Nikt ci tak nie wybaczy jak polski konsument. Przy sklepowej półce wygrywa cena i przyzwyczajenie

Jako konsumenci mamy krótką pamięć. Chociaż w internecie zadeklarowaliśmy, że my, nasze dzieci i dzieci naszych dzieci nigdy, przenigdy nie kupimy danego produktu, to po jakimś czasie snując się po sklepowych alejkach i tak wrzucimy go do koszyka. Z kilku powodów.

Choć sierpień tego roku nie był pod względem temperatur wyjątkowy, to pewnego dnia bardzo gorąco zrobiło się  w siedzibie firmy Maspex, właściciela m.in. marki Tiger. Okazało się, że internauci nie docenili poczucia humoru agencji marketingowej, która z okazji rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego wystosowała grafikę przedstawiającą środkowy palec, ozdobioną napisem "Dzień pamięci" i hasłem "Chrzanić to, co było. Ważne to, co będzie!".

Jedna czwarta konsumentów zapowiedziała bojkot nie tylko Tigera, ale ogólnie marek leżących do Maspex. 

Firma zareagowała momentalnie wpłacając m.in. rekordową kwotę 500 tys. zł na konto fundacji wspierającej powstańców. Ale mleko się rozlało i wiele wskazywało na to, że Tiger poniesie konsekwencje.

Jednak najbliższe tygodnie pokazały, że sprzedaż Tigera nie dość, że nie spadła, to jeszcze minimalnie się poprawiła. Według danych CMR zebranych z próby 400 sklepów, udziały w sprzedaży napojów energetycznych marki Tiger w tygodniu od 14 do 21 sierpnia wzrosły o 0,7 pkt. proc., w porównaniu z tygodniem poprzednim i wyniosły 19,8 proc.

Powód? Klienci się zdenerwowali, oburzyli w internecie, ale większość kupujących albo o sprawie nigdy się nie dowiedziała, a jak dowiedziała, to się nią specjalnie nie przejęła. 

90 proc. polskich konsumentów nie słyszało o skandalach

Przykład Tigera doskonale wpisuje się w wyniki badania* sprawdzającego zachowania konsumentów, które zostały przedstawione podczas V Konferencji Nienieodpowiedzialni.

Okazuje się, że przytłaczająca większość, bo aż 80 – 90 proc. polskich konsumentów nie słyszało o skandalach związanych z brakiem dbałości o warunki pracy czy o kontrowersyjnych i nieakceptowanych społecznie wypowiedziach właścicieli firm, które miały miejsce w ostatnim czasie w polskich przedsiębiorstwach.

Niewielu badanych potrafiło dane zdarzenie właściwie dopasować do firmy, a zaledwie garstka faktycznie zastosowała bojkot konsumencki.

Oznacza to, że jako klienci w większości nie kierujemy się względami moralnymi czy światopoglądowymi. W sklepie interesują nas cena, rozpoznawalność marki i przywiązanie do niej. 

- Rezygnujący z usług danego przedsiębiorstwa klient jest najlepszą motywacją do wprowadzenia w nim zmian. Nie najlepiej świadczy o nas ludziach, konsumentach fakt, że często jest nam obojętne, jak traktowani są pracownicy, którzy przygotowują dla nas produkty i że po jakimś czasie zapominamy o ujawnionych w firmach skandalach  – mówi Artur Nowak – Gocławski z ANG Spółdzielni, która jest współorganizatorem konferencji.

Samopoczucie mamy raczej dobre

Chociaż nie wychodzi nam bojkotowanie firm, to mimo wszystko uważamy się za odpowiedzialnych konsumentów (68 proc.). Problem w tym, że nasza definicja tej odpowiedzialności opiera się na indywidualnej korzyści. Dla badanych było to nie zostanie naciągniętym na zakup towarów spoza listy zakupów oraz czytanie etykiet.

Mało? To może warto podkreślić, że dla 53 proc. Polaków umowy zawierane z instytucjami finansowymi są niezrozumiałe, a i tak je podpisują. Co więcej, tylko 33 proc. zazwyczaj czyta dokładnie całą umowę, a większość (48 proc.) sprawdza jedynie dane personalne i pobieżnie sprawdza główne zapisy.

8 proc. badanych zadeklarowało, że podpisuje umowy bez sprawdzania i czytania czegokolwiek.

* Badanie (metoda: CAWI na panelu badawczym Ariadna na grupie N=1041 osób) przeprowadził na zlecenie organizatorów konferencji Dom Badawczy Maison&Partners przy współpracy z dr Martą Marchlewską z Instytutu Psychologii Polskiej Akademii Nauk. W zrealizowanym badaniu wzięło udział N=1041 osób

+++

Rafał Agnieszczak: Ktoś, kto zawsze jedzie po bandzie, nie wygra w biznesie [NEXT TIME]

Więcej o: