Wyłożyli milion złotych. Z bardzo nietypowym biznesem polska firma chce podbić Europę

Obieg dokumentów między firmami a ich klientami potrafi trwać nawet kilka dni. Proces ten mają skrócić mało popularne jeszcze w Polsce e-podpisy. Ich obsługą zajmuje się Autenti, platforma do autoryzacji dokumentów i zawierania umów przez internet.

Weryfikacja założeń

- Pierwszych użytkowników pozyskaliśmy w listopadzie 2015 roku podczas targów e-commerce. Rozdaliśmy wówczas ponad stu uczestnikom wydarzenia pudełka z kluczem dostępu do naszego oprogramowania. Żaden z nich jednak nie płacił nam za to ani grosza – wspomina dyrektor generalny Autenti Grzegorz Wójcik. Nie płacił, bo nie na tym zależało autorom platformy do zawierania umów przez internet.

Chcieli w ten sposób poznać opinie klientów na temat realizowanego projektu i wdrożyć ewentualne poprawki, jeśli takie miałyby okazać się niezbędne do prawidłowego funkcjonowania serwisu. Kilka uwag pojawiło się od razu. Jeszcze wtedy zakładali, że przed złożeniem elektronicznego podpisu, każda ze stron musi dla własnego bezpieczeństwa utworzyć konto, a potem się do niego zalogować.

Produkt to nie wszystko

- Okazało się to bardzo mylnym przypuszczeniem, ponieważ większość klientów po otrzymaniu dokumentów do podpisu, wcale nie chciało się rejestrować. Zmieniliśmy więc proces tak, aby konto zakładało się w locie. Najpierw użytkownik może zapoznać się z treścią pliku, a dopiero potem, gdy wie czego się spodziewać, prosimy go o dokonanie kolejnych akcji – tłumaczy Wójcik.

Dodaje, że produkt jest jednak tylko częścią biznesu i żeby ten mógł funkcjonować, trzeba było także dopasować model biznesowy do rynku. Nieco przypomina on ten, z którego korzystają operatorzy sieci telekomunikacyjnych. Oznacza to tyle, że Autenti udostępnia klientom platformę, dopiero po opłaceniu miesięcznego albo rocznego abonamentu. I tak samo jak nie płacimy za odebrane połączenia telefoniczne, nie płacimy również za odebranie dokumentów i złożenie na nich e-podpisu.

Milion złotych z własnej kieszeni

Według Grzegorza Wójcika, to właśnie konieczność dokonywania opłat za podpisywanie otrzymywanych dokumentów jest jedną z głównych przyczyną braku popularności elektronicznych podpisów. – Kwestie prawne zostały unormowane już kilka lat temu, ale dotychczasowe narzędzia są zwyczajnie bezużyteczne – mówi. Do pokonania pozostają jeszcze bariery mentalne, ale i tymi niespecjalnie się przejmuje.

- Pytaniem nie jest czy dokumenty w ogóle będą podpisywane elektronicznie, ale kto będzie obsługiwał ten proces platformowo – dodaje. Wierzy, że Autenti, bo inaczej nie zainwestowałby razem z trzema wspólnikami miliona złotych z własnej kieszeni w to przedsięwzięcie. Do korzystania z elektronicznych podpisów i serwisu autoryzującego umowy, przekonać nas zresztą mają proste argumenty.

Szybki obieg dokumentów

Pierwszym z nich jest czas. Przedsiębiorca tłumaczy, że dzisiaj wysłany dokument kurierem albo pocztą, wróci do nas z podpisem przy dobrych wiatrach następnego dnia. Zwykle jednak musimy poczekać trochę dłużej. Drugim jest cena. Kurier liczy sobie za dostarczenie przesyłki minimum 10 złotych w jedną stronę, z kolei nadanie priorytetu pocztą to mniej więcej 5 złotych.

Zdaniem Wójcika, platforma do zawierania umów przez internet wygrywa na obu polach. Głównie dlatego, że skraca obrót dokumentami z dni do minut albo w najgorszym przypadku do godzin, a do tego pozwala zaoszczędzić pieniądze. Chwali się, że dzięki Autenti jedna z firm świadczących usługi HR zdołała w ciągu jednego dnia przeprocesować około 2 tys. umów, zaś przedsiębiorstwo pożyczkowe wygrało wszystkie sprawy sądowe przeciwko nierzetelnym klientom.

Podbój Europy

Mniej więcej półtora roku temu z platformy Grzegorza Wójcika korzystało 150 przedsiębiorców i 820 prywatnych użytkowników, którzy za pośrednictwem serwisu odbierali dokumenty. Dziś statystyki wyglądają lepiej: 300 kont firmowych i blisko 7 tys. indywidualnych użytkowników. Na tym jednak Autenti nie zamierza poprzestać. W ciągu pięciu lat zamierza podbić rodzimy rynek i Europę. Być może zrealizuje ten cel, dzięki pomocy inwestorów, z którymi prowadzi rozmowy.

 

 

 

 

 

 

Więcej o: