Rośnie napięcie w Hiszpanii. Paniki nie ma, ale rynki zaniepokojone

Marcin Kaczmarczyk
Premier Hiszpanii odpowiedział w czwartek na list z wyjaśnieniami, który przysłał mu kataloński premier Carles Puigdemont. Odpowiedź Katalończyka go nie zadowala i zapowiada, że uruchomi artykuł 115 konstytucji, czyli zawiesi władze w Katalonii. Jest jeszcze czas na rozmowy.

Równo 30 lat temu 19.10.1987 roku na nowojorskiej giełdzie doszło do największego w historii spadku kluczowego indeksu Dow Jones Industrial (DJI) – stracił 22,6 proc. Potężna fala wyprzedaży przetoczyła się przez następne dwa tygodnie przez cały świat. Część analityków i inwestorów zastanawiała się w czwartek rano, czy historia się nie powtórzy. Zwłaszcza, że jest pretekst – bardzo napięta sytuacja w Hiszpanii, gdzie trwa przeciąganie linii pomiędzy Madrytem, a Barceloną.

Rząd Mariano Rajoya, po brutalnie blokowanym przez niego referendum w Katalonii i po nie do końca jasnej – jego zdaniem – deklaracji Carlesa Puigdemonta z 10 października, zażądał od władz w Katalonii, by te do godziny 10 w czwartek jasno powiedziały, czy ogłosiły niepodległość, czy nie. Odpowiedź Barcelony znowu nie była zbyt jasna - Puigdemont zasugerował, że niepodległości nie ogłosił, ale zrobi to, jeżeli tylko rząd Hiszpanii nie zacznie poważnie rozmawiać z Katalończykami i nie zaprzestanie represji.

To dla premiera Hiszpanii było już za dużo. Rajoy w krótkim liście do Puigdemonta napisał, że odpowiedź go nie zadowala i w związku z tym Madryt „podejmie wszelkie środki dla przywrócenia praworządności i ładu konstytucyjnego” w regionie. W praktyce oznacza to uruchomienie art. 155 hiszpańskiej konstytucji, który pozwala władzom w Madrycie przejąć obowiązki lokalnego rządu, jeżeli ten narusza zapisy Konstytucji lub nie wypełnia swych obowiązków. Rajoy po to rozwiązanie chce sięgnąć już w sobotę, co jednak niekoniecznie musi oznaczać, że już Hiszpanie i Katalończycy są skazani na bardzo brutalne rozwiązanie problemu. Jest jeszcze czas na rozmowy.

Czytaj więcej: Czy Katalonia poradziłaby sobie gospodarczo jako niepodległe państwo?

Euro słabnie razem ze złotym, na giełdach spadki

Rosnące napięcie w Hiszpanii jest już widoczne na rynkach – ale o panice absolutnie nie może być mowy. Słabnie euro, zyskuje dolar, frank i złoto – część inwestorów ucieka do bezpiecznych przestani. W związku z tym np., złoty powiązany silnie z europejską walutą stracił dzisiaj do późnego popołudniu niecałe dwa grosze w stosunku do dolara i mniej więcej tyle samo do franka. Złoto podrożało od rana ponad 0,4 proc.

Na wszystkich liczących się giełdach obserwujemy w czwartek spadki. W Warszawie np. indeks WIG20 tracił 1,25 proc. kwadrans po 16. W tym samym czasie niemiecki DAX był 0,72 proc. pod kreską, podobnie hiszpański Ibex. Tracą również rynki w USA. Indeks DJI niecałe 2 godziny po rozpoczęciu sesji spadał o 0,3 proc.

Podsumowując zachowanie rynków, widoczny jest niepokój, ale sytuacja absolutnie nie ma nic wspólnego z potężną wyprzedażą sprzed 30 lat lub jakimkolwiek innymi dużymi krachami na rynkach kapitałowych.

Ciągle jest czas na rozmowy

Inwestorzy, wydaje się, że zachowują się mimo wszystko dość spokojnie. Po pierwsze, być może dlatego, że cały czas jest jeszcze czas na rozmowy. Rząd w Madrycie może ogłosić uruchomienie artykułu 155 w sobotę, ale cała procedura wymaga, by zatwierdził ją hiszpański Senat – to niekoniecznie musi być bardzo szybki proces, mówi się, że to może zająć czas nawet do końca października.

Po drugie, być może inwestorzy uważają, że finałem całego zamieszania będzie jednak zatrzymanie procesu secesji Katalonii. Władze w Barcelonie wydają się być w bez porównania trudniejszej sytuacji niż rząd w Madrycie. Większość Hiszpanów i tamtejszych polityków, w tym opozycyjni socjaliści, popiera uruchomienie artykułu 155. Madryt ma też słowa wsparcia od europejskich polityków.

No i rośnie, poza naciskiem politycznym na Barcelonę, również presja gospodarcza. Hiszpański Kongres (izba niższa parlamentu) zatwierdził królewski dekret, który ułatwia hiszpańskim przedsiębiorstwom przenoszenie legalnej policji z Katalonii. Ponadto poza deklaracjami wielu firm o chęci „ucieczki” z Barcelony pojawiają się pierwsze sygnały, że duże napięcie polityczne zaczyna również wpływać na zachowania gospodarcze Katalończyków. W czwartek hiszpański minister gospodarki Luis de Guindos powiedział, że wg jego danych, zakupy w katalońskich sklepach są mniejsze teraz o 20 proc. niż w czasie przed referendum.

Emocji nam w najbliższym czasie jednak nie zabraknie. Na sobotę np. w Barcelonie zaplanowany jest wielki marsz w proteście odnośnie zatrzymania przez Madryt kilka dni temu dwóch ważnych działaczy niepodległościowych. Podobny protest w środę zgromadził 200 tys. osób.

Tekst pochodzi z blogu „Giełda i gospodarka.pl”

Więcej o: