Emerytura dla kobiet za rodzenie dzieci? Posłowie PiS apelują, Ministerstwo Rodziny kluczy

Andrzej Mandel
Paru posłów PiS domaga się wcześniejszych emerytur dla kobiet mających dużo dzieci. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki społecznej nie chce zmian. A nikt nie wskazuje, kto miałby opłacić składki.

Członkowie partii rządzącej nie rezygnują z pomysłu, by matki, które urodziły więcej niż dwójkę dzieci miały z tego tytułu prawo do emerytury niezależnie od stażu pracy. Interpelację w tej sprawie złożyli ostatnio posłowie Jerzy Gosiewski i Adam Ołdakowski.

- W związku z licznymi postulatami, które otrzymujemy podczas dyżurów poselskich i spotkań z wyborcami z regionu Warmii, Mazur i Powiśla, zwracamy się z prośbą o rozważenie możliwości wprowadzenia do systemu świadczeń emerytalnych zmian, które premiowałyby kobiety za urodzenie i wychowywanie więcej niż dwojga dzieci – apelują posłowie w interpelacji.

Nie poprzestając na apelach, posłowie podpierają się sukcesem programu 500+, który według nich przyczynia się do wzrostu liczy narodzin. Chociaż jest to dla posłów wzrost niezadowalający i uważają, że przyznanie wieloródkom praw emerytalnych pomogłoby to zmienić.

- Nadal jednak jest to wzrost niezadowalający z punktu widzenia rozwoju demograficznego naszego kraju, dlatego też proponujemy wprowadzenie do systemu emerytalnego przepisów, które by ten trend wzmocniły i stałyby się impulsem do rodzenia i wychowania większej liczby dzieci – argumentują posłowie.

5 lat mniej do emerytalnego stażu pracy

Posłowie proponują, by początkowo obniżyć o 5 liczbę lat wymaganych do stażu pracy uprawniającego do przyznania emerytury. Dotyczyłoby to kobiet, które urodziłyby trójkę lub więcej dzieci. Zdaniem Jerzego Gosiewskiego i Adama Ołdakowskiego zmotywowałoby to dodatkowo do rodzenia większej ilości dzieci.

-  Dla kobiet ta zmiana byłaby gwarancją, że ten wysiłek da im także gwarancję godnej emerytury, a zyska na tym cała Polska jako naród – twierdzą posłowie.

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej odpowiada

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej niekoniecznie jest nastawione przychylnie do pomysłu. Z jednej strony, co prawda, trudno pomysł zgodny z linią ideologiczną rządu odrzucać a priori, ale trzeba go jeszcze pogodzić z realiami systemu emerytalnego.

- Emerytury są świadczeniami finansowanymi z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, przewidzianymi dla osób, które pracowały zawodowo i podlegały z tego tytułu ubezpieczeniom społecznym. Źródłem finansowania emerytur jest odprowadzana od osiąganych przychodów składka na ubezpieczenie emerytalne, a świadczenia przyznawane są z powodu spełnienia ryzyka ubezpieczeniowego, tj. dożycia określonego w przepisach wieku emerytalnego – odpowiedziało posłom MRPiPS.

Resort argumentuje przy tym, że w systemie już istnieją preferencje dla matek gwarantujące prawo do emerytury uwzględniając okresy związane z wychowywaniem dzieci. Budżet pokrywa składki osób przebywających na urlopie wychowawczym lub pobierających zasiłek macierzyński. Od kilku lat robi to także za osoby, które nie były pracownikami w momencie urodzenia dziecka.

"Godna emerytura" to emerytura minimalna?

Należy jednak pamiętać, że tak naliczane składki emerytalne podlegają ograniczeniom co do ich wysokości. W przypadku dobrze zarabiających osób wpływają więc negatywnie na wysokości przyszłej emerytury. Dodatkowo, skrócenie stażu pracy wymaganego do uzyskania emerytury również wpływa negatywnie na jej wysokość, gdyż zależy ona od ilości i kwoty opłaconych składek oraz przewidywanej długości życia na emeryturze.

Można więc spokojnie założyć, że „godna emerytura”, której chcą posłowie partii rządzącej to emerytura minimalna, za którą utrzymać się jest niezwykle trudno.

Ekspres do kawy Siemens EQ.6 Plus

Więcej o: