystkie rodzaje działalności, w których ewidencjonowane są przychody, koszty i dochody.

Kwota częściowo wolna od podatku

To nie jedyny znak zapytania. Nie do końca jasne są deklaracje dotyczące kwoty wolnej od podatku. W jednym z wcześniejszych wywiadów min. Kowalczyk dał do zrozumienia, że jednolity podatek będzie tak naprawdę... sumą dwóch. Odpowiednik dzisiejszej składki emerytalnej będzie naliczany od każdej zarobionej złotówki. Natomiast "część podatkowa" nowej daniny ma już uwzględniać kwotę wolną od podatku. Nie wiadomo jednak, czy ta kwota wolna będzie jednakowa dla wszystkich, czy tym wyższa, im niższe są zarobki podatnika.

Co się nie zmieni

Reforma ma dotyczyć wyłącznie opodatkowania dochodów z pracy. Nie zmienią się więc zasady płacenia zryczałtowanego podatku od najmu ani tzw. podatku Belki (od dochodów kapitałowych).

Harmonogram dalszych działań

Założenia podatku, w tym planowaną skalę podatkową, rząd chce przedstawić do połowy listopada. Do końca listopada projekt miałby zostać przyjęty przez rząd. Następnie kolejny miesiąc lub dwa potrwają prace w parlamencie. Henryk Kowalczyk deklaruje, że chciałby, aby proces legislacyjny zakończył się najpóźniej w lutym 2017 r. Nowe przepisy powinny wejść w życie od początku roku 2018. Dzięki takiemu harmonogramowi ZUS będzie miał wystarczająco dużo czasu na przygotowanie się do zmian.

Zobacz też WIDEO: Podatek handlowy zawieszony. Szałamacha: To sukces lobbystów