Senatorowie posłuchali Morawieckiego. Kluczowa zmiana w składkach ZUS od 2019 r.

Senacka komisja rodziny, polityki senioralnej i społecznej zarekomendowała przesunięcie wejścia w życie ustawy znoszącej limit składek na ZUS z początku 2018 r. na 1 stycznia 2019 r.

Chodzi o ustawę przyjętą 24 listopada przez Sejm, zakładającą zniesienie limitu zarobków, ponad którym aktualnie nie są już odprowadzane składki do ZUS na ubezpieczenie rentowe i emerytalne. Wersja przyjęta przez Sejm zakładała wejście w życie zmian już od początku 2018 r.

Taki pośpiech budził bardzo poważne zastrzeżenia m.in. ze strony stowarzyszeń pracodawców, a także Solidarności. Po pierwsze - nagła zmiana, drastycznie zwiększająca koszty pracy dla firm, wywróciłaby do góry nogami już ustalone plany finansowe na przyszły rok. Po drugie - mogłaby odstraszyć inwestorów. Po trzecie - tak ważna zmiana prawna powinna być skonsultowana m.in. na forum Rady Dialogu Społecznego, a nie została. A po czwarte - nawet Rada Nadzorcza ZUS pukała się w czoło argumentując, że potrzebuje czasu na dostosowania swoich narzędzi informatycznych do nowego stanu prawnego (apelowała także o wycofanie projektu i jego ponowne konsultacje).

Teraz, zgodnie z poprawką zarekomendowaną Senatowi przez senacką komisję rodziny, polityki senioralnej i społecznej, vacatio legis ustawy miałby zostać przedłużony o rok, dokument miałby wejść w życie od 1 stycznia 2019 r. Symboliczny jest fakt, że poprawkę w porozumieniu zgłosili Stanisław Kogut z PiS i Mieczysław Augustyn z PO.

- W ciągu roku mogą być prowadzone rozmowy z pracodawcami, ze związkami, z Radą Dialogu Społecznego. Mogą być nanoszone poprawki, ustawa może być jeszcze znowelizowana - komentował Kogut, cytowany przez PAP.

Wyższa izba parlamentu tym projektem ustawy ma zająć się we wtorek 5 grudnia. Jeśli zagłosuje za zmianami w projekcie, trafi on znów do Sejmu.

Przyhamowanie z wdrażaniem ustawy w życie rekomendowali w zeszłym tygodniu wicepremier i minister finansów i rozwoju Mateusz Morawiecki oraz minister pracy Elżbieta Rafalska.

Na czym ma polegać zmiana?

Obecnie osoby, które brutto rocznie zarabiają 30-krotność (lub więcej) prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce na dany rok, nie płacą już od nadwyżki ponad ten próg składek ZUS

Ten limit 30-krotności ma zostać zniesiony. To oznacza, że niezależnie od wysokości wynagrodzenia, zawsze od całości tej kwoty będą odprowadzane składki na ubezpieczenia emerytalne i rentowe. W 2017 roku tym progiem, ponad którym składki do ZUS już nie są odprowadzane, jest kwota 127 890 zł rocznie.

Według szacunków Ministerstwa Pracyzmiana będzie dotyczyć ok. 350 tys. osób. Spekuluje się, że duża część pracowników po wejściu w życie nowych zasad, obniżających ich dochody netto (część składek emerytalnych i rentowych pokrywa pracodawca, ale część pracownik) może przejść na samozatrudnienie lub na umowy cywilnoprawne, a w najgorszym wypadku nawet wyjechać z kraju.

Budżet państwa co roku ma dzięki wyższym składkom zarabiać ok. 5 mld zł. Z drugiej strony, wyższe składki na ZUS od najlepiej zarabiającym to ich wyższe emerytury w przyszłości. "Dziennik Gazeta Prawna" wyliczył, że zmiana zwiększyłaby przyszłe zobowiązania rządu o ponad 100 mld zł. "Z wyliczeń do 2060 r., które uzyskaliśmy w ZUS, wynika, że do tego roku skutki finansowe wprowadzenia tego rozwiązania będą pozytywne" - mówił z kolei w poniedziałek w Senacie cytowany przez PAP wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej Marcin Zieleniecki.

***