Chiny straszą świat: "szykujcie się na podwyżki". To koniec tanich towarów?

Po latach konkurowania niskimi cenami chińskie fabryki nie będą w stanie nadal ciąć kosztów. Wzrost cen będzie odczuwalny na całym świecie.

Przykładem może być eksportująca środki higieniczne firma Jiangmen Luck Tissue Mfy, która musi zmierzyć się z rosnącymi płacami oraz słabnącym popytem. By przetrwać, jej władze zredukowały personel o połowę, obcięły ceny i zautomatyzowały produkcję. Dziś spółka musiała podnieść ceny po raz pierwszy od 2010 roku.

- Nie ma możliwości, by nadal obniżać ceny. Koszty są już dość wysokie i nie widzę szansy, że spadną, szukam okazji do podniesienia cen - mówi zastępca dyrektora Roger Zhao firmy zlokalizowanej w mieście Jiangmen.

Podobne refleksje ma Sandy Chang, właścicielka producenta akcesoriów łazienkowych Xinchen Gift. Spółka odczuła dotkliwie słabe zapotrzebowanie na głównych rynkach w Japonii, Europie i Stanach Zjednoczonych. Od 2012 roku sprzedaż spadła o 30 procent, płace w ciągu ostatniej dekady wzrosły aż czterokrotnie. Rosną ceny materiałów, w tym marmuru i żywicy. Spółka w stosunku 2014 roku zredukowała zatrudnienie o połowę.

- Niemożliwe, by jeszcze bardziej obniżyć ceny - zauważa Sandy Chang. - Jedynym wyjściem jest podniesienie efektywności, zmniejszenie ilości odpadów i zwiększenie sprzedaży.

Podwyżki na całym świecie

Dla gospodarki światowej decyzje takich firm jak Jiangmen Tissue, aby zatrzymać cięcia cen, a nawet podnieść je tam, gdzie popyt na to pozwala, są ważne. Ceny produkcji w Chinach wzrosły we wrześniu po raz pierwszy od prawie pięciu lat.

Shane Oliver, szef strategii inwestycyjnej w AMP Capital Investors zauważa, że powrót Chin do wzrostu cen produkcji zapowiada zmniejszenie presji deflacyjnej w Europie, USA i u innych dużych importerów chińskich towarów.

- To pierwszy etap. Drugim będzie mocniejszy popyt globalny – wyjaśnia Shane Oliver.

Wpływ odczują kraje, w których import z Chin jest znaczący. W Japonii to prawie 25 procent całkowitego importu, w Australii około 23 procent.

- Będzie to wpływać na australijskie ceny wielu importowanych dóbr konsumpcyjnych, takich jak AGD czy duże telewizory – mówi Michael Blythe, główny ekonomista w Commonwealth Bank of Australia. 

Więcej o: