Zamiast wojny, żadnych połączeń lotniczych i zatrzymywanie statków. Co zrobi Kim?

Marcin Kaczmarczyk
Amerykańska grupa uderzeniowa z lotniskowcem USS Carl Vinson płynie od kilku dni w kierunku Półwyspu Koreańskiego. Jednak opcja militarna jest ostatnią, po którą chcą sięgnąć Amerykanie. Rozważają natomiast wprowadzenie nowych sankcji na Koreę Północną.

Zdaniem agencji Reuters i Fox Business Network właśnie teraz doradcy ds. bezpieczeństwa Donalda Trumpa intensywnie zastanawiają się, jakie nowe sankcje nałożyć na Koreę Północną w celu zatrzymania rozwoju jej programu zbrojeń rakietowych i nuklearnych. Pomysłów ponoć jest całkiem sporo.

Można między innymi nałożyć embargo na eksport ropy naftowej i jej pochodnych do Korei Północnej. Można też wprowadzić zakaz lotów północnokoreańskich linii lotniczych Aur Koryo poza granice państwa rządzonego przez klan Kimów.

Rozważane jest również zatrzymywanie statków z Korei Północnej na pełnym morzu i ich przeszukiwanie w celu sprawdzenia, czy nie transportują zabronionych przez sankcje surowców i towarów.

Rząd w Pjongjang może też zaboleć między innymi zakaz pracy robotników północnokoreańskich poza krajem i dalsze ograniczenie eksportu węgla i ryb – kluczowych produktów eksportowych Korei Północnej.

Czytaj więcej: We wtorek napięcie geopolityczne związane z Północną Koreą zatrzęsło rynkami na całym świecie.

Gra z Pekinem

Praktycznie te najbardziej bolesne sankcje muszą być wprowadzone za pomocą rezolucji ONZ. I tu Amerykanie mają problem, ponieważ zawetować ten pomysł w Radzie Bezpieczeństwa mogą Chiny.

Amerykanie wiedzą o tym i dlatego intensywnie rozmawiają o Korei z Pekinem. Temu ponoć też służyła telefoniczna rozmowa pomiędzy Trumpem, a Xi, prezydentem Chin, którą przeprowadzono w środę. Źródło w administracji Trumpa, na które powołuje się Reuters, twierdzi, że Xi obiecał pomoc, ale zastrzegł, że nie do wiadomo, czy na taka skalę, jak życzyliby sobie tego Amerykanie.

Biały Dom w stosunku do Pekinu stosuje tu taktykę zarówno kija, jak i marchewki. Z jednej strony Trump wyraźnie sygnalizuje, że umowa handlowa z Chinami będzie dla nich lepsza, jak pomogą rozwiązać północnokoreański problem oraz mówi, że Pekin nie manipuluje już kursem juana, a z drugiej głośno rozważana jest możliwość wprowadzenia sankcji na chińskie firmy, które współpracują z reżimem Kim Dzong Una.

Wydaje, że Amerykanom udało się już osiągnąć pewne sukcesy w rozmowach z Chińczykami. Po pierwsze Chiny zaczęły odsyłać statki z północnokoreańskim węglem z powrotem do Korei, po drugie w trakcie głosowania w Radzie Bezpieczeństwa w kwestii Syrii powstrzymały się w środę od głosu – nie chcą bardzo drażnić Amerykanów.

Pekin być może też zaczyna zdawać sobie sprawę, że jeżeli nowe sankcje nie wejdą w życie, wzrośnie i tak już duże prawdopodobieństwo militarnego starcia na Półwyspie Koreańskim. A na tym bardzo dużo stracić mogą właśnie Chiny. Mówiąc prościej, jeżeli sankcje nie zadziałają, problem spróbują rozwiązać wojskowi i to może być bardzo bolesne dla Pekinu.

Czytaj więcej: Rekordowe zamówienie Pentagonu. Nowe helikoptery będą droższe od myśliwców F-35.

Nieprzewidywalny Kim

Nikt nie wie, jak na nowe sankcje zareaguje rząd w Pjongjang. Praktycznie każdy scenariusz jest możliwy. Od powrotu Północnych Koreańczyków do rokowań o wygaszeniu ich programu rakietowo-atomowego aż po próbę zaatakowania Korei Południowej i znajdujących się na jej terytorium wojsk amerykańskich. Czy aż bronią jądrową? Tego też nie wiemy.

Jedno jest pewne. Amerykanie muszą jak najszybciej zatrzymać północnokoreańskie zbrojenia. Nie pogodzą się z myślą, że rakieta z atomową głowicą może dolecieć z Korei do USA.

Tekst pochodzi z blogu „Subiektywnie o giełdzie i gospodarce”