Szaleństwo na czeskim rynku mieszkaniowym. Bank centralny zaniepokojony, wzywa polityków do działania

Marcin Kaczmarczyk
We wtorek Jiri Rusnok, szef Narodowego Banku Czech, powiedział, że kredyty hipoteczne są największym ryzykiem dla stabilności czeskiego systemu bankowego. Bank podniósł wymogi kapitałowe dla banków, by utrudnić udzielanie nowych pożyczek.

Czeski rynek mieszkaniowy faktycznie rozgrzany jest do czerwoności. Ceny nieruchomości w czwartym kwartale ubiegłego roku wzrosły o 11 proc. w stosunku do danych sprzed roku. Za metr kwadratowy nowego mieszkania w Pradze trzeba zapłacić średnio teraz około 75 tys. koron, czyli ponad 12 tys. zł.

Czechów to jednak nie powstrzymuje przed zaciąganiem kolejnych kredytów hipotecznych i w pierwszym kwartale tego roku wzięli aż o 30 proc. więcej pożyczek na kupno mieszkania lub domu niż z początkiem 2016 roku.

Przyczyna boomu na rynku jest dość prozaiczna – niskie stopy procentowe, za czym idą też tanie kredyty.

Zdaniem banku centralnego Czech rynek mieszkaniowy czas już zacząć studzić. Bank we wtorek poinformował o zwiększeniu tzw. buforu antycyklicznego dla sektora bankowego do 1 proc. od lipca 2018 r. z 0,5 proc. obecnie. Ostrzegł ponadto, że będzie nadal zwiększał wymogi kapitałowe, jeśli banki nadal będą bardzo liberalnie dawać kredyty hipoteczne niemal wszystkim zainteresowanym.

Czytaj więcej: Jakie są największy zalety naszej gospodarki dla zagranicznych inwestorów?

O groźbie przegrzania rynku mieszkaniowego w Czechach zaczęli też mówić tamtejsi politycy. Rozważany jest np. pomysł wprowadzenia dodatkowych ograniczeń w udzielaniu kredytów hipotecznych rodzinom o niskich dochodach – Rusnok w ubiegłym tygodniu wzywał polityków, by przyspieszyli prace nad nimi.

Nikt nie chce powtórki z załamania na rynku kredytów hipotecznych niskiej jakości, do którego doszło w 2007 roku w USA.

Tekst pochodzi z blogu “Giełda i gospodarka.pl”

Więcej o: