Resort Morawieckiego zbierze 600 mln zł na walkę z gotówką. Polska traci przez nią 17 mld zł rocznie

- W Polsce obrót bezgotówkowy to ok. 8 proc. wszystkich transakcji. Ponad 90 proc. to gotówka. Rocznie za obrót gotówkowy płacimy 17 mld zł, to ok. 1 proc. PKB - informuje Tadeusz Kościński, wiceminister rozwoju. W ramach programu wsparcia obrotu bezgotówkowego resort na spółkę m.in. z bankami planuje przeznaczyć 600 mln zł, m.in. na darmowe terminale dla małych i średnich firm.

- Tylko wydaje nam się, że gotówka jest za darmo, a karty są drogie. W rzeczywistości tak nie jest. Rocznie za obrót gotówkowy płacimy więc 17 mld zł. W kwocie tej mamy produkcję banknotów, liczenie, przewożenie, przechowywanie – mówi Tadeusz Kościński w rozmowie z PAP.

Kartą wszędzie i tanio

Jak poinformował PAP Tadeusz Kościński, Ministerstwo Rozwoju wdraża obowiązek akceptacji kart tak, aby konsument miał prawo zapłacić wszędzie bezgotówkowo. Nie wiadomo, kiedy miałoby to wejść w życie. Branżowy portal cashless.pl informuje, że w pierwszym kroku obowiązek instalacji terminala płatniczego będzie dotyczył firm, które wprowadzać będą fiskalizację online. 

- Chcemy wszystkich przygotować na zmianę. Dlatego w ramach programu wsparcia obrotu bezgotówkowego powstał fundusz, który w ciągu trzech lat zbierze 600 mln zł. Będzie on dotował terminale POS [terminale płatnicze – red.], które dla małych i średnich firm będą za darmo. Przez minimum rok nie poniosą one też kosztów transakcji - przekazał wiceminister rozwoju.

Żeby było jasne – Ministerstwo Rozwoju nie wyłoży tych pieniędzy z własnej kieszeni. Na fundusz, o którym mówi Kościński, zrzucą się banki, organizacje kartowe (Visa, Mastercard) i agenci rozliczeniowi (np. First Data, eCard, Elavon i wiele innych). Jak wyliczył niedawno Puls Biznesu, prawdopodobnie na te 600 mln zł firmy kartowe przeznaczą ok. 309 mln zł, banki 206 mln zł, a agenci ok. 97 mln  zł. „Zbiórka” ma ruszyć 1 lipca i trwać trzy lata.

Z jednej strony, dla nich wszystkich zwiększenie liczby transakcji bezgotówkowych to naturalny cel. Z drugiej strony, gdyby nie chcieli wykładać na projekty Ministerstwa Rozwoju tyle pieniędzy ile potrzeba, resort ma w szufladzie bat – m.in. zupełną likwidację prowizji interchange od transakcji kartami (interchange to opłata, jaką sklep przyjmujący płatność kartą przekazuje bankowi – dziś wynosi 0,20 proc. kwoty transakcji kartą debetową, i 0,30 proc. kartą kredytową) czy zakaz pobierania opłat za wydawanie i obsługę „plastików”. Takie argumenty miały być podnoszone m.in. gdy branża bez entuzjazmu mówiła o pomyśle „narodowej karty płatniczej”.

„Dofinansowania” z funduszu dla sklepów czy punktów usługowych mają w tym czasie przynieść ok. 600 tys. nowych terminali płatniczych. To oznaczałoby podwojenie liczby terminali w kraju – jak wynika z danych Narodowego Banku Polskiego, na koniec 2016 r. działało ich w Polsce 530 tys.

Kościński dodał, że do końca roku w każdym urzędzie będzie można płacić bezgotówkowo. Warto też przypomnieć, że prawdopodobnie już niebawem z terminalami będą jeździć policjanci, dzięki czemu mandaty również będzie można opłacić kartą.

Banknot 500 zł był nie na rękę

Ministerstwo Rozwoju na każdym kroku podkreśla, że rozliczanie się przez Polaków gotówką jest mu nie za bardzo na rękę. Resort mocno protestował między innymi, gdy Narodowy Bank Polski wprowadzał do obiegu w lutym br. banknot o nominale 500 zł. Kościński w liście do prezesa NBP przekonywał m.in., że „promowanie banknotu 500 zł stoi w sprzeczności z potrzebą mocnego promowania rozliczeń elektronicznych mających ścisły związek z uszczelnieniem systemu podatkowego w Polsce”. Dodawał, że „wysokie nominały były najchętniej wykorzystywane do działań przestępczych”, i że to „wygodny instrument rozliczeń w szarej strefie”. Ostatecznie jednak nic nie ugrał, banknot 10 lutego wszedł do obiegu.

Bo Ministerstwu Rozwoju nie tylko o koszty gotówki chodzi. Nie ukrywa, że chce większej kontroli nad przepływami pieniędzy między Polakami, a to mogą dać tylko rozliczenia bezgotówkowe. „Płatności elektroniczne, w przeciwieństwie do płatności gotówkowych, pozostawiają jednoznaczny ślad w systemie bankowym, utrudniając ukrycie zaistnienia i rodzaju transakcji. W ten sposób są ważnym narzędziem w zwalczaniu szarej strefy” – pisał we wspomnianym liście Tadeusz Kościński.

Nowe zasady wypłacania wynagrodzeń

Innym frontem, na którym Ministerstwo Rozwoju próbuje walczyć w gotówce, jest planowana zmiana w sposobie wypłaty wynagrodzeń. Resort przygotował już projekt ustawy, który zobowiąże firmy do płacenia pracownikom przelewem na konto. Jeśli ci będą chcieli mieć płacone w gotówce, będą musieli wypełnić specjalny wniosek.

„Ważnym celem proponowanej regulacji jest ograniczenie szarej strefy poprzez zastąpienie części transakcji gotówkowych transakcjami elektronicznymi. Płatności gotówkowe, w przeciwieństwie do elektronicznych, nie pozostawiają śladu, umożliwiając ukrycie transakcji. (...) Wprowadzenie regulacji może przyczynić się do ograniczenia szarej strefy w gospodarce i – w efekcie – do poprawy sytuacji konkurencyjnej uczciwych podmiotów i zwiększenia dochodów sektora finansów publicznych” – czytamy w uzasadnieniu projektu tej ustawy.

***

Zobacz też: Red Lipstick Monster: W Polsce da się bardzo dużo, jestem dumna z tego, co mamy [NEXT TIME]