Czesi drukują korony za 15 mld euro miesięcznie, aby pomóc gospodarce

Czesi mają problem jak Szwajcarzy. Muszą sprzedawać miliardy nowych koron, by nie dopuścić do ich zbyt dużego umocnienia. Właśnie padł rekord.

Narodowy Bank Czech (CNB) podał we wtorek najnowsze dane o rezerwach walutowych kraju. Są szokujące. Okazało się, że w styczniu i w lutym wzrosły one aż o ponad 25 proc. w stosunku do grudnia – do kwoty 105,39 mld euro. W styczniu zanotowano powiększenie rezerw, aż o 15 mld euro, a w lutym o 8,8 mld euro. To dwa rekordy – nigdy wcześniej czeskie rezerwy walutowe nie rosły w takim tempie.

Z danych opublikowanych również przez CNB wynika, że Czesi w styczniu wydali na bezpośrednie interwencje na rynku walutowym równowartość 14,5 mld euro – mówiąc prościej za taką kwotę sprzedali nowe korony. Były to największe w historii interwencje walutowe dokonane przez czeski bank centralny.

Czytaj więcej: Idą ciężkie czasy dla franka i frankowiczów. Mówi to sam szef Szwajcarskiego Banku Narodowego.

Wszystko zaczęło się jesienią 2013 roku

By zrozumieć dlaczego CNB sprzedaje tak ogromne ilości koron, musimy cofnąć się do listopada 2013 roku. Wtedy bank podjął decyzję, że jego dotychczasowa polityka stóp procentowych jest niewystarczająca – korona za bardzo się umacnia, co uderza w podstawy czeskiej gospodarki, utrudniając działalność eksporterów, ich produkty na rynkach światowych drożeją. I postanowił, że będzie pilnował jej kursu w stosunku do euro – nie powinien za bardzo oddalać się od poziomu 27 koron za jedno euro.

Bank zapowiedział wtedy, że jeżeli korona będzie się umacniać, to on będzie zdecydowanie interweniował na rynku – sprzedając duże ilości własnej waluty. I zaczął faktycznie bardzo silnym akcentem – w listopadzie Czesi sprzedali korony za 7,5 mld euro.

Podziałało wyśmienicie. Korona faktycznie przestała się umacniać. Bank aż do lipca 2015 roku nie interweniował na rynku walutowym.

Zaczął je znowu sprzedawać w wakacje w 2015 roku i wartość tych interwencji aż do początku tego roku zmieniała się od zera do maksymalnie niecałych 4 mld euro miesięcznie. Przy czym cały system działał – kurs korony nie oddalał się za bardzo od wyznaczonego poziomu. Takiej stabilności kursu, jaki widzimy w wypadku korony, to możemy Czechom pozazdrościć.

Kurs czeskiej korony do euroKurs czeskiej korony do euro investing.com

 

Bank chce zmienić politykę, spekulanci chcą zarobić

Rosnące ceny energii i w ogóle poprawiająca się sytuacja gospodarcza spowodowały, że w Czechach powiększyła się inflacja. W styczniu ceny u naszych południowych sąsiadów wzrosły o 2,2 proc. To żaden problem – wręcz przeciwnie, objaw zdrowej gospodarki. Ale jest to już taki poziom, że dalsze sztywne pilnowanie kursu jest już niepotrzebne. Bank chce więc zrezygnować z brutalnych interwencji na rynku walutowym.

Czytaj więcej: Zbliża się koniec ery tanich kredytów. Najpierw to dotknie Amerykanów, potem również nas.

O tym, że tak się stanie, rynkowi spekulanci zaczęli mówić głośniej już latem ubiegłego roku. A ostatnio zaczęli energicznie kupować korony z nadzieją, że kiedy SNB zmieni swoją politykę, oni na tym sporo zarobią – korona może się wtedy znacząco umocnić, podobnie jak stało się to ze szwajcarskim frankiem w styczniu 2015 roku, kiedy bank centralny Helwetów przestał pilnować kursu jego wymiany.

Inwestorzy grający na rynku walutowym kupowali koron ostatnio tak dużo, że jej kurs zaczął rosnąć. No i dlatego SNB został zmuszony do wspomnianych rekordowych zakupów euro.

Szefowie czeskiego banku centralnego zapowiadają, że najprawdopodobniej w połowie roku odejdą od dotychczasowej polityki monetarnej. I prawdopodobnie wtedy zrobią to samo, co Szwajcarzy. Jeżeli korona znowu zacznie się umacniać, obniżą stopy procentowe poniżej zera.

Tekst pochodzi z blogu „Subiektywnie o giełdzie i gospodarce”.

 

Więcej o: