Pracodawcy ostrzegają: Zniesienie limitu składek na ZUS uderzy we wszystkich zatrudnionych, specjaliści wyjadą

Sejm przyjął w piątek nowelizację ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych, która spowoduje, że najwięcej zarabiający zapłacą wyższe składki na ZUS. Ale według ekspertów, zmiany dotkną nie tylko najbogatszych.

Projekt, przygotowany przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, przyjęli już posłowie – teraz trafi do Senatu. Ustawa ma wejść w życie z początkiem przyszłego roku.

Przypomnijmy, chodzi o zniesienie limitu, powyżej którego nie odprowadza się składek na ZUS. Teraz jest tak, że płacimy je od wynagrodzenia, które nie przekracza 30-krotności przeciętnego w gospodarce, prognozowanego na dany rok. Na przykład, kwota ustalona na 2017 rok to 127 890 zł brutto, miesięcznie daje to 10 657,5 zł brutto. Czyli wynagrodzenie powyżej tej kwoty nie jest już obłożone składkami na ZUS. Rząd chce limit zupełnie znieść. Składka na ubezpieczenia emerytalne i rentowe ma być odprowadzana od całości przychodu, tak jak ta na ubezpieczenie chorobowe i wypadkowe. Dotyczy to bezpośrednio około 350 tys. zatrudnionych, sektor finansów publicznych ma zyskać 5,4 mld zł w pierwszym roku obowiązywania zmian. 

Ucierpią pracownicy, a informatycy wyjadą

Przedstawiciele pracodawców od początku ten pomysł krytykowali. Od początku, to znaczy od kilku tygodni, bo prace nad projektem toczyły się w ekspresowym tempie, jego założenia poznaliśmy dopiero pod koniec października. Do tej pory negatywnie wypowiadali się na temat sposobu wprowadzania tych zmian, czyli tempa właśnie, podkreślali też wpływ zmian na system emerytalny – bo od wyższych składek w przyszłości trzeba będzie wypłacić znacznie wyższe emerytury. Teraz mają nowe argumenty.

Z apelem do senatorów wystąpił m.in. prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców Cezary Kaźmierczak. „Ucierpią na tym wyłącznie pracownicy – z bólem rodząca się i ciężko pracująca klasa średnia, która w zasadzie w całości poniesie koszty tej regulacji.  Firmy bowiem nie są przygotowane na rewizje planów i budżetów z dnia na dzień. Wszelkie gwałtowne zmiany są niekorzystne dla gospodarki, a tym samym dla Polski” – pisze w oświadczeniu. Podaje też przykłady możliwych niekorzystnych skutków wejścia ustawy w życie: ryzyko, że wykształceni i wyszkoleni Polacy nie będą chcieli wracać z emigracji, ucieczka na Zachód informatyków i innych pracowników sektora nowych technologii, uderzenie w menedżerów sektora publicznego oraz omijanie przepisów i spadek wpływów z PIT.  

"Podniesienie kosztów zatrudnienia dla firm o ponad 1 mld zł rocznie w najbliższych 10 latach jest trudne do zaakceptowania. To bardzo dużo, zwłaszcza że odpływ pracowników, spowodowany obniżeniem wieku emerytalnego i zmianami demograficznymi, jest i będzie znaczący" – tak z kolei pisze w oświadczeniu Business Center Club.

Ustawa uderzy we wszystkich zatrudnionych

Inni eksperci ostrzegają, że za zmiany zapłacą nie tylko najbogatsi. „Niektóre firmy szacują, iż dodatkowe koszty w 2018 r. z tytułu opłacenia podwyższonych składek na ZUS mogą wynieść od kilku do kilkunastu milionów złotych” – pisze Konferedacja Lewiatan. I dodaje, że „Zniesienie limitu składek na ZUS odbije się na wszystkich zatrudnionych, o czym rząd nie wspomina, ze względu na konieczność modyfikacji planów wynagrodzeniowych w firmach.

Co ciekawe, ramię w ramię z pracodawcami przeciwko zniesieniu limitu składek na ZUS protestuje też „Solidarność”, która podpisała się pod wspólnym oświadczeniem, wydanym tuż przed przyjęciem projektu przez Sejm.

Teraz losy ustawy są w rękach senatorów.

+++

Jacek Gadzinowski: Nie trzeba pracować 10 godzin dziennie, żeby osiągnąć sukces [NEXT TIME]