Nowe zagrożenie ze strony rosyjskich hakerów. Mówi o tym faworyt wyborów prezydenckich we Francji

Marcin Kaczmarczyk
Rosyjscy hakerzy i francuskojęzyczne media finansowane przez Rosjan atakują coraz mocniej Emmanuela Macrona, centrowego faworyta w nadchodzących wyborach prezydenckich. Szef jego kampanii wzywa rząd do obrony przed tego rodzaju atakami.

W Unii Europejskiej mamy potwierdzone już gospodarcze ożywienie. Rynki z uwagą jednak czekają na wynik nachodzących wyborów w Europie. Od nich w ogromnym stopniu zależy zarówno dalszy rozwój gospodarczy, jak i notowania euro, a nawet przyszłość całej Unii Europejskiej. Niestety, zmaterializowało się właśnie ryzyko, o którym słuchaliśmy od co najmniej kilku miesięcy.

- Te same rosyjskie grupy, który włamały się do komputerów Partii Demokratycznej w trakcie ostatniej kampanii wyborczej w USA próbują teraz wpłynąć na wybory w Europie – powiedział w poniedziałek dla Financial Times David Grout, szef na południową Europę w amerykańskiej firmie FireEye, będącej jednym z największych na świecie dostawców rozwiązań z zakresu cyberbezpieczeństwa. Ta wypowiedź koreluje z najnowszymi wydarzeniami i komentarzami docierającymi z Francji.

Czytaj więcej: Z początkiem stycznia o próbach ataków na francuski system wyborczy mówił minister obrony Francji.

Ataki na stronę faworyta zza rosyjskiej granicy

W poniedziałek i we wtorek hakerzy atakowali sieć komputerową oraz stronę WWW Emmanuela Macrona, kandydata, który ma teraz największe szanse na wygraną w wyborach prezydenckich we Francji. Richard Ferrand, szef jego kampanii, powiedział w wywiadzie dla kanału France 2 Television, że za tymi atakami stoi rosyjski rząd.

- Te ataki przychodzą zza rosyjskiej granicy – mówił. – Chcemy silnej Europy i właśnie dlatego nasze systemy informatyczne są atakowane przez państwo rosyjskie – tłumaczył.

ANSSI, francuska agencja rządowa ds. ochrony systemów informatycznych nie potwierdziła teraz, ani nie zaprzeczyła, że za atakami stoją Rosjanie. Pod koniec ubiegłego roku jednak ostrzegła kandydatów startujących w wyborach, że takie zdarzenia mogą mieć miejsce.

Biuro urzędującego prezydenta Francoisa Hollande’a poinformowało natomiast, że rząd jest coraz bardziej zaniepokojony groźbą ataków hakerów podczas wyborów i jeszcze w tym tygodniu ten temat będzie omawiany w trakcie cotygodniowego posiedzenia dotyczące bezpieczeństwa.

Rosjanie zaprzeczają

Dmitrij Pieskow, rzecznik Kreml zaprzeczył we wtorek, że Rosja ma cokolwiek wspólnego w atakach na infrastrukturę IT kandydatów na prezydenta Francji. Nie ma takiej możliwości – mówił – by rząd rosyjski był w jakikolwiek sposób powiązany z nimi i dodał, że sugerowanie, że tak jest to „absurd”.

Wiarygodność Kremla nie jest tu jednak duża. Podobnie mówił Pieskow i inni przedstawiciele Kremla przed wyborami w USA – zanim jeszcze pojawił się raport amerykańskich służb potwierdzający wspieranie przez Rosjan ataków na sieć komputerową Hillary Clinton.

Rosyjskie media: kandydat lobby gejowskiego

Richard Ferrand w wywiadzie dla France 2 Television mówił też, że setki, a nawet tysiące ataków rosyjskich hakerów i kłamstwa (fake news) rozpowszechniane przez rosyjskie media we Francji wpływają już na francuskie życie polityczne.

- Dzisiaj musimy spojrzeć na fakty – dwa znane media we Francji – Russia Today i Sputnik, które należą do rosyjskiego rządu rozpowszechniają kłamliwe raporty – mówił.

To właśnie w wywiadzie wyemitowanym przez kanał Sputnik Francuzi mogli np. usłyszeć, że Macron jest wspierany przez „bardzo bogate gejowskie lobby”.

Ferrand przypomniał też, że na jednym z kontrolowanych przez Rosjan blogów pojawił się fake news o tym, że Macron wybrał się na wycieczkę do Libanu na koszt podatników. – To oczywiście nieprawda. Ale „news” poszedł w świat i zrobił dużo złego – zauważył Ferrand.

Wyraźnie też było widać, że rosyjskie media we Francji zaczęły szczególnie silnie atakować Macrona, kiedy mocno wzrosły jego szanse wyborcze.

Macron najbardziej antyrosyjski

To, że rosyjscy lub wspierani przez Rosjan hakerzy i trolle atakują właśnie Emmanuela Macrona nie dziwi. Jest najbardziej antyrosyjski z kandydatów startujących w wyborach prezydenckich we Francji.

Le Pen nazywa sankcje Zachodu na Rosję „całkowicie głupimi”. Francois Fillon, kandydat umiarkowanej prawicy również je krytykuje i wzywa do ocieplenia relacji z Moskwą. Macron myśli tu inaczej.

Czytaj więcej: Le Pen zamierza opodatkować polskich hydraulików.

Nazywa Fillona „Putinofilem” i uważa, że sankcje na Rosję będzie można znieść dopiero, gdy Kreml przestanie ingerować w procesy demokratyczne w Europie i zaprzestanie też traktować eksport nośników energii, jako użyteczne narzędzie politycznego szantażu.

- Nie ufam Francuzom mówiącym, że wielka Francja powinna rozmawiać z wielką Rosją – to naiwne. Rosja jest oczywiście geograficznie w Europie i jest z nią historycznie powiązana. Mamy wiele wspólnych korzeni – np. literaturę. […] Ale rosyjscy przywódcy nie podzielają naszych wartości i punktów widzenia – mówił niedawno Macron w Berlinie.

Tekst pochodzi z blogu „Subiektywnie o giełdzie i gospodarce”.