Polska gorsza od Grecji?! Oni mieli nadwyżkę, my duży deficyt

Piotr Skwirowski
Nasz dług publiczny liczony w relacji do PKB, na tle innych krajów UE, nie straszy, choć zbliżamy się do konstytucyjnej granicy 60 proc. Z deficytem sektora finansów publicznych jesteśmy za to w unijnym ogonie. Daleko za Grecją. Większy od nas deficyt miały w 2016 r. tylko cztery kraje "28".

Sytuację w finansach 28 państw Unii Europejskiej w 2016 r. podsumował unijny urząd statystyczny Eurostat. W Unii liczonej jako całość sytuacja się poprawia. Deficyt sektora finansów publicznych (czyli w największym skrócie ujemna różnica między dochodami publicznymi, a takimi samymi wydatkami) spadł tu z 2,4 proc. w PKB w 2015 r. do 1,7 proc. w ‘2016. W strefie euro odpowiednio z 2,1 do 1,5 proc. PKB. Unijny dług publiczny też się skurczył: z 84,9 proc. PKB w 2015 r. do 83,5 proc. w 2016 r. Także w krajach strefy euro było tu nieco lepiej niż rok wcześniej - dług zjechał z 90,3 proc. PKB do 89,2 proc.

Ogólna sytuacje UE i strefy euroOgólna sytuacje UE i strefy euro Eurostat

Coraz więcej krajów z nadwyżką, Polska słabo

Mocno wzrosła liczba krajów z nadwyżką w sektorze finansów publicznych. W 2016 r. miało ją już 10 państw UE. Najwyższą Luksemburg (1,6 proc. PKB). Dalej m.in. Malta (1 proc.), Szwecja (0,9 proc.), Niemcy (0,8 proc.) i Grecja (0,7 proc.). W sumie aż 12 krajów zakończyło zeszły rok bez deficytu. Aż, bo rok wcześniej taki wynik zanotowały tylko cztery z 28 państw UE. Uwagę zwraca zwłaszcza wynik Grecji, która na sporą nadwyżkę, wybiła się z deficytu sięgającego w 2015 r. 5,9 proc. PKB. Z kolei nasz najważniejszy partner handlowy, czyli Niemcy, zanotował trzeci rok z rzędu z nadwyżką.

Cztery kraje przebiły bądź osiągnęły natomiast dopuszczalną w krajach Unii granicę 3 proc. deficytu sektora finansów publicznych. To: Hiszpania (4,5 proc. PKB deficytu), Francja (3,4 proc.) oraz Rumunia i Wielka Brytania (po 3 proc.).

Polska na tym tle wypada słabo. Pewnie wiele osób to zaskoczy, ale na Grecję możemy popatrzeć z... zazdrością. Zeszły rok zakończyliśmy z deficytem instytucji rządowych i samorządowych na poziomie 2,4 proc. PKB. To nieco lepiej niż rok wcześniej. Oddaliliśmy się też od granicy 3 proc. PKB, której przekroczenie grozi objęciem unijna procedurą nadmiernego deficytu. Ekonomiści zwracają jednak uwagę, że nasz spadek deficytu był niezbyt okazały. I, że działo się to w sytuacji, gdy z inwestycjami wstrzymały się zarówno samorządy, jaki i instytucje rządowe. Przewidują, że gdy inwestycje ruszą, a najpewniej ruszą, bo na szerszą skalę zacznie się wykorzystywanie pieniędzy z UE, nasz deficyt też ruszy w górę. W 2016 r. pod względem deficytu sektora finansów publicznych zanotowaliśmy (wraz z Włochami) piąty najgorszy wynik w Unii.

Sytuacja PolskiSytuacja Polski Eurostat

Mniej długu, ale nie w Polsce

Unia jako całość w zeszłym roku zbiła nieco swoje zadłużenie. Najbardziej zadłużona była nadal Grecja. Jej dług sięgnął 179 proc. PKB i był nieco wyższy niż rok wcześniej. Poważne problemy z zadłużeniem miały też Włochy (dług to 132,6 proc. PKB), Portugalia (130,4 proc. PKB), Cypr (107,8 proc.) i Belgia (105,9 proc.).

Sytuacji w GrecjiSytuacji w Grecji Eurostat

Zadłużenie powyżej progu 60 proc. PKB miało aż szesnaście państw Unii. Polski dług publiczny wzrósł na koniec 2016 r. do 54,4 proc. PKB. Rok wcześniej było to 51,1 proc. Ekonomiści tłumaczą, że ten wzrost zadłużenia wynika z gwałtownego zwiększenia wydatków. Twierdzą, że z długu finansowane są dodatki na dzieci z programu 500+. Ich zdaniem, przy takiej polityce, w krótkim czasie zbliżymy się z długiem do zapisanej w konstytucji granicy 60 proc. PKB. Jej przekroczenie oznaczać powinno włączenie mechanizmów zaciskania finansowego pasa, nie wiadomo jednak, czy rząd nie zacznie szukać sposobów obejścia tych zabezpieczeń i dalszego zadłużania kraju.

Najniższe zadłużenie na koniec zeszłego roku miała Estonia. Jej dług to zaledwie 9,5 proc. PKB. Dalej były Luksemburg (20,0 proc.), Bułgaria (29,5 proc.), Czechy (37,2 proc.), Rumunia (37,6 proc.) i Dania (37,8 proc.).

***

Zobacz też: Andrzej K. Koźmiński: Pracodawcy to nie są małe dzieci. To ludzie, którzy powinni dawać sobie radę: