Włoskie miasteczko zapłaci ci za to, że w nim zamieszkasz. Ale stawia twarde warunki

Candela, średniowieczne miasteczko położone w południowej części Włoch w regionie Apulia od lat 90. powoli się wyludnia. I choć jego burmistrz chce zwabić nowych lokatorów pieniędzmi, to opracował system, który odstraszy leni. - Nie chcemy, aby ludzie przyjeżdżali do nas żyć na koszt ratusza - tłumaczą w urzędzie.

Nicola Gatta, burmistrz Candeli chce, aby jego miasto odzyskało świetność sprzed 30 lat, kiedy liczba mieszkańców wynosiła 8000 osób. Dziś jest ich zaledwie 2700.

Powód? Choć miasto przeszło gruntowną renowację, a na jego terenie nie brakuje rozrywek, to nie udało mu się zatrzymać młodych, którzy od lat 90. sukcesywnie wyjeżdżają do większych aglomeracji.

Aby nie dopuścić do powolnej śmierci Candeli Gatta opracował system, który - jeżeli wypali - ściągnie do miasteczka nowych, oddanych mu lokatorów. Dobra wiadomość - żeby skorzystać z propozycji, nie trzeba być rodowitym Włochem.

Na czym polega oferta?

Ratusz będzie wypłacał 800 euro singlowi, 1200 euro parze, 1500 do 1800 euro dla trzy osobowej rodziny i ponad 2000 euro rodzinie z dwójką lub więcej dzieci. W grę wchodzą również ulgi podatkowe dotyczące wywozu nieczystości, opłaty rachunków oraz edukacji.

Wymagania są trzy: trzeba zamieszkać w Candeli, wynająć w niej dom oraz mieć pracę, w której zarobimy nie mniej niż 7500 euro rocznie. 

- Nie chcemy, aby ludzie przyjeżdżali do nas żyć na koszt ratusza - tłumaczy przedstawiciel ratusza.

Oferta wydaje się być uczciwa. Skorzystało z niej już sześć rodzin z północnych Włoch, a kolejnych pięć wnioskuje o przeprowadzkę. Zapewne poza dodatkiem finansowym argumentem była dla nich fakt, że Candela to bardzo spokojne miejsce do życia. Od 20 lat nie popełniono w nim żadnej zbrodni.