Rewolucyjne posunięcie w Singapurze. Przez trzy lata żadnych nowych zezwoleń na kupno samochodu

Marcin Kaczmarczyk
Azjatycka metropolia dusi się od lat od nadmiaru samochodów. Dlatego władze zdecydowały się dodatkowo utrudnić chętnym ich zakup. Nowe restrykcyjne prawo wchodzi w życie w lutym.

Samochody w azjatyckim państwie-mieście są ekstremalnie drogie – np. za nowego Citroena C4 Picasso z dieslowskim silnikiem 1,6 l. trzeba zapłacić 133 tys. dolarów singapurskich, a więc ponad 350 tys. złotych!

W tej cenie jest zawarte między innymi specjalne zezwolenie COE, które pozwala poruszać się po mieście autem przez 10 lat – kosztuje dla pojazdu o pojemności silnika do 1,6 l. 36 tys. dolarów singapurskich, a więc ponad 95 tys. zł. Bez COE nie można mieć samochodu w Singapurze.

No i właśnie tamtejszy Urząd Transportu Lądowego (LTA), który odpowiada za cały transport publiczny w państwie oraz infrastrukturę drogową i kolejową ogłosił, że od lutego aż do 2020 roku nie wyda żadnego nowego zezwolenia COE ponad aktualny poziom ponad 600 tys. ważnych jeszcze dokumentów. Nowe wyda tylko, jeżeli komuś wygaśnie stare pozwolenie.

Czytaj więcej: 5 mln diesli do poprawki. Koniec afery Dieselgate w Niemczech?

Singapurski urząd argumentuje, że taka regulacja jest koniecznością. - Dzisiaj 12 proc. obszaru Singapuru zajmują drogi. Ze względu na ograniczenia terenu i konkurencyjne potrzeby możliwości dalszego rozwoju sieci drogowej są ograniczone – czytamy w oświadczeniu LTA.

Ciekawe, czy na taki pomysł nie wpadną kiedyś w przyszłości władze w niektórych polskich miastach – np. w Krakowie, który tonie we wszechobecnych korkach.

Tekst pochodzi z blogu „Giełda i gospodarka.pl”