Zobaczcie co się dzieje z akcjami największej amerykańskiej firmy zbrojeniowej. Wygląda to tak, jakby rynek oczekiwał wojny

Rafał Hirsch
Akcje Lockheed Martin - producenta między innymi samolotów F16 i systemu THAAD, mającego obronić Seul przed atakiem z Korei Północnej podrożały na giełdzie nowojorskiej od 28 lipca o 6 i pół procent. W tym samym czasie indeks S&P500 urósł o 0,08 procent. Inne firmy zbrojeniowe też szybko zyskują na wartości

Jeśli traktować wojnę jako sytuację z nowymi okazjami inwestycyjnymi, to z pewnością wśród nich powinny się znaleźć firmy zbrojeniowe. Od kilku dni akcje najbardziej znanego przedstawiciela tej branży – firmy Lockheed Martin wyraźnie drożeją, a ich wykres wygląda tak: 

Jeśli ktoś podejrzewa tu zwykły zbieg okoliczności, może zapoznać się z wykresem notowań akcji innego koncernu zbrojeniowego: Raytheon 

Notowania spółki RaytheonNotowania spółki Raytheon wykres: investing.com

A tu jeszcze na dokładkę Northrop Grunman 

Notowania akcji Northrop GrummanNotowania akcji Northrop Grumman wykres: investing.com

Od 28 lipca amerykański indeks giełdowy S&P500 urósł o 0,08 procent. W tym czasie akcje Northropa urosły o 4,9 procent, Ryatheona o 5,8 procent, a Lockheed Martin o 6,5 procent. 

Dla porządku warto przypomnieć: Lockheed Martin to największy dostawca sprzętu dla Pentagonu, producent F16, a także tarczy THAAD (Terminal High Altitude Area Defense), którą Amerykanie chcą zainstalować w Korei Południowej, aby broniła Seulu przez ewentualnym atakiem z północy. Lockheed jest też właścicielem spółki Sikorsky, która produkuje(także w Polsce) helikoptery Black Hawk. 

Raytheon to producent systemów obrony Patriot, pocisków samosterujących typu Cruise oraz szeregu innych bomb, czy systemów naprowadzania. Northrop Grumman to z kolei największy na świecie producent okrętów wojennych – lotniskowców, krążowników i okrętów podwodnych. 

Akcje tych wszystkich spółek ostatnio wyraźnie idą w górę i są rekordowo drogie. Ci którzy je kupują są w stanie zapłacić za nie więcej, bo oczekują, że spółki te będą więcej zarabiać. W ich mniemaniu będzie to możliwe, bo państwa będą coraz więcej wydawać na zbrojenia i to nawet niezależnie od tego, czy wojna będzie, czy jej nie będzie. 

Zresztą sam Lockeed w środę przyznał, że odczuwa znaczący wzrost zapytań z całego świata o systemy obrony przeciwrakietowej, a rozmowy są na poziomie premierów i ministrów obrony. Nazwy zainteresowanych państw nie zostały oczywiście wymienione, ale dla inwestorów ważne jest, ze popyt rośnie. Od kogo ten popyt to już sprawa drugorzędna. 

A jeśli faktycznie dojdzie do konfliktu zbrojnego w Korei, wtedy perspektywy biznesowe dla tych firm staną się nawet jeszcze lepsze. Wszak w czasie wojny koncerny produkujące broń powinny radzić sobie znacznie lepiej niż spółki ze wszystkich pozostałych branż.