Rewolucja w abonamencie RTV od 2019 r. Gliński tłumaczy, dlaczego zapłacisz nawet jak nie masz telewizora

"Mając na uwadze m.in. powszechny dostęp do urządzeń służących do odbioru treści, należy zauważyć, że oderwanie opłaty od faktu posiadania odbiornika jest całkowicie uzasadnione" - tak wicepremier i minister kultury Piotr Gliński tłumaczy, dlaczego opłatę medialną, która zastąpi obecny abonament radiowo-telewizyjny, będą płacić wszyscy obywatele.

W Ministerstwie Kultury trwają prace nad projektem ustawy, która zmieni sposób finansowania mediów publicznych. Zakłada ona, że nie będzie już obowiązku rejestracji odbiorników telewizyjnych czy radiowych, a zamiast obecnego abonamentu będziemy płacić tzw. opłatę medialną. Będzie ona uiszczana przy okazji rozliczania podatku PIT, CIT i KRUS.

Dlaczego płacić ma każdy, nawet jeśli nie ma telewizora czy radia? Po pierwsze, jak tłumaczy minister Gliński w odpowiedzi na interpelację poselską, odbiorniki ma niemal każdy.

I właśnie ze względu na ten „powszechny dostęp do urządzeń służących do odbioru treści”, oderwanie opłaty od faktu posiadania odbiornika jest „całkowicie uzasadnione”.

Po drugie, Gliński przekonuje, że uniezależniając pobieranie opłaty medialnej od posiadania radia czy telewizora wpisujemy się w europejskie trendy. Zauważa, że w ostatnich latach taką konstrukcję opłaty wprowadziły m.in. Niemcy czy Finlandia.  

W końcu po trzecie minister powołuje się na orzecznictwo europejskie, zgodnie z którą opłata medialna na charakter publicznoprawny, bo „stanowi wkład w finansowanie usługi dla wspólnoty”.

W tym miejscu należy przytoczyć również orzecznictwo europejskie, zgodnie z którym publicznoprawna natura opłat abonamentowych determinuje fakt, że nie mogą być one rozumiane jako wynagrodzenie za świadczenie odpłatnej usługi, czy za odbiór poszczególnych programów, a stanowią wkład w finansowanie usługi dla wspólnoty

- pisze Gliński.

Opłata niższa, ale jednak wyższa?

Projekt ustawy ma ujrzeć światło dzienne jeszcze jesienią. Nowe rozwiązania mają wejść w życie najwcześniej od początku 2019 r. - jednak rozliczenie podatkowe za ten rok będzie się składało w 2020 r., więc zapewne to wtedy pierwszy raz trzeba by płacić nową opłatę.

Opłata medialna ma wynosić ok. 8 zł od każdego Polaka. To „konkurencyjna” stawka wobec obecnych 22,70 zł, problem tylko w tym, że zapłaci ją każdy podatnik. Zatem jeśli w gospodarstwie domowym jest ich kilku, łącznie na media publiczne zrzucą się więcej niż obecnie płacą (lub powinni płacić).

Minister Gliński zapowiada, że nowe regulacje będą zawierały katalog osób zwolnionych od obowiązku uiszczania opłat. Nie precyzuje, kto nie będzie płacił opłaty medialnej. Zapewne jednak będzie to podobna grupa, która obecnie  jest zwolniona z abonamentu RTV, czyli m.in. osoby po 75. roku życia czy osoby zaliczone do I grupy inwalidzkiej.

Niepewna jest też abolicja dla osób zalegających z zapłatą abonamentu. Gdy w grze był jeszcze poprzedni projekt (ten zakładający „donoszenie” przez kablówki na swoich klientów), Ministerstwo Kultury proponowało bezwarunkowe umorzenie postępowań egzekucyjnych dotyczących niezapłaconego abonamentu, ale taki pomysł oprotestował szef TVP Jacek Kurski. Teraz Gliński jest ostrożny, i na pytanie o to w interpelacji Adama Korola z PO odpowiedział, że „nie zapadły jednak szczegółowe decyzje”.

Do trzech razy sztuka

Warto przypomnieć, że obecny pomysł na „opłatę medialną” to już kolejne podejście rządu do zmian w abonamencie. Nie powiodło się już dorzucanie opłaty do rachunków za prąd (wymagałoby to notyfikacji Komisji Europejskiej, na którą trzeba by czekać nawet kilkanaście miesięcy, i której uzyskanie wcale nie było pewne) oraz zmuszenie dostawców telewizji satelitarnej i kablówek do przekazywania danych o swoich klientach. Na nowe rozwiązanie z dorzucaniem opłaty do podatku Unia powinna przystać.

Szacuje się, że opłata medialna może przynieść około 2,7 mld zł rocznie, z czego 2 mld zł trafiłoby do TVP. W 2016 r. publiczna radiofonia i telewizja otrzymały z wpływów abonamentowych 717,7 mln zł.

***